more_horiz
Gospodarka

Dlaczego tak niewielu rolników w Polsce ubezpiecza uprawy?

Ostatnia aktualizacja: 14.07.2016 15:07
To nie jest łatwy sezon dla rolników, najpierw susza, teraz ulewne deszcze i gradobicia. Straty są tym wyższe, że większość upraw jest nieubezpieczona. I mimo, że istnieje ustawowy obowiązek ubezpieczania upraw, to jednak niewielu rolników to robi.
Audio
  • O ubezpieczeniach upraw mówili w audycji „Agro-Fakty” radiowej Jedynki: Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych i Andrzej Janc z Concordia Ubezpieczenia i Polskiej Izby Ubezpieczeń (Elżbieta Szczerbak, Naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia)
Ubezpieczenie co najmniej 50 proc. powierzchni upraw to warunek do uzyskania unijnych dopłat bezpośrednich
Ubezpieczenie co najmniej 50 proc. powierzchni upraw to warunek do uzyskania unijnych dopłat bezpośrednichFoto: Pixabay.com

Ustawowy obowiązek ubezpieczeń upraw rolników istnieje tylko w teorii. W praktyce jest to martwy przepis i decyzja biznesowa rolników, tłumaczy Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.

- Jest to martwy przepis, bo tak naprawdę nikt tego nie egzekwuje w Polsce. Bierze to się z tego, że rolnicy mają przykre doświadczenia w tej sprawie. System ubezpieczeń w rolnictwie działa jeszcze według starych zasad. Parokrotnie wnioskowaliśmy do resortu rolnictwa, żeby go zmienić, w tej chwili resort próbuje to zrobić – zaznacza gość radiowej Jedynki.

Tylko 10 proc. gospodarstw ubezpiecza uprawy

Na razie jednak zaledwie 10 proc. gospodarstw rolnych w Polsce ubezpiecza swoje uprawy, podkreśla Andrzej Janc z Concordia Ubezpieczenia i Polskiej Izby Ubezpieczeń. 

- Uprawy są ubezpieczone na ok. 30 proc. powierzchni. Najczęściej ubezpieczają się gospodarstwa towarowe, które produkują na rynek i też najczęściej ubezpieczane są uprawy, które są najbardziej narażone na ryzyko pogodowe, chodzi o rzepak, zboże, buraki, czy też kukurydzę. Pozostałe uprawy są rzadziej ubezpieczane – zaznacza ekspert.

Towarzystwa niechętnie ubezpieczają uprawy od suszy

Warto też zwrócić uwagę, że w przypadku zagrożeń klimatycznych, najczęściej wybierane są ubezpieczenia od gradobicia, rzadziej od suszy. Powodem jest wysokość składki, podkreśla Wiktor Szmulewicz.

- Najczęściej ubezpieczane są uprawy rzepaku, bo to roślina najbardziej wrażliwa na grad i to są ubezpieczenia najprostsze. I zakłady ubezpieczeniowe też w to wchodzą. Natomiast od suszy nie chce ubezpieczać żaden zakład, bo jest zbyt duże ryzyko – wyjaśnia Wiktor Szmulewicz.

Problemy wynikają z konstrukcji przepisów

Problemy z tego rodzaju polisami to wynik konstrukcji obecnych przepisów,  tłumaczy Andrzej Janc.  - Ryzyko suszy przez ustawodawcę jest tak skonstruowane, że ubezpieczyciele nie są w stanie zaproponować stawek za ubezpieczenie, które obejmowałyby swoim zasięgiem dopłatę z budżetu państwa. Ryzyko wystąpienia suszy, definiowane w obecnej ustawie, jest na tyle wysokie, że ubezpieczyciel nie jest w stanie zaproponować stawki za ubezpieczenie, która pozwoliłaby rolnikowi otrzymać dopłatę z budżetu państwa i to jest główny problem z ubezpieczeniami od suszy – podkreśla Andrzej Janc.

Ograniczona oferta firm ubezpieczeniowych

Problemem jest też ograniczona oferta firm ubezpieczeniowych kierowana do rolników, dodaje Wiktor Szmulewicz.

- Przez ten system, który dzisiaj mamy, firmy ubezpieczeniowe nie są zainteresowane ubezpieczaniem upraw. We Włoszech uprawy ubezpiecza ok. 48 firm, u nas trzy i jeszcze trzeba się prosić, żeby chciały ubezpieczać – podkreśla rozmówca Jedynki.

Nadzieję na poprawę sytuacji i zwiększenie zainteresowania ubezpieczaniem upraw, Izby Rolnicze widzą w nowych przepisach, nad którymi pracuje resort rolnictwa.

Zdaniem Izb Rolniczych powinniśmy brać przykład z systemu włoskiego, gdzie to sami rolnicy tworzą związki ubezpieczeniowe tzw. małe TUW-y, czyli małe towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych.

Elżbieta Szczerbak, awi