Rosyjski atak na Ukrainę. "Znamy ten model wojen z przeszłości"
Rosja kolejnej nocy zaatakowała obiekty cywilne w Ukrainie. Były ambasador Polski na Łotwie i w Armenii Jerzy Marek Nowakowski w Polskim Radiu 24 podkreślił, że w ciągu ostatniego roku Rosjanie nie są w stanie poczynić większych postępów na froncie. - Natomiast zaczynają coraz bardziej terroryzować ludność cywilną. Znamy ten model wojen z przeszłości, że jeżeli ktoś nie jest w stanie wygrać wojny na froncie, to uderza w cywilów - mówił.
2026-01-13, 10:12
Najważniejsze informacje w skrócie:
- Rosjanie przeprowadzili atak na Kijów, Charków i Odessę
- Celem rosyjskiej armii były budynki cywilne i infrastruktura energetyczna
- O sytuacji w Ukrainie mówił w Polskim Radiu 24 były ambasador Polski na Litwie i w Armenii Jerzy Marek Nowakowski
W nocy z poniedziałku na wtorek Rosjanie zaatakowali dronami uderzeniowymi i rakietami Kijów, Charków i Odessę. Celowali w budynki cywilne i infrastrukturę energetyczną. W ostatnich tygodniach siły rosyjskie wielokrotnie przeprowadzały taki, próbując pozbawić Ukraińców prądu i ogrzewania. Z danych zebranych przez dziennikarzy agencji Bloomberg za 2025 rok wynika, że o 30 proc. w stosunku do poprzednich lat pełnoskalowej wojny wzrosła liczba ataków z powietrza na miasta i wsie. Jak podano, w ubiegłym roku na skutek takich ataków 2400 cywilów został zabitych, a 12 tys. rannych. W ciągu ostatniego półrocza 5400 dronów miesięcznie wysyłała Rosja w kierunku ukraińskich obiektów cywilnych. W ataku przeprowadzonym 9 stycznia w rejonie Lwowa Rosja wykorzystała rakietę Oresznik. Rada Bezpieczeństwa ONZ obradowała nad eskalacją rosyjskich ataków na Ukrainę i sytuacji ludności cywilnej. USA oraz sojusznicy oskarżyli Moskwę o podważanie wysiłków pokojowych i eskalowanie konfliktu.
Prowadząca zapytała Jerzego Marka Nowakowskiego, byłego ambasadora na Łotwie i w Armenii oraz dyrektora Akademickiego Centrum Analiz Strategicznych przy Akademii Sztuki Wojennej, czy gdyby Rosja miała takie możliwości, jakimi straszy, to w Ukrainie zrobiłaby to samo, co Donald Trump w Wenezueli. - Rosjanie próbowali zrobić to, co Trump Wenezueli w pierwszych dniach wojny, to kompletnie nie wyszło i wojna coraz bardziej zmienia charakter na wojnę na wyniszczenie. Nie oszukujmy się, Rosjanie posiadają bardzo zasoby i pamiętajmy, że mówimy o dwóch różnych kategoriach. Czym innym jest wojna na froncie, tu są zasoby ludzkie, tysiące zakonserwowanych starych czołgów. To wszystko mają. Mają również dostawy z Korei Północnej, ale z drugiej strony Rosja przygotowywała się jeszcze od czasów sowieckich do wielkiej wojny z Zachodem, właśnie z użyciem broni strategicznej. To dwie różne kategorie, dlatego że użycie broni atomowej czy w ogóle broni masowego rażenia w Ukrainie nie jest z punktu widzenia wojskowego i politycznego nielogiczne. Natomiast groźba tego, że pociski hipersoniczne zostaną skierowane przeciwko kraju postrzeganemu, jako wrogi w Europie, jako broń terrorystyczna, to jest możliwe - mówił.
Posłuchaj
"Cena polityczna byłaby gigantyczna"
Jak wskazał były ambasador, widać wyraźnie, że w ciągu ostatniego roku Rosjanie nie są w stanie poczynić większych postępów na froncie. - Natomiast zaczynają coraz bardziej terroryzować ludność cywilną. Zdamy ten model wojen z przeszłości, że jeżeli ktoś nie jest w stanie wygrać wojny na froncie, to uderza w cywilów - zaznaczył. Nowakowski zwrócił uwagę, że obecne uderzanie Rosjan w miasta nie jest tak intensywnym atakiem, na jaki mogą sobie pozwolić. - Rosjanie mają możliwości, żeby zniszczyć któreś z ukraińskich miast prawdopodobnie całkowicie, tak jak naloty dywanowe w czasie II wojny światowej - mówił. Prowadząca zapytała, dlaczego Rosja tego nie robi. - Zdają sobie sprawę z tego, że polityczna cena byłaby gigantyczna, więc tego nie robią. Natomiast posuwają się o krok po kroku w tym kierunku. W pewnym momencie może się okazać, że wykonają ataki kilkunastoma rakietami strategicznymi na któryś z ukraińskich ośrodków - odpowiedział.
Jerzy Marek Nowakowski został zapytany, jaką cenę polityczną miałaby ponieść Rosja, skoro Władimir Putin przez Donalda Trumpa jest odbierany jako osoba, która chce pokoju. - Donald Trump nie jest Ludwikiem XIV, nie jest Królem Słońce. Cena polityczna, którą poniosłaby Rosja byłaby oczywista. Byłby bojkot ze strony całego świata, również Trump po tego typu historii, nie mógł by sobie pozwolić na mówienie, że Putin jest fajnym gościem, to by oznaczało być może wręcz zaangażowanie wojskowe innych krajów i być może stanięcie na granicy wojny światowej, bo odpowiedź na zaangażowanie wojskowe jakiegokolwiek innego kraju ze strony Rosji prawdopodobnie zmierzałaby w kierunku eskalacji i tego boi się Zachód, boją się Amerykanie, bał się Biden, bał się Trump, właściwie wszyscy się tego obawiamy - wskazał.
- Rosyjskie rakiety uderzyły w Kijów, Charków i Odessę. Trafiono w sanatorium dziecięce
- Tajniki przetrwania w piekle. Tak Kijów żyje pod rosyjskimi bombami
- Chiny stworzyły sztuczne wyspy. "Raj dla dronów i okrętów wojennych"
Źródło: Polskie Radio 24
Prowadzący: Małgorzata Żochowska
Opracowanie: Aneta Wasilewska