Będzie dymisja prezesa PKOl? Piesiewicz stawia warunek i wywołuje burzę
Wokół Polskiego Komitetu Olimpijskiego robi się coraz goręcej. Po aferze związanej z firmą Zondacrypto przedstawiciele polskich związków sportowych otwarcie wezwali prezesa PKOl Radosława Piesiewicza do rezygnacji ze stanowiska. Szef komitetu odpowiedział jednak w mocnych słowach i postawił warunek. Czy jego argumenty są logiczne?
2026-04-26, 13:32
- Nowe wieści dotyczące Lewandowskiego. Jest decyzja agenta
- Gole z meczu Getafe - FC Barcelona. Zobacz wideo cudownej asysty Lewandowskiego
- Kiedy kolejny mecz Igi Świątek? Kiedy zagra Polka?
Dymisja prezesa PKOl? Piesiewicz stawia warunek
Kryzys wybuchł po problemach sponsora generalnego PKOl firmy Zondacrypto. W piątek na PGE Narodowym odbyło się spotkanie przedstawicieli związków sportowych z ministrem sportu. Po rozmowach aż 52 związki podpisały oświadczenie, w którym zaapelowano o dymisję prezesa PKOl. Piesiewicz zareagował na ten apel.
— Jeżeli pan minister Rutnicki namówi wszystkich prezesów tych klubów, które wymieniłem, łącznie z prezesem Atalanty Brgamo i Juventusu i oni podadzą się do dymisji, to wtedy ja się zastanowię, czy też podać się do dymisji — powiedział Piesiewicz w rozmowie z Telewizją Republika.
Szef PKOl przekonywał, że Zondacrypto współpracowało nie tylko z komitetem olimpijskim, ale również z wieloma klubami sportowymi w Polsce i Europie. Wśród nich wymienił m.in. Raków Częstochowa, Lechia Gdańsk, GKS Katowice, Wieczysta Kraków, a także włoskie kluby.
Po spotkaniu na Narodowym uczestnicy rozmów podkreślali. — Wyrażamy stanowczą dezaprobatę wobec działań prezesa PKOl Radosława Piesiewicza, które doprowadziły do naruszenia zaufania do PKOl i polskich sportowców — przekazał Robert Korzeniowski, odczytując stanowisko związków.
PKOl po decyzji Piesiewicza jesienią 2025 roku podpisał umowę z Zondacrypto, która miała finansować nagrody dla medalistów zimowych igrzysk olimpijskich oraz sportowców z miejsc 4-8. Część środków miała zostać wypłacona w tokenach kryptowalutowych.
Po problemach firmy wielu sportowców zaczęło obawiać się o swoje pieniądze. Część olimpijczyków nie zdążyła zamienić tokenów na gotówkę przed zawieszeniem działalności platformy - wśród nich jest Kacper Tomasiak, trzykrotny medalista igrzysk. Głos w sprawie zabrał również Adam Małysz, prezes Polskiego Związku Narciarskiego. — Ostrzegaliśmy wielokrotnie, że ten sponsor nie jest stabilnym i sprawdzonym partnerem — przyznał.
Argumenty Piesiewicza są logiczne?
Polski Komitet Olimpijski to instytucja "parasolowa" odpowiedzialna za reprezentację olimpijską, współpracę z federacjami sportowymi i wsparcie kadrowiczów jadących na igrzyska. Każdy sponsor PKOl de facto wiąże swoją markę z reprezentacją kraju, olimpijczykami i bardzo wrażliwym obszarem finansowania Biało-Czerwonych sportowców.
Z kolei takie kluby jak Raków Częstochowa, Lechia Gdańsk czy Wieczysta Kraków to prywatne lub samorządowo-finansowane podmioty działające na własny rachunek. One podpisują komercyjne umowy sponsorskie jak wiele innych firm i nie odpowiadają za wypłacanie nagród olimpijczykom ani za wizerunek polskiego sportu na poziomie państwowym.
Największa różnica polega na tym, że:
- klub sponsoruje swoją drużynę i bierze ryzyko biznesowe głównie na siebie,
- PKOl zarządza środkami i partnerstwami dotyczącymi reprezentantów Polski oraz olimpijczyków, więc standard odpowiedzialności jest znacznie wyższy.
W tej sprawie dochodzi jeszcze jeden ważny element: nagrody dla sportowców były komunikowane publicznie przez PKOl jako konkretne bonusy za wyniki olimpijskie. To stawia komitet w dużo trudniejszej pozycji niż zwykły klub piłkarski z logo sponsora na koszulce. Argument Radosława Piesiewicza o tym, że "inni też współpracowali z Zondacrypto" jest wygodny, ale nie do końca odpowiada na główny zarzut.
Borek punktuje Piesiewcza. Probierz jako przykład
"Są takie stanowiska, na których można trwać tylko przy miłości bądź przynajmniej wsparciu kibiców i akceptacji środowiska" - skomentował Mateusz Borek postawę Radosława Piesiewicz.
Porównał sytuację Piesiewicza do tej, w której niespełna rok temu znalazł się Michał Probierz, ówczesny selekcjoner reprezentacji Polski. Popadł on w konflikt z Robertem Lewandowskim o opaskę kapitańską. Próba sił zakończyła się dla niego porażką. W efekcie Probierz podał się do dymisji. "Zrozumiał to po przegranym meczu z Finlandią i sytuacji z Lewandowskim, ówczesny selekcjoner Michał Probierz i podjął wówczas błyskawicznie męską, dojrzałą, choć z pewnością bolesną dla siebie decyzję. Szef PKOL Radosław Piesiewicz nie rozumie niczego" - dodał znany komentator sportowy.
Sprawą zajmuje się już Prokuratura Regionalna w Katowicach, która prowadzi śledztwo dotyczące możliwych oszustw oraz prania pieniędzy. Według śledczych szkody mogą przekraczać już 350 mln zł.
Ostatecznie środki dla sportowców z miejsc 4-8 zostały zabezpieczone przez jednego ze sponsorów PKOl, a pieniądze zaczęły trafiać na ich konta w ostatnich dniach.
Źródło: PolskieRadio24.pl/ah