Dziś RPP zdecyduje o tym czy, a raczej o ile podwyższyć stopy procentowe. Według oczekiwać rynkowych ma to być 0,75 pkt. bazowych. Ale są też opinie, że powinno być nawet 1,25 pkt a i tak może to być zbyt mało, aby nad inflacją panować.
- Same w sobie podwyżki stóp procentowych nie zahamują inflacji. Jest ona zjawiskiem powszechnym na świecie i ma wiele źródeł wiążących się z ograniczonymi zasobami, wysokimi cenami surowców, wojną na Ukrainie. Podwyższeni stóp jest jednak konieczne chociażby po to, aby bronić naszą walutę przed deprecjacją. Zresztą słaba waluta sama w sobie przyczynia się do wzrostu inflacji. Jest to potrzebne także dlatego, aby w sytuacji wciąż jednak niskich stóp i wysokiej inflacji nie doprowadzić do skrajnie nieefektywnej alokacji kapitału w gospodarce - powiedział Mariusz Adamiak.
Wyjaśniał, że ludzie nie mogą w sposób desperacki poszukiwać ochrony kapitału. Na bezpiecznych sposobach lokowania pieniędzy musi być jakiś zysk. Dodał, że odpada też argument, iż powodem utrzymywania niskich stóp jest konieczność dbania o poziom bezrobocia, bo to jest ono niskie.
Zdaniem Mariusza Adamiaka dzisiejsza podwyżka stóp wyniesie 50 pkt albo 75 pkt. Ostatecznie zaś ich poziom sięgnie na 2-3 miesiące ok. 5 proc., choć rynek oczekuje dziś, że będzie to ok. 6 proc.
Opinię co do relatywnie ostrożnej podwyżki stóp procentowych podzielił Marcin Roszkowski. Przypomniał, że podwyżka stóp procentowych działa z opóźnieniem więc nie należy spodziewać się teraz jakichś widocznych efektów tego ruchu jeśli chodzi o poziom inflacji.
- Głównym powodem wzrostu inflacji były zmiany w gospodarce światowej związane z pandemią, lock downy, a na to nałożyła się wojna na Ukrainie. Rozchwiana sytuacja na rynku globalnym będzie wracać do normy przez kwartały, a nawet lata - mówił Marcin Roszkowski.
Dodał, że działania rządu polegające na dywersyfikacji źródeł energii, obniżka VAT, akcyzy czy PIT mogą inflację obniżać, ale też nie nastąpi to natychmiast.
- A wysoka inflacja uderza przede wszystkich w tych, u których konsumpcja jest dużą częścią wydatków. Jeśli więc nagle o dziesiątki procent wzrasta rachunek za gaz, energię elektryczną, ceny żywności, to obniża PIT ma być metodą na uleżenie tym osobom - stwierdził Marcin Roszkowski.
Jednocześnie przyznał, że dodatkowe pieniądze w kieszeniach podatników oraz napływ uchodźców z Ukrainy, którzy otrzymują wsparcie w Polsce, wydają też swoje pieniądze ale również wydawanie ich przez Polaków pomagających uchodźcom przyczynia się jednak do wzrostu inflacji.
- Mamy dziś gospodarkę prawie wojenną. Gdy pojawia się ponad 2 mln nowych osób w ciągu kilku tygodni, to wprowadza zaburzenia – ocenił Marcin Roszkowski.
Audycję prowadziła Anna Grabowska, zapraszamy do jej wysłuchania.
22:36 Mariusz Admamiak z PKO BP i Marcin Roszkowski z Instytutu Jagiellońskiego oceniają inflację ( "Rządy Pieniądza" Anna Grabowska PR24) Mariusz Admamiak z PKO BP i Marcin Roszkowski z Instytutu Jagiellońskiego oceniają inflację ( "Rządy Pieniądza" Anna Grabowska PR24)
PR24/Anna Grabowska/sw