more_horiz
Wiadomości

Mobilizacja, "referenda" w dwa dni, atomowy szantaż Putina. Mahda: w odpowiedzi trzeba jeszcze silniej wesprzeć Ukrainę

Ostatnia aktualizacja: 21.09.2022 23:50
- Głównym celem Putina jest pokazanie Zachodowi swojej determinacji - będzie stosował szantaż atomowy, próbował zmusić Zachód, aby wywarł presję na Ukrainę, by ta zasiadła do stołu rozmów z Rosją. Zachód powinien odpowiedzieć na szantaż atomowy, także na okupację elektrowni jądrowej. Trzeba zwołać kolejne spotkanie formatu Ramstein i jeszcze mocniej wesprzeć Ukrainę – przekazał portalowi PolskieRadio24.pl ukraiński politolog dr Jewhen Mahda.
Flaga ukraińska nad nowo wyzwolonymi terytoriami  w obwodzie charkowskim
Flaga ukraińska nad nowo wyzwolonymi terytoriami w obwodzie charkowskimFoto: PAP/EPA/YEVGEN HONCHARENKO

- Wyznaczenie pseudoreferendów i ogłoszenie mobilizacji świadczą o zupełnej porażce tzw. specoperacji wojskowej Putina - powiedział portalowi PolskieRadio24.pl ukraiński politolog dr Jewhen Mahda. 

Jak zauważył, mimo porażki, napomykający o idei Noworosji Władimir Putin, nadal chce grać w "rekonstrukcje historyczne", "na rachunek mobilizacji". Rosjanie, którzy siedem miesięcy przyglądali się w zachwycie specoperacji, obecnie dostali bilet na wojnę - zauważył nasz rozmówca.

Rosjanie, którzy siedem miesięcy przyglądali się w zachwycie specoperacji, obecnie dostali bilet na wojnę

Podkreślił, że szantaż atomowy Putina powinien skłonić opinię międzynarodową do udzielenia potrzebnego wsparcia Ukrainie.

Psuedoreferenda i mobilizacja

Prezydent Rosji Władimir Putin w emitowanym 21 września wystąpieniu ogłosił, jak to ujął "częściową" mobilizację, a także wsparł przeprowadzenie tzw. "referendów" w sprawie przyłączenia do Rosji części obszarów Ukrainy. Mają się one odbyć na terenie obwodu ługańskiego, donieckiego, zaporoskiego, chersońskiego. 

Widoczny jest szaleńczy pośpiech. Pseduoreferenda mają rozpocząć się za dwa dni od wystąpienia Putina (23-27 września). Mobilizacja, choć określana jako częściowa, w dekrecie prezydenckim daje wyłączenie tylko nieokreślonym pewnym kategoriom pracownikom przemysłu zbrojeniowego. Ma być realizowana 21 września. Putin opowiadał w swoim przesłaniu, że Rosja "wyzwala" od neonazistów, a także chroni świat przed "dominacją" Zachodu.

***

Więcej na ten temat:

***

Rosja pokonywana na polu walki

Wojska ukraińskie prowadzą od kilkunastu dni udaną kontrofensywę, w trakcie której wyparły Rosjan z obwodu charkowskiego. Ukraina odzyskuje także, choć już nie w błyskawicznym tempie, kolejne miejscowości na południu i wschodzie Ukrainy. Rosja próbuje zatem ogłosić "wyniki referendów" póki na terenach obwodów, to znaczy choćby na ich części, pozostają jeszcze jej oddziały. W ciągu ostatnich kilku dni kontrolowane przez Kreml "izby społeczne" okupowanych regionów Ukrainy wypełniały swoje zadanie, zgłaszając Moskwie "prośby" o przyłączenie do Rosji.

Rosja nie po raz pierwszy organizuje "pseudoreferenda" według tego schematu, wiadomo, że rezultaty będą sfałszowane i znane są z góry. Tym razem jednak, jak zauważa w rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl politolog Jewhen Mahda, Kreml nie dba nawet o pozory, bo w ciągu dwóch dni, nie da się ani przygotować udawanej kampanii agitacyjnej, ani nawet dobrze maskowanego procesu fałszowania głosów.

Czytaj także:

Wywiad ministra obrony Siergieja Szojgu

W wywiadzie emitowanym po oświadczeniu Putina minister obrony Rosji Siergiej Szojgu stwierdził, że mobilizacja ma objąć 300 tysięcy osób. Zapewniał także, że mobilizacja nie obejmie m.in. studentów. Jak zaznaczył tutaj Jewhen Mahda, władze Rosji kpią tu z Rosjan: Szojgu twierdził, że Rosjanie zabili na wojnie 100 tysięcy Ukraińców, ich samych zginęło 6 tysięcy, a nie tłumaczy w ogóle, po co zatem dodatkowa mobilizacja jeszcze 300 tysięcy osób.

Dekret Putina ogłaszający mobilizację zawiera mało wyłączeń - de facto są to tylko niektórzy pracownicy zakładów przemysłu zbrojeniowego. Niektórzy komentatorzy spekulują, że w teorii mobilizacja dotyczyć może nawet 2 milionów osób. Obecnie nie jest jasne, jaki zasięg moobilizacji ostatecznie jest planowany.

Władimir Putin w swoim wystąpieniu uzasadniał walki na Ukrainie oswabadzanie "braci" spod "neonazistowskiego jarzma", tłumaczył, że trzeba posuwać się powoli, bo zbudowano skomplikowany system linii obrony". Nie obyło się także bez szantażu atomowego względem Zachodu: który Putin przedstawiał jako rzekomą "obronę" Rosji.

Więcej w rozmowie.

PolskieRadio24.pl: Rano 21 września opublikowano wystąpienie prezydenta Rosji Władimira Putina w sprawie natychmiastowego ogłoszenia tzw. częściowej mobilizacji oraz treść dekretu w tej sprawie.  Putin w swym wystąpieniu wsparł referenda w obwodach donieckim, ługańskim, zaporoskim, chersońskim. Co można powiedzieć o powodach takiej decyzji?

Dr Jewhen Mahda, ukraiński politolog: Obydwa wydarzenia - ogłoszenie referendów i częściowej mobilizacji to dowody na porażkę tzw. wojskowej specoperacji. To rzecz bezsporna.

Wiemy, że  żadne cywilizowane państwo świata nie uzna rezultatów pseudoreferendów, które będą przechodzić na okupowanych terytoriach. To oczywiście czysta kpina z demokracji i idei wyrażania wolnej woli w głosowaniu. Zauważmy, pseudoeferenda mają się odbyć niemal natychmiast po ich ogłoszeniu. W dwa dni nie jest możliwa organizacja kampanii agitacyjnej, a nawet pełnego procesu preparowania wyników głosowania. Nikt w Rosji na to nawet nie zwraca już uwagi. To nawet jeszcze bardziej cyniczne niż było w 2014 roku na Krymie. Wówczas trzykrotnie przenoszono datę tzw. referendum o przyłączeniu do Rosji.

Można tu zadawać jeszcze wiele pytań, których nikt w Rosji sobie nie zadaje. Dlaczego Rosja nie prowadzi referendum w obwodzie charkowskim? Dlaczego chce przyłączyć część obwodu mikołajewskiego do chersońskiego i traktować jak jego część? Warto dodać, że ukraińskie ustawodawstwo w ogóle nie przewiduje lokalnych referendów. Nie wiadomo, na jakiej podstawie prawnej głosowania Putina miałyby się odbywać.  

Można przypomnieć i to, że przed 24 lutego Putin opowiadał, że Rosja "obroni" republiki doniecką i ługańską, i nie chodzi o okupację Ukrainy. Tymczasem obecnie widzimy okupację i próbę aneksji terytoriów, które Władimir Putin nazywa historycznymi ziemiami Noworosji. I to jest kolejne poważne wyzwanie dla porządku międzynarodowego, pokoju i stabilności w Europie.

Rosja zamierza przeprowadzić mobilizację, ale Putin straszył też bronią atomową.

W swoim wystąpieniu Putin dał do rozumienia, że Rosja może przyłączyć część ukraińskich terytoriach, uznaje je za wchodzące w skład Rosji.

Putin nawiązywał też do możliwości użycia broni atomowej. Miała to być niby reakcja na słowa prezydenta USA Joe Bidena, który mówił wcześniej, że nie radzi Moskwie podejmować takich gier i zajmować się szantażem jądrowym. Niemniej jednak Rosja zajmuje się szantażem atomowym nie tylko w zakresie uzbrojenia. Ostrzeliwała bowiem elektrownię atomową, kontroluje elektrownię zaporoską, i tam demonstruje, co też mogłaby zrobić, gdyby tylko chciała. To wszyscy widzimy, na to także konieczna jest reakcja świata.

A tzw. częściowa mobilizacja to faktycznie bilet na wojnę dla rosyjskiego społeczeństwa. Ono niemal siedem miesięcy żyło w zachwycie tym, jak odbywa się tzw. specjalna operacja. Warto zwrócić uwagę na cyfry, Szojgu podał, że zabito 100 tysięcy wojskowych ukraińskich, a rosyjskich zginęło 6 tysięcy, więc po co mobilizacja dodatkowych 300 tysięcy rosyjskich wojskowych? Na te pytania nie ma w Rosji odpowiedzi.

Rosyjska władza w pełni obraża i lekceważy własnych obywateli. W pełni ignoruje także wspólnotę międzynarodową. Moskwa robi to, co jej się wydaje potrzebne.

To stwarza ogromne zagrożenie, któremu trzeba przeciwdziałać  Ciekawe jest, że Putin ogłosił częściową mobilizację w Światowy Dzień Pokoju. Nie reaguje nawet na takie globalne symbole.

Świat powinien osądzić działania Putina podczas procesu międzynarodowego trybunału, a Rosja powinna być podzielona na kilkadziesiąt państw, które nie będą zagrażać światu wokół nich. Obecnie widzę tylko taką perspektywę.

Część obserwatorów zauważa po tym wystąpieniu, słusznie, że rośnie zagrożenie ze strony Rosji - zamierza eskalować konflikt.  Są też uwagi, że mobilizacja i tak była przeprowadzana, ale dyskretne metody widać nie wystarczyły.

Do inwazji 24 lutego Rosja przygotowywała się bardziej aktywnie i starannie. Wyznaczała tych, którzy będą brali bezpośredni udział w walkach, przygotowywała ich. Teraz jednak próbuje działać już jak rosyjskie imperium przed I wojną światową.  Putin nadal zajmuje się tym, co uznaje za "historyczną rekonstrukcję". Chce grać w wielką politykę na rachunek tzw. mobilizacji.

Myślę, ze jego głównym celem jest pokazanie Zachodowi swojego zdecydowania, będzie stosował szantaż atomowy, próbował zmusić Zachodu, aby ten wywarł presję na Ukrainę, by zasiadła do stołu rozmów z Rosją.

Jednak nie wyobrażam sobie sytuacji, w której Ukraina miałaby się poddać temu szantażowi. Jak oświadczyli generałowie Wałerij Załużny i Mychajło Zabrodski w artykule opublikowanym dwa tygodnie temu, nawet zastosowanie broni atomowej nie zatrzyma Ukrainy w jej walce przeciwko Rosji. To powinni rozumieć i nasi przyjaciele i nasi oponenci.

Pseudoreferenda miałyby się zacząć już za dwa dni. Wojska rosyjskie są jednak wypierane są z tych miejscowości, gdzie niby w teorii miałyby być przeprowadzone. Nie jest jasne, jak Rosja w praktyce wyobraża sobie ten ponury spektakl?

Rosjanie nie myślą o tym w ogóle, już o to nie dbają. Nie szukają żadnej logiki. Działania Rosji są spowodowane sukcesami rosyjskimi w obwodzie charkowskim. Ukraina prawie w tydzień oswobodziła cały obwód, nad którym Rosja starała się uzyskać kontrolę w ciągu kilku miesięcy.

To bardzo wymowny fakt. Rosja doznała porażki. Poprzez inicjatywę o referendom - de facto to przyznaje.

Rosja otwarcie demonstruje agresję i wolę prowadzenia wojny. Na każdym kroku pojawiają się kolejne przerażające zbrodnie. Co oznacza to dla Ukrainy?

Jeśli chodzi o Ukrainę, nasze stanowisko się nie zmieni. To znaczy: Ukraina nie przestanie walczyć o oswobodzenie swoich terytoriów. Kijów ma jasne stanowisko: będziemy walczyć o przywrócenie granic uznanych przez społeczność międzynarodową. Chodzi także oczywiście o obwody doniecki, ługański, chersoński, zaporoski, a także Krym.

Trzeba zająć stanowisko przygotować odpowiedź na działania Kremla. Wielu liderów cywilizowanego świata zapowiedziało już wcześniej, ze nie uzna referendów. To jednak za mało. Trzeba jednak zareagować na kolejne agresywne działania i groźby Rosji, które Putin kierował także pośrednio pod adresem państw zachodnich. Świat zastanawia się, co zrobić i jak odpowiedzieć.

Myślę, że państwa Zachodu powinny opowiedzieć na to przeprowadzeniem kolejnego spotkania w formacie Ramstein i decyzją o nadaniu Ukrainie dodatkowej pomocy wojskowej.

Rozmawianie  z Putinem, wymiana argumentów - niczego nie da. On żyje osobnym życiem, ma swój obraz świata i niczego innego znać ani widzieć nie chce.

***

Rozmawiała Agnieszka Marcela Kamińska, PolskieRadio24.pl

Zobacz także

Zobacz także