more_horiz
Gospodarka

Energetyczny szantaż Putina nie powiódł się. Światowa gospodarka nie potrzebuje już Rosji

Ostatnia aktualizacja: 24.01.2023 13:50
Pół roku temu prezydent Rosji Władimir Putin odciął dostawy gazu ziemnego do Europy, mając nadzieję , że Europejczycy, drżący i pozbawieni ciepła zimą, zwrócą się przeciwko swoim przywódcom i sprawią, że dalsze wspieranie Ukrainy stanie się politycznie niewykonalne. W efekcie okazało się, że Rosja na stałe utraciła swoją niegdysiejszą potęgę gospodarczą na globalnym rynku - pisze portal foreignpolicy.com.
Rosja nie czerpie już praktycznie żadnych zysków ze sprzedaży gazu, ponieważ wcześniejsza sprzedaż gazu rurociągami o wielkości 150 mld m3 do Europy została zastąpiona marnymi 16 mld m3 do Chin.
Rosja nie czerpie już praktycznie żadnych zysków ze sprzedaży gazu, ponieważ wcześniejsza sprzedaż gazu rurociągami o wielkości 150 mld m3 do Europy została zastąpiona marnymi 16 mld m3 do Chin.Foto: 63ru78/Shutterstock

Zagrożenie było ogromne: w 2021 roku aż 83 proc. rosyjskiego gazu zostało wyeksportowane do Europy. Całkowity globalny eksport Rosji wynoszący 7 mln baryłek ropy dziennie i 200 mld m3 gazu rocznie stanowił około połowy jej dochodów federalnych.

Co ważniejsze, rosyjski eksport towarów odegrał kluczową rolę w globalnych łańcuchach dostaw: Europa była zależna od Rosji w zakresie 46 proc. swoich całkowitych dostaw gazu, przy porównywalnym poziomie zależności od innych rosyjskich produktów, w tym metali i nawozów.

Alternatywne dostawy gazu

"Teraz, gdy zbliżamy się do pierwszej rocznicy inwazji Putina, oczywiste jest, że Rosja na stałe utraciła swoją niegdysiejszą potęgę gospodarczą na globalnym rynku" - pisze foreignpolicy.com.

Dzięki niespotykanie ciepłej zimie w Europie okres grzewczy minął spokojnie, a największą ofiarą gazowego gambitu Putina była sama Rosja. Dźwignia gazowa nie istnieje, ponieważ świat - a przede wszystkim Europa - nie potrzebuje już rosyjskiego gazu.


Europa szybko zapewniła sobie alternatywne dostawy gazu, przechodząc na globalny skroplony gaz ziemny (LNG). Obejmowało to szacunkowo 55 mld m3 ze Stanów Zjednoczonych, dwa i pół razy więcej niż przedwojenny eksport LNG z USA do Europy. W połączeniu ze wzrostem dostaw ze źródeł odnawialnych, energii jądrowej, a w międzyczasie węgla, te alternatywne dostawy zmniejszyły zależność Europy od rosyjskiego gazu do 9 proc. jej całkowitego importu. W rzeczywistości Europa kupuje teraz więcej LNG niż kiedykolwiek kupowała rosyjskiego gazu.

Zerowa dźwignia energetyczna

Europa ma teraz zapewnione wystarczające dostawy energii co najmniej do 2024 r., co daje dużo czasu na dopracowanie tańszych alternatywnych źródeł odnawialnych. Co więcej, czasy globalnie drogiej energii w obliczu "ograniczeń dostaw spowodowanych przez Rosję" minęły na dobre.

W efekcie Putin ma zerową dźwignię i nie ma możliwości zastąpienia swojego niegdysiejszego głównego klienta. Przekonuje się na własnej skórze, że konsumentom znacznie łatwiej jest zastąpić nierzetelnych dostawców, niż dostawcom znaleźć nowe rynki.

Rosja nie czerpie już praktycznie żadnych zysków ze sprzedaży gazu, ponieważ wcześniejsza sprzedaż gazu rurociągami o wielkości 150 mld m3 do Europy została zastąpiona marnymi 16 mld m3 do Chin. Nie ma rynków, na których Putin mógłby zastąpić cokolwiek bliskiego niedoborowi 150 mld m3.

Chiny i Indie wykorzystują sytuację

Dźwignia naftowa również maleje. Minęły czasy, kiedy strach przed wycofaniem rosyjskich dostaw ropy powodował, że ceny szybowały w górę o 40 proc. w ciągu dwóch tygodni. W rzeczywistości, kiedy - w odpowiedzi na wprowadzenie w zeszłym miesiącu limitu cen ropy G-7 - Putin ogłosił od 1 lutego zakaz eksportu ropy do krajów, które zaakceptowały limit cen, ceny ropy poszły w dół.

Dlaczego? Bo teraz widać, że świat nie jest już zależny od ropy Putina. Rynek ropy zwraca się ku kupującym, a nie sprzedającym, w obliczu rosnącej podaży - więcej niż wystarczającej, aby zrekompensować ewentualne spadki rosyjskiej produkcji ropy.

Jednocześnie pułap cenowy G-7 osłabia pozycję energetyczną Rosji, a Chiny i Indie wykorzystują sytuację, by negocjować twarde warunki z Rosją, z rabatami dochodzącymi do 50 proc.

"Koniec jest w zasięgu wzroku"

Nieudana wojna gospodarcza i energetyczna Putina nie pozostała bez konsekwencji. Efekty uboczne wpłynęły na życie wielu ludzi, przekształciły łańcuchy dostaw, zmieniły przepływy handlowe, a konsumenci nadal odczuwają wyższe cen, ponieważ nowe zasady potrzebują trochę czasu, aby przebić się przez gospodarkę.

"Ale ważne jest to, że koniec jest w zasięgu wzroku. Nigdy więcej Putin nie będzie w stanie wywołać takiego chaosu i zakłóceń w światowej gospodarce, ponieważ trwale osłabił najpotężniejszą rękę Rosji - jej moc energetyczną i towarową - nie do naprawienia. Wojna na polu bitwy wciąż trwa, ale przynajmniej na froncie ekonomicznym widać zwycięstwo" - konkluduje foreignpolicy.com.

PR24.pl, foreignpolicy.com, DoS