Kolejne wątki w aferze Zondacrypto. Kto stał za kontaktami z rosyjską mafią?

Według informacji Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, na które zresztą powoływał się premier Donald Tusk, za giełdą Zondacrypto stała rosyjska mafia. Zdaniem służb człowiekiem, który połączył jej członków ze spółką był Mariusz Patrowicz - biznesmen z Płocka. On sam twierdzi jednak, że nic takiego nie miało miejsca. Co ma wspólnego ze spółką, wokół której wybuchła tzw. kryptoafera?

2026-05-13, 07:34

Kolejne wątki w aferze Zondacrypto. Kto stał za kontaktami z rosyjską mafią?
Zondacrypto . Foto: Wojciech Olkusnik/East News

Biznesmen z dokumentów ABW

W sprawie Zondacrypto pojawia się coraz więcej wątków. Dyskusja na temat powiązań spółki z rosyjską mafią rozpoczęła się po wystąpieniu Donalda Tuska, który podał publicznie część ustaleń ABW. Według szefa rządu tę samą wiedzę posiadał również prezydent Karol Nawrocki. W aktach służb pojawia się nazwisko Mariusza Patrowicza, który miał skontaktować założyciela BitBay (późniejszej Zondacrypto - przyp. red.) Sylwestra Suszka z Rosjanami. Biznesmen rozmawiał z Onetem, ale - jak sam twierdzi - w tej sytuacji jest "ofiarą politycznej walki". 

- To dla mnie sytuacja absolutnie abstrakcyjna i trudno mi ją traktować poważnie. Równie dobrze można byłoby mnie oskarżyć o kontakty z kosmitami lub inne tego typu bzdury. Ja naprawdę nie mam nic do ukrycia. Owszem, znałem Sylwestra Suszka i innych ludzi z jego otoczenia. Ale oświadczam z pełną odpowiedzialnością, że z nikim go nie kontaktowałem, nie miałem i nie mam kontaktu z żadną mafią. I wbrew kolportowanym w internecie opowieściom nie byłem twórcą tej giełdy - zapewniał. 

Wielomilionowa pożyczka

Według Patrowicza jego nazwisko figuruje w dokumentach ABW z powodu pożyczki, której udzieliła jedna z jego firm spółce BitBay. - Podejrzewam, że padłem ofiarą wojny politycznej wokół Zondacrypto (...). Obie strony politycznego sporu starają się wzajemnie zrzucać na siebie winę za upadek giełdy, a wiadomo, że nic nie podnosi temperatury tak, jak wplecenie w taką opowieść wątku jakichś mitycznych Rosjan, najlepiej jeszcze z mafii - ocenił. 

Patrowicz i Suszek poznali się za pośrednictwem Pawła S. - współpracownika założyciela giełdy. Zarówno on, jak i Przemysław Kral, który przejął spółkę po zaginięciu Suszka, to - według Onetu - ludzie Mariana W. pseud. "Maniek". Prokuratura oskarżała go o kierowanie międzynarodową grupą przestępczą obracającą paliwami. Paweł S. miał wspomagać Suszka przy przenosinach giełdy - najpierw na Maltę, później do Estonii. Obecnie mieszka w Dubaju i zaprzecza związkom z giełdą. 

- To był czas, kiedy Sylwek razem ze wspólnikami szukali pieniędzy. Giełda przechodziła problemy i po prostu potrzebowali gotówki. Jako że jedna z moich spółek zajmuje się udzielaniem wysokobudżetowych pożyczek, oczywiście zupełnie legalnie, takiej pożyczki udzieliliśmy spółce Suszka. To była kwota ok. 15 mln zł zabezpieczona podwójną ilością odpowiadających tej kwocie bitcoinów. Ich kurs był zmienny, dlatego, kiedy ich wartość przekraczała udzieloną kwotę, dopłacaliśmy im złotówki. Myślę, że ostatecznie wartość pożyczki mogła wzrosnąć nawet do 60-70 mln zł. Całość została jednak odpowiednio zabezpieczona, a następnie przez Suszka rozliczona i spłacona - wspominał Patrowicz. 

Kim jest Roman Ż.?

W okresie udzielenia pożyczki jedna ze spółek biznesmena objęła 10 proc. udziałów w BitBay. On sam twierdzi, że po spłacie jego interesy z giełdą się zakończyły. Przytoczył jednak nazwisko Romana Ż., który według niego miał być wspólnikiem Suszka.

- Kiedy prowadziliśmy rozmowy o pożyczce dla BitBay, na spotkaniach zawsze byli Sylwester Suszek i Roman. Oczywiście w otoczeniu swoich prawników. W moim odczuciu Roman występował jako pełnoprawny wspólnik Sylwka. Albo decydent na równi z Suszkiem. Na pewno żaden z nich nie był niczyim słupem. Przy nas się kłócili, dochodzili do jakichś ustaleń. Widać było, że to oni wspólnie podejmują ostatecznie decyzje. Z nikim nie musieli niczego konsultować. Nie było wychodzenia ze spotkań i tzw. telefonów do przyjaciela - stwierdził w rozmowie z Onetem. 

Sprawa Zondacrypto. Wątek zaginięcia właściciela

Portal rozmawiał także z prokuratorem, który zna kulisy sprawy Zondacrypto i zaginięcia jej właściciela. Potwierdził wersję o spłaconej przez Suszka pożyczce i podkreślił, że nie pojawiły się wówczas przesłanki o powiązaniach z rosyjską mafią, ani pośrednictwie, które miał pełnić Patrowicz. Wobec tego ocenił, że ta wersja zdarzeń jest "mało wiarygodna". Według niego Roman Ż. był blisko z Sylwestrem Suszkiem jeszcze przed tym, jak ten zainteresował się kryptoaktywami. Z uwagi na swoje wcześniejsze problemy, związane z wyłudzaniem podatku VAT, prawdopodobnie nie chciał wprost występować jako osoba zarządzająca spółką. Śledczy uważa, że to on był jednak jej faktycznym właścicielem

O bliskich relacjach z Suszkiem może świadczyć fakt, że wspólnie zakupili nieruchomość na hiszpańskim wybrzeżu. Zresztą został nawet ojcem chrzestnym syna zaginionego właściciela BitBay. Później luksusową posiadłość przejął Przemysław Kral, a według prokuratury następnie została sprzedana. 

Czytaj także:

Źródło: Onet/egz

Polecane

Wróć do strony głównej