more_horiz
Wiadomości

Nowy porządek w Europie. Ekspert OSW: Niemcy straciły wiarygodność i przewagę konkurencyjną

Ostatnia aktualizacja: 07.12.2022 08:00
Skutkiem rosyjskiej inwazji może być koniec układu sił w Unii Europejskiej, gdzie o jej polityce decydowała tzw. stara Europa - ocenia Anna Kwiatkowska, szefowa Zespołu Niemiec i Europy Północnej w warszawskim Ośrodku Studiów Wschodnich. Jak zaznaczyła, dokonująca się zmiana powinna skutkować strategicznym sojuszem Polski i Niemiec - warunkiem jest jednak rozliczenie się Berlina z błędnej polityki wobec Rosji.
Jesteśmy świadkami gwałtownego spadku pozycji Niemiec - mówi Anna Kwiatkowska z OSW
Jesteśmy świadkami gwałtownego spadku pozycji Niemiec - mówi Anna Kwiatkowska z OSWFoto: EPA/MALTON DIBRA

- Wojna na Ukrainie spowodowała przesunięcie punktu ciężkości Unii na Wschód. Zwłaszcza Polska, dzięki wyjątkowej reakcji, zyskała na znaczeniu. Nasze bezprecedensowe zaangażowanie w pomoc Ukrainie – na każdym poziomie, od politycznego przez militarny aż po humanitarny – wywindowało nasze znaczenie w wymiarze politycznym, jak i w sferze bezpieczeństwa - mówi Anna Kwiatkowska.

- Równolegle, jesteśmy świadkami gwałtownego spadku pozycji Niemiec, które płacą rachunek za uzależnienie od rosyjskich surowców energetycznych, nieracjonalne porzucenie atomu i wynikający z tego kryzys energetyczny. Jednym ze skutków rosyjskiej agresji na Ukrainę z 24 lutego może być zatem koniec lub co najmniej początek końca dotychczasowego układu politycznego w Unii; koniec status quo, w którym dominującą rolę w kształtowaniu polityki odgrywały państwa tzw. starej Europy. Co to oznacza dla Niemiec? Odpowiedź wydaje się dość prosta: jeśli chcą zachować pozycję pierwszoligowego gracza na kontynencie powinny - we własnym interesie - szukać porozumienia i strategicznego sojuszu z Polską. A Polska, by wejść do pierwszej ligi, powinna postawić na współpracę z Niemcami - tłumaczy ekspertka.

Niemiecka strategia

Zwraca jednak uwagę, że analiza dotychczasowych działań i wypowiedzi kanclerza Olafa Scholza wskazuje na to, że on i jego ekipa wybierają raczej metodę "ucieczki do przodu".

- Wydaje się, że Berlin chce prawnego przemodelowania układu sił w UE tak, by ugruntować swoje przewagi. Stąd postulaty likwidacji jednomyślności w niektórych głosowaniach w Radzie UE pod pretekstem zwiększenia decyzyjności Unii i uzależnianie od tego ewentualnego rozszerzenia Wspólnoty - wskazuje analityczka OSW.

- Niemcy proponują nie tylko zmiany w sposobie zarządzania Unią, ale także, znowu w formie ucieczki do przodu, swoją kandydaturę, jako siły przywódczej Wspólnoty, także w sprawach militarnych. Oczekiwania sojuszników są jednak inne. Przynajmniej na początek Niemcy powinni rozliczyć się dogłębnie ze swojej błędnej polityki wobec Rosji, nie zwlekać z dostawami ciężkiego uzbrojenia dla Ukrainy, część elit politycznych i biznesowych powinna skończyć z niecierpliwym wyczekiwaniem na koniec wojny i normalizację stosunków z Federacją Rosyjską. Nota bene, w Rosji pozostało prawdopodobnie 80 proc. małych i średnich niemieckich przedsiębiorstw, które były tam obecne przed 24 lutego - podkreśla Kwiatkowska.

Kontynuacja polityki

Wskazuje, że gdyby Niemcy zdecydowały się na wspomniane działania, to miałyby szansę na odzyskanie wiarygodności, bo bez tego nie ma mowy o jakimkolwiek przywództwie.

- Zadziwia też powszechne przekonanie niemieckich polityków, że nie stało się nic tak wielkiego, czego nie można byłoby naprawić przy pomocy dotychczasowej polityki z większymi lub mniejszymi modyfikacjami. Na poważne korekty szykują się jedynie Zieloni. W reszcie partii trwają wciąż przepychanki i debaty - ile powinno być kontynuacji, a ile zmiany - mówi ekspertka.

Jak nie Moskwa, to Pekin

Jej zdaniem, Niemcy nadal nie zdają sobie sprawy z głębokości rys na wizerunku ich kraju w związku z rosyjską inwazją oraz z przebiegiem wojny.

- Nadal uważają najwyraźniej, że opinie o kompromitacji ich dotychczasowej polityki wobec Rosji, polegającej na uzależnianiu się od dyktatury oraz oburzenie z powodu ich początkowo kunktatorskiej reakcji na inwazję i nieadekwatnego do ich potencjału wsparcia dla Ukrainy to jedynie chwilowe zachwianie koniunktury politycznej. Tymczasem przed nimi znacznie poważniejsze zadanie; straciwszy jeden ze środków budujących przewagę konkurencyjną - tanie surowce z Rosji - Niemcy walczą o utrzymanie pozycji gospodarczego mocarstwa. Stąd przywiązanie do specjalnych relacji z Chinami. Choć w niemieckim rządzie nie ma jednak zgody co do polityki wobec Chin. Jedni ostrzegają przed "strategiczną zależnością" inni, parafrazując Merkel, twierdzą, że Berlin i Pekin są na siebie skazani i nęcą Państwo Środka udziałami w terminalu kontenerowym portu w Hamburgu, czy fabryką mikroprocesorów. Na razie przeważa forsowanie idei dywersyfikacji zamiast decouplingu w relacjach gospodarczych z Chinami - zaznacza Anna Kwiatkowska.

Czytaj także:

IAR/PAP/fc

Zobacz także

Zobacz także