Wyniki wyborów na Węgrzech. "To był gwóźdź do trumny dla Orbana"
Wybory na Węgrzech wygrała Tisza Petera Magyara. Ugrupowanie może utworzyć większość konstytucyjną w parlamencie. - Ludzie myślą swoimi portfelami, swoimi żołądkami, czując, widząc to, że Węgry staczają się w otchłań, że stały się najbiedniejszym krajem w Unii Europejskiej - powiedział w Polskim Radiu 24 Bartosz Wieliński z "Gazety Wyborczej".
2026-04-13, 12:02
Najważniejsze informacje w skrócie:
- Wybory parlamentarne na Węgrzech przyniosły zdecydowaną wygraną opozycyjnej wobec Viktora Orbana partii Tisza
- Bartosz Wieliński wskazał, że Węgrzy przy wyborczej urnie kierowali się przyziemnymi czynnikami, a nie walką o demokrację
- Ocenił, że Orbana ostatecznie pogrążyło ujawnienie rozmów szefa MSZ z Ławrowem
Najnowsze wyniki Narodowego Biura Wyborczego (NVI) po przeliczeniu niemal 99 proc. głosów dają Tiszy 138 miejsc w 199-osobowym parlamencie. Koalicja Fidesz-KDNP pod przewodnictwem premiera Viktora Orbana otrzymała w nich 55 mandatów. Do parlamentu wejdzie też skrajna prawica – Mi Hazank - która może liczyć na 6 miejsc. Wynik Tiszy daje jej większość niezbędną do zmiany konstytucji oraz ustaw przyjętych przez rząd Orbana w ciągu ostatnich 16 lat jego nieprzerwanych rządów.
Posłuchaj
Gospodarczy upadek Węgier
Bartosz Wieliński ocenił, że wysoka frekwencja i wynik wyborów na Węgrzech to efekt 16-letnich rządów Viktora Orbana, szczególnie w dziedzinie gospodarczej. - Ludzie myślą swoimi portfelami, swoimi żołądkami, czując, widząc to, że Węgry staczają się w otchłań, że stały się najbiedniejszym krajem w Unii Europejskiej - opisał. Wskazał, że "statystyki publikowane przez unijne agendy, mają odbicie w rzeczywistości". - Ludzie widzą, jaka była sytuacja w szpitalach węgierskich, gdzie pacjenci musieli przynosić własny papier toaletowy, widzieli, jaka jest sytuacja w oświacie i jak kurczą się ich oszczędności, jak mało mogą sobie kupić ze swoich pensji - tłumaczył.
Przyznał, że są to "czynniki przyziemne", które nie mają nic wspólnego z walką o demokrację i praworządność. - Ale one są decydujące - wskazał. - Ten marazm, ta ciemna perspektywa dla tego kraju spowodowała, że Węgrzy po prostu zdecydowali się obalić władzę, która im w dużej mierze pasowała przez lata - postawił diagnozę Wieliński.
Gwóźdź do trumny
Publicysta wskazał, że "gwoździem do trumny" było ujawnienie rozmów między Szijjarto a Ławrowem. - Kiedy się okazało, że tak naprawdę szef dyplomacji węgierskiej był agentem rosyjskim, który nie tylko donosił, co się dzieje na zamkniętych spotkaniach w Brukseli, ale po prostu realizował rosyjskie polecenia, realizował rosyjską politykę. To jest coś, czego taki kraj jak Węgry, który doświadczył rosyjskiej przemocy w 1956 roku, który się wyzwolił od rosyjskiej dominacji w 1989 roku, po prostu tolerować nie mógł - stwierdził.
Odnosząc się do ogólnego ocieplenia wizerunku Rosji na Węgrzech za czasów Orbana, Wieliński wyjaśnił, że trzeba rozróżnić dwie kwestie. - Czy robi się z kimś interes po partnersku, gdzie ja zyskuję i partner zyskuje, czy jest się po prostu czyjąś marionetką, popychadłem, agentem i realizuje się jego ciemne interesy - porównał.
Gość Polskiego Radia 24 przyznał, że Orban oczywiście mógł mówić o korzyściach płynących ze współpracy z Rosją: o tanim prądzie, tanim gazie, taniej ropie naftowej. Jak jednak zauważył, dostęp do tych surowców stał się ograniczony m.in. przez rosyjskie ataki na gazociągi w Ukrainie, "a po drugie okazało się, jaką cenę za to trzeba płacić". - Państwo de facto w pewnych zakresach traciło suwerenność - zaznaczył.
Klęska porażająca dla Orbana
Wieliński zwrócił uwagę, że polityka Orbana w zapowiedziach koncentrowała się na walce z zewnętrznym zagrożeniem i ochroną suwerenności, a nagle okazało się, że jest podporządkowana Rosji. - Państwo nie chroniło suwerenności, a jeszcze narażało ją na szwank - dodał. Zwrócił uwagę, że na Tiszę głosował nie tylko bardziej inteligencki Budapeszt, ale też na wsiach głosowało się na partię Magyara.
- Rozmiar klęski Orbana jest porażający dla niego samego - ocenił dziennikarz. Wskazał, że dlatego Orban zrezygnował z walki i próby odwrócenia sytuacji. Te 30 proc. głosów to jest świadectwo katastrofy - podkreślił.
Źródło: Polskie Radio 24
Prowadzący: Krzysztof Grzybowski
Opracowanie: Filip Ciszewski