Królewski humor w Białym Domu. "Karol III pozwolił sobie na delikatne szpile"
Kolacja w Białym Domu zamieniła się w coś więcej niż tylko dyplomatyczne spotkanie. - Król jest bardzo inteligentnym człowiekiem i jemu wypada - pewnie bardziej niż komuś innemu - ukłuć delikatnie prezydenta Trumpa szpilą - oceniła w Polskim Radiu 24 dr Wioletta Wilk-Turska, politolożka i ekspertka ds. brytyjskich.
2026-04-29, 16:15
Najważniejsze informacje w skrócie:
- Karol III podczas kolacji w Białym Domu żartobliwie nawiązywał do historii relacji brytyjsko-amerykańskich
- Jego wypowiedzi były subtelnymi aluzjami pod adresem Donalda Trumpa
- - Monarcha pozostaje neutralny politycznie, ale może pozwolić sobie na delikatne szpile - powiedziała dr Wioletta Wilk-Turska
Brytyjski humor od lat jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych "towarów eksportowych" Wysp i jak się okazuje, świetnie odnajduje się także w Waszyngtonie. Podczas uroczystej kolacji w Białym Domu Karol III pozwolił sobie na kilka historycznych aluzji pod adresem gospodarza Donalda Trumpa.
Monarcha najpierw nawiązał do słów Trumpa z Davos, który przekonywał, że bez udziału USA w II wojnie światowej w Europie mówiłoby się dziś po niemiecku i "trochę po japońsku". - Śmiem twierdzić, że gdyby nie my, mówilibyście dziś po francusku - odpowiedział król. Była to aluzja do XVIII-wiecznej rywalizacji kolonialnej między Wielką Brytanią a Francją o wpływy w Ameryce Północnej - to Brytyjczycy ostatecznie ją wygrali, kształtując przyszłe losy Stanów Zjednoczonych.
Na tym jednak Karol III nie poprzestał. Nawiązując do planów rozbudowy Białego Domu, monarcha przypomniał z uśmiechem, że Brytyjczycy "już raz próbowali przebudować" tę rezydencję - w 1814 roku, gdy spalili jej część podczas wojny amerykańsko-brytyjskiej. Z kolei chwaląc kolację, zauważył, że była "znacznie lepsza niż herbatka bostońska" - co było oczywistym odniesieniem do słynnego protestu kolonistów z 1773 roku, kiedy to wyrzucono herbatę do portu w Bostonie.
Posłuchaj
Żarty Karola III. "Czuje się jak ryba w wodzie"
Jak podkreśliła dr Wioletta Wilk-Turska, nie tylko żarty, ale także towarzyskie obycie brytyjskiego monarchy, nie są przypadkowe. - Król czuje się jak ryba w wodzie wśród ludzi, jest bardzo komunikatywny i widać, że cieszy się swoją rolą, do której przygotowywano go przez całe życie - zaznaczyła. Dodała jednak, że jego swoboda ma swoje granice. - On nie przyjechał do Stanów Zjednoczonych jako Karol Windsor, tylko jako głos swojego rządu. To nie jest tak, że może powiedzieć wszystko, co chce - wyjaśniła ekspertka.
Nie oznacza to jednak, że monarcha zrezygnował z subtelnych aluzji. Jak zaznaczyła rozmówczyni Polskiego Radia 24, brak mówienia pewnych rzeczy wprost wpisuje się w długą tradycję brytyjskiej powściągliwości politycznej. - Od lat obowiązuje dżentelmeńska umowa, że monarcha pozostaje neutralny, ale to nie znaczy, że nie może pozwolić sobie na drobne "pstryczki" - powiedziała. Jej zdaniem takie odniesienia - czy to do przebudowy Białego Domu, czy historycznych wydarzeń jak spalenie jego skrzydła w 1814 roku - są formą "spuszczenia powietrza" i przypomnienia szerszego kontekstu.
Ekspertka zwróciła też uwagę na szczególną relację Amerykanów z brytyjską monarchią. - Jest coś w tej monarchii takiego, że kiedy pokazuje się zamek Windsor, to kolana miękną - zauważyła, dodając, że Donald Trump nie ukrywa swojego podziwu dla brytyjskiego dworu. W jej ocenie właśnie ta mieszanka protokołu, historii i lekkiej ironii sprawia, że takie spotkania wykraczają poza sztywne ramy dyplomacji i czasem przypominają bardziej błyskotliwy dialog niż oficjalną kolację.
- Kreml w panice przed 9 maja. Parada może zostać odwołana w ostatniej chwili
- Ruszył Twój e-PIT. Bądź mądry przed kliknięciem "wyślij"
- Oszuści podszywają się pod skarbówkę. Dotarli do 1/5 Polaków
Źródło: Polskie Radio 24
Prowadząca: Małgorzata Żochowska
Opracowanie: Robert Bartosewicz