Rosja naszpikuje Arktykę bronią nuklearną. Norwegia alarmuje

Wygasł układ New START, który zobowiązywał Stany Zjednoczone i Rosję do ograniczenia zbrojeń nuklearnych. W sytuacji, w której Kremla nie ogranicza żadne porozumienie, rosną obawy, że zapadnie decyzja o znacznym dozbrojeniu jednostek stacjonujących w rejonie Arktyki. Choć Moskwa zmaga się z problemami gospodarczymi, nie szczędzi środków na rozwój strategicznych jednostek, mogących przenosić broń atomową.

2026-02-05, 11:35

Rosja naszpikuje Arktykę bronią nuklearną. Norwegia alarmuje
Okręt podwodny z napędem jądrowym Imperator Aleksander III . Foto: MIKHAIL KLIMENTYEV/AFP/East News

Rosja może rozwijać potencjał nuklearny w Arktyce

5 lutego wygasł traktat Nowy START (Strategic Arms Reduction Treaty), ostatni obowiązujący układ o kontroli zbrojeń nuklearnych między Stanami Zjednoczonymi i Rosją. Traktat nie przewiduje możliwości dalszego, automatycznego przedłużenia, ponieważ w 2021 r. wykorzystano już jednorazową opcję prolongaty o pięć lat.

Co to oznacza dla światowego bezpieczeństwa? Jak zauważa portal "The Barents Observer", Federacja Rosyjska obecnie nie ma żadnych limitów dotyczących posiadanej liczby głowic nuklearnych, a większa niepewność może skłonić to państwo do wejścia w stan wyższej gotowości i rozmieszczenia większej liczby taktycznych i strategicznych głowic nuklearnych na okrętach wypływających z Półwyspu Kolskiego.

Jak zaznaczono, to właśnie w tym rejonie Rosjanie skoncentrowali najwięcej broni jądrowej. Przenoszą ją okręty podwodne, ale jest też składowana w magazynach. Z terenów arktycznych można wystrzelić pociski, które w 30 minut trafią w cele zlokalizowane w USA.

"The Barents Observer" wskazuje na Gadżyjewo, główną bazę rosyjskiej Floty Północnej. Miejsce to znajduje się 100 kilometrów od granicy z Norwegią. Stacjonują tam m.in. okręty podwodne Boriej i Delta IV, wyposażone w rakietowe pociski balistyczne. Dopóki Nowy START obowiązywał, zgodnie z umową przybywali tam inspektorzy z USA celem kontroli liczby głowic.

Czytaj także:

Premier Norwegii nie ma złudzeń. "Powód do niepokoju"

Portal zapytał norweskiego premiera o ewentualne rozmieszczenie większej liczby głowic nuklearnych w pobliżu granic nordyckiego kraju. Jonas Gahr Støre przyznał, że jest to "realny i prawdziwy powód do niepokoju". Wezwał nuklearne mocarstwa, by "wzięły odpowiedzialność". Nie krył, że żałuje, iż wygasają "ciężko wywalczone zdobycze", które stabilizują sytuację międzynarodową.

Szef rządu w Oslo podkreślił rolę monitorowania taktycznej broni jądrowej, a więc tej o mniejszej sile i zasięgu, jednocześnie mogącej zagrozić państwom europejskim. Mówił, że temat ten był w agendzie jego niedawnego spotkania z polskim ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim. Opowiedział też, że kilkanaście lat temu wraz z Sikorskim, jako szefowie dyplomacji Norwegii i Polski, proponowali Rosji porozumienie ws. taktycznej broni jądrowej. Moskwa odrzuciła ten pomysł.

Obecnie nie wiadomo, jak duży arsenał nuklearny zgromadzili Rosjanie na Półwyspie Kolskim. "The Barents Observer" ocenił, że zapewne kilka sztuk umieszczono w pociskach manewrujących Cyrkon i Kalibr, a znacznie więcej składuje się w bazach okrętów podwodnych i obiektach wsparcia nuklearnego nad Morzem Barentsa. Ponadto w głębi półwyspu istnieje centralna jednostka magazynowania broni jądrowej. 

Jak dodano, Flota Północna posiada trzy okręty podwodne projektu 885 "Jasień": "Siewierodwińsk", "Kazań" i "Archangielsk". Przypuszcza się, że wszystkie mogą przenosić atomowe ładunki. Jednocześnie są to najtrudniejsze do wykrycia jednostki Federacji Rosyjskiej.

Północne wody znów bardzo niespokojne

Pełnoskalowa wojna w Ukrainie wzmogła napięcia na wodach północnych. Są one najsilniejsze od czasów zimnej wojny - podaje "Barents Observer". Serwis cytuje prof. Katarzynę Zyśk, ekspertkę w zakresie rosyjskiej doktryny wojennej z Norweskiego Instytutu Studiów Obronnych, która uważa, że Nowy START dawał Kremlowi przewidywalność, która obecnie zniknęła. Z tego powodu potencjał nuklearny na Półwyspie Kolskim stanie się ważniejszy dla Moskwy

W efekcie może się pojawić więcej "planowania opartego na najgorszych scenariuszach". Ekspertka wskazuje, że kluczową zaletą wygasłego traktatu było nie tylko wprowadzenie limitów uzbrojenia, ale też system wymiany danych, wzajemnego powiadamiania się i inspekcje wysłanników z USA i Rosji w obu krajach. Wszystko to "pomagało utrzymać przewidywalność co do rozmieszczonych sił drugiej strony".

Koniec tych procedur oznacza że Kreml musi działać w sytuacji większej niepewności co do sił, z których korzystają Amerykanie. W efekcie i jedno, i drugie państwo może zostać zmuszone do wprowadzenia stanu wyższej gotowości i większego pozycjonowania broni jądrowej.

Prof. Zyśk nie ma wątpliwości, że "zwiększenie jakości i dostępności komponentu morskiego leży wyraźnie w interesie Rosji i nie można go wykluczyć". Jednocześnie zaznacza, że scenariusz taki jest prawdopodobny w sytuacji, w której rosyjskie władze uznają, że "środowisko strategiczne ulega pogorszeniu".

Nie zważając na wyzwania gospodarcze, Moskwa wciąż finansuje budowę nowych okrętów o napędzie atomowym. Ze stoczni wychodzą jednostki klasy Boriej, które potencjalnie mogą być uzbrojone w 96 głowic nuklearnych.

Według Katarzyny Zyśk, Kreml wcale nie musi czekać na produkcję nowych okrętów i pocisków, by zwiększyć swój potencjał po wygaśnięciu Nowego START-u. Można dołożyć głowice na istniejące już systemy. Element odstraszania wzmocni też intensyfikacja morskich patroli.

Czytaj także:

Źródło: "Barents Observer"/PAP/ms

Polecane

Wróć do strony głównej