Paryskie ustalenia koalicji chętnych. "Dzielimy skórę na niedźwiedziu"
Francja i Wielka Brytania wyślą wojska na Ukrainę po zawarciu pokoju, a Stany Zjednoczone będą monitorowały zawieszenie broni - to główne ustalenia szczytu koalicji chętnych we Francji. - Rozumiem, że to spotkanie paryskie miało doprowadzić do tego, żebyśmy zgodzili się co do pewnych ról i żebyśmy czekali w gotowości na rozwój wydarzeń - powiedział w Polskim Radiu 24 Jan Piekło, były ambasador RP w Ukrainie.
2026-01-07, 12:01
Najważniejsze informacje w skrócie:
- Kraje koalicji chętnych ustaliły gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy po zakończeniu walk
- Polska skupia się na działaniach logistycznych
- Dzielimy skórę na niedźwiedziu, Rosja nie jest zainteresowana rozejmem i pokojem - mówił w Polskim Radiu 24 Jan Piekło
Kraje koalicji chętnych sprecyzowały po szczycie w Paryżu gwarancje bezpieczeństwa, jakie miałyby wejść w życie po ewentualnym zawieszeniu broni na Ukrainie. W deklaracji przyjętej po szczycie mowa jest m.in. o mechanizmie nadzoru rozejmu, który miałby znajdować się pod egidą Stanów Zjednoczonych. Francja, Wielka Brytania i Ukraina podpisały deklarację dotyczącą rozmieszczenia międzynarodowych sił na Ukrainie po zakończeniu wojny z Rosją. Polska ma pełnić wiodącą rolę w kwestiach związanych z logistyką przy gwarancjach bezpieczeństwa dla Ukrainy po zakończeniu wojny.
- W tej chwili dzielimy skórę na niedźwiedziu, który jeszcze jest groźny - powiedział Jan Piekło i dodał, że nie wygląda na to, aby Rosja była zainteresowana pokojem i rozejmem. - Jest zainteresowana pewnie jakąś grą, natomiast nie jest zainteresowana rozejmem i pokojem - doprecyzował. Jego zdaniem, bardzo prawdopodobne jest, że konflikt będzie trwał i "być może ze zwiększoną intensywnością". - Wtedy Polska ze zrozumiałych powodów cały czas będzie pełniła tę rolę, jaką pełniła do tej pory, czyli hubu logistycznego dla zachodniej pomocy czy natowskiej pomocy dla Ukrainy - wyjaśnił. Podkreślił, że nie jest skory do tego, aby ogłaszać już sukces.
Komentując wkład i udział Polski w rozmowach na temat Ukrainy, Piekło apelował, abyśmy się nie oszukiwali. - Wszyscy wiemy, w jakiej sytuacji się postawił premier Donald Tusk i minister Sikorski, opowiadając jeszcze w czasie kampanii wyborczej różne rzeczy, które miały skompromitować Donalda Trumpa jako kandydata - wyjaśnił. - I to się teraz będzie mściło - dodał. Jego zdaniem, ważne jest, żeby "kontakt z partnerem amerykańskim, który jest niezbędny do prowadzenia wszelkich działań pomocowych, odbywał się w dużym stopniu przez kanał prezydencki, a nie przez kanał rządowy".
Posłuchaj
Zachód nie da się nabrać
- Rozumiem, że to spotkanie paryskie miało doprowadzić do tego, żebyśmy zgodzili się co do pewnych ról i żebyśmy czekali w gotowości na rozwój wydarzeń - powiedział Jan Piekło. Wyraził przekonanie, że "Rosja nie zamierza pójść na żaden prawdziwy układ pokojowy". Według byłego ambasadora Rosja będzie próbowała grać nową wersją porozumień mińskich. - Nie wydaje mi się, żeby w tej chwili Amerykanie i NATO dali się na to nabrać - stwierdził gość Polskiego Radia.
Wskazał, że interwencja USA w Wenezueli może być pośrednio jedną z najdotkliwszych sankcji na Rosję, a także Chiny. - A Chiny to jest przecież ważny sojusznik Rosji, bez którego Rosja by być może już dawno przegrała wojnę z Ukrainą - powiedział Piekło. Przypomniał, że i Rosja, i Chiny zainwestowały po blisko 20 mld dolarów w wenezuelską ropę.
Źródło: Polskie Radio 24
Prowadząca: Małgorzata Żochowska
Opracowanie: Filip Ciszewski