Dziki i bobry gnębią rolników
Rolnicy z północnej części województwa lubelskiego protestowali pod koniec lipca na drodze krajowej nr 2 przeciw niesprawiedliwej ich zdaniem wycenie szkód powodowanych przez zwierzynę łowną.
2014-08-05, 14:44
Posłuchaj
Inną formę zwrócenia uwagi na problem szkód powodowanych przez dziki i bobry wybrali rolnicy z okolic Siedlec. Członkowie kilku grup producentów mleka, trzody i bydła mięsnego napisali listy w tej sprawie do ministra środowiska. Sprawę przekazali też do wiadomości ministra rolnictwa
Każde koło łowieckie wypłaca odszkodowania za szkody spowodowane przez dzikie zwierzęta, które nie są pod ochroną, z własnych środków.
– Możemy np. na łąkach i zasiewach zapłacić oraz oszacować naprawy uszkodzonej łąki i ponownego zasiewu, wtedy też płacimy za sprzęt rolniczy i nasiona. To samo w uprawach zbóż. Jeżeli rolnik wyraża zgodę, to płacimy za odtworzenie tej uprawy – wyjaśnia Krzysztof Szubielski, koordynator ds. szkód łowieckich w Kole Łowieckim Ostoja w Siedlcach.
Stanowisko rolników
– Same odszkodowania są bardzo dyskusyjne, ponieważ nawet za materiał siewny to się nie zwróci. Kiedy dzik wejdzie na łąkę lub pastwisko i jeżeli on zbuchtuje 2 mkw., to wiadomo, że zwrócą rolnikowi za plon z tych 2 mkw. – tłumaczy Mirosław Jurzyk, prezes spółdzielni producentów mleka Zagroda Podlaska.
REKLAMA
- Ale oprócz tego, dzik zniszczy wokół siebie następne 4 mkw., do paszy dostaje się ziemia i krowy chorują, a np. do dołu, który te dziki wyryją, można wpaść maszyną rolniczą i zniszczyć ją. Ponadto trzeba zrobić podsiew, a nie da się wjechać sprzętem na całe pole i wyrównać, ponieważ można wtedy zniszczyć wszystko. – Wolałbym, aby w sytuacji, gdy przyszły dziki i zrobiły szkodę, to można było wyrównać, żeby było ładnie – dodaje prezes Jurzyk.
Dziki to jedno, ale są jeszcze bobry
Zdarzyło się, że na drodze zapadł się asfalt, ponieważ bobry zrobiły pod drogą dziurę. – A drogi polne czy gruntowe – tam się po prostu nie da przejechać. Są tam takie dziury, że można koła urwać. Bobry wchodzą 2,3, 4 czy 5 metrów w głąb łąk. Przy rowie melioracyjnym nie da się jechać, ponieważ ciągnik może się zapaść, więc nie ma możliwości wykoszenia. Dlatego kiedy przyjeżdżają z Agencji na kontrolę, to zarzucają nam, że my nie uprawiamy tego. Dodatkowo, i dziki, i bory niszczą wszelkiego rodzaju przepusty – podkreśla prezes Jurzyk.
Protest do ministra środowiska
Rolnicy skierowali list do ministra środowiska. Postulują w nim, żeby zwiększył odstrzał. – To że był zakaz strzelania, m.in. na naszym terenie, spowodowało, że zwierzęta jeszcze bardziej się rozmnożyły, jest ich po 30 - 40 sztuk i nawet nie boją się ludzi – dodaje. Niszczą one ogrodzenia, siatki leśne, słupki drewniane grubości 10 - 15 cm wyłamują .
A co z odszkodowaniami
Może dobrym rozwiązaniem byłaby niezależna komisja w sprawie szacowania szkód.
REKLAMA
– Na pewno byłoby to wyjście bardziej sprawiedliwe – uważa Mirosław Jurzyk.
Ale najważniejsze to zniszczyć źródło szkód. Rolnik jest bardzo ściśle związany z przyrodą. – I my nie chcemy tępić tego, co żyje, ponieważ wszystko jest potrzebne. Tylko w miarę rozsądnie. Jeśliby było 5 - 7 dzików, to nie byłoby problemu. Ale jeśli chodzą dziesiątki, to jest problem – dodaje.
Rolnicy z okolic Siedlec czekają teraz na odpowiedź i reakcję ministra środowiska. Przy okazji warto przypomnieć, że myśliwi nie płacą za szkody spowodowane przez zwierzęta pod ochroną. Za te szkody płaci Skarb Państwa. W każdym urzędzie gminy powinny znajdować się też telefony do przedstawicieli kół łowieckich gospodarujących na danym terenie.
Andrzej Ilczuk, mb
REKLAMA
REKLAMA