Na igrzyskach chciał kończyć karierę. Saneczkarz wrócił i uderzył w środowisko
Igrzyska olimpijskie dobiegły końca i nadszedł czas podsumowań. Choć w ostatnich dniach można usłyszeć dużo pozytywnych głosów po występach Biało-Czerwonych, nie wszyscy są zadowoleni. Po powrocie z Mediolanu swoich rozżalenia i złości nie ukrywał saneczkarz Mateusz Sochowicz.
2026-02-24, 15:51
- Kamila Sellier musi wrócić do Mediolanu. Ujawniono plan
- Semirunnij zmieni nazwisko. "Chcę być stuprocentowym Polakiem"
- Polskie tenisistki utknęły w Meksyku. Sztab wysłał komunikat
Związek znów pod ostrzałem. Sochowicz nie gryzł się w język
Polscy saneczkarze nie należą do światowej elity, lecz podczas zakończonych w niedzielę igrzysk było o nich głośno. Dużym zainteresowaniem cieszył się występ kobiecych dwójek, gdzie Nikola Domowicz i Klaudia Piwkowska niespodziewanie wywalczyły szóstą lokatę. Tak dobrego wyniku Biało-Czerwonych nie było od igrzysk w Sapporo w 1972 roku. Nasze zawodniczki szybko zakończyły sielankę swoimi wypowiedziami, w których skrytykowały związek i swoje warunki treningowe.
Teraz wtóruje im inny saneczkarz, Mateusz Sochowicz. Zawodnik w pewnym momencie na igrzyskach zadeklarował nawet, że zamierza zakończyć karierę. Teraz ostrożniej wypowiada się na ten temat, lecz nie zmienia swojego zdania o tym, jakie realia panują w Polsce jeśli chodzi o tę dyscyplinę.
- Czuję się fatalnie, gdy widzę, że rywale popełniają na trasie dużo więcej błędów, a i tak przyjeżdżają przede mną. To sprawia, że chce się to wszystko rzucić i zająć czymś innym. Zazdroszczę sportowcom, którzy mogą powalczyć z najlepszymi i wszystko mają w swoich rękach. Wkładam w treningi mnóstwo pracy i zaangażowania. Mam jedne z najlepszych startów na świecie, a nawet gdy pojadę znakomicie, to przegrywam, bo mam kilkukrotnie słabszy sprzęt niż rywale - mówił w rozmowie z WP Sportowe Fakty.
Saneczkarz chciał kończyć karierę
Sochowicz, który nie zaliczył igrzysk do udanych, miał także pretensje do siebie po słabszych występach. Jeszcze we Włoszech, przeżywając intensywne emocje, zapowiedział koniec kariery. Już raz był blisko w 2024 roku. Teraz przyznał, że uwierzył w obietnice, które wówczas mu składano. 29-letni zawodnik zadebiutował na igrzyskach w 2018 roku.
- To były moje trzecie igrzyska, a przez ten czas nie zmieniło się absolutnie nic. Wciąż jestem karmiony tą samą gadką. Jestem już tym zmęczony. Stąd moje słowa o końcu kariery. Gdyby nie trener, nasza sytuacja byłaby jeszcze gorsza, a dyscyplina cofała by się w rozwoju - podsumował.
We wtorek pojawiły się dobre wieści dla fanów dyscypliny, działaczy i zawodników. Minister sportu Jakub Rutnicki zapowiedział, że w Polscy powstanie tor saneczkowy.
Źródło: PolskieRadio24.pl/ps