more_horiz
Wiadomości

Legia Warszawa nie ma recepty na kryzys? Operacja się udała, pacjent nie przeżył

Ostatnia aktualizacja: 10.12.2021 10:20
Choć po zwycięstwach w pierwszych dwóch grupowych meczach wydawało się to prawie niemożliwe - Legia Warszawa zajęła ostatnie miejsce w swojej grupie Ligi Europy. Ostatnie miesiące są dla klubu katastrofalne, a ich konsekwencje mogą trwać latami. 
Mahir Emreli na kolanach - nie tak wyobrażał sobie rundę jesienną
Mahir Emreli na kolanach - nie tak wyobrażał sobie rundę jesienną Foto: PAP/Leszek Szymański

Jeden winny?

Zarówno droga do fazy grupowej, jak i pierwsze dwa mecze - wygrane ze Spartakiem i Leicester - były najlepszą od lat kampanią polskiego klubu w europejskich pucharach. Medal miał jednak drugą stronę - Legia Warszawa bardzo źle zaczęła sezon ligowy. Zaledwie dziewięć zdobytych punktów w dziesięciu kolejkach okazało się przyczyną zwolnienia trenera Czesława Michniewicza.  

Decyzja prezesa Dariusza Mioduskiego miała wtedy swoich zwolenników, bilans ligowy 3-0-7 nie przystoi mistrzom Polski. Ocenę sytuacji komplikowała jednak historia decyzji podejmowanych przez Mioduskiego. Nie było nawet cienia gwarancji, że nowy szkoleniowiec będzie zmianą na lepsze. Jozak, Klafurić, Sa Pinto, Vuković - choć ten ostatni osiągał najlepsze rezultaty i zostawił po sobie najlepsze wrażenie, wcześniej pracował tylko jako asystent i nigdy nie miał specjalnie silnej pozycji.

To właśnie Michniewicz zdawał się dawać największą od lat gwarancję jakości na stanowisku pierwszego trenera. Choć łatwo ferować wyroki po fakcie - należy z dużym prawdopodobieństwem ocenić, że zastąpienie go Markiem Gołębiewskim od początku miało mało sensu i za europejską klapę odpowiedzialna jest właśnie ta decyzja Mioduskiego.

Lepsze jest wrogiem dobrego 

Czesław Michniewicz został oceniony ostatnio przez Dariusza Mioduskiego dosadnie, byłego już trenera można lubić albo nie, ale patrząc na jego CV i osiągane wyniki można się zgodzić, że jest to człowiek znający się na swojej pracy. Duże doświadczenie w Ekstraklasie czy bardzo udana przygoda z polską kadrą U-21 dają więcej argumentów do prowadzenia wielkiego polskiego klubu niż w przypadku połączonych osiągnięć wyżej wymienionych poprzedników. 

Obraz dopełnia letnie okno transferowe, podczas którego z Legii odeszło wielu kluczowych graczy, a ich następcy okazali się - z małymi wyjątkami - transferowymi niewypałami. Udana kampania europejska mimo konieczności "łatania" składu awaryjnymi rozwiązaniami sprawiła, że Michniewicz stał się po części ofiarą własnego sukcesu. Grając przez długi czas tak wąskim składem, na mecze ligowe nie starczało "pary". 

Oczywiście, za wynik odpowiada trener i mało kogo zdziwiła decyzja o pożegnaniu z dotychczasowym szkoleniowcem po kolejnych porażkach na polskich stadionach, zwłaszcza że z prezesem łączyła go dość szorstka przyjaźń. Mioduski przyznał też w ostatnich dniach, że jego zdaniem to właśnie były opiekun przekazywał dziennikarzom informacje z klubu, zwłaszcza dotyczące transferów. 

Marek Gołębiewski 1200.jpg
Liga Europy: Legia - Spartak. Marek Gołębiewski żałuje i nie chce mówić o przyszłości: nie wiem, co będzie

Należy jednak zadać pytanie, co w momencie zwolnienia dawało większe prawdopodobieństwo wyjścia z kryzysu: zaufanie Michniewiczowi, czy oddanie zespołu w ręce niemającego doświadczenia na tym poziomie opiekuna rezerw, Marka Gołębiewskiego?

Choć prawdą jest, że po fakcie najlepszy trener to ten zwolniony, a najlepszym piłkarzem jest posadzony na ławce - mimo wszystko bardziej prawdopodobne jest to, że punkty ze Spartakiem i Leicester ma większą szansę zdobyć ten, który oba zespoły pokonał, a wygrywać w lidze zacznie ten, kto zrobił to w karierze 123 razy

Papszun coś zmieni?

Próba opanowania jesiennego kryzysu w klubie przypominała gaszenie pożaru benzyną. Pod wodzą Gołębiewskiego zespół przegrał wszystkie trzy mecze Ligi Europy, a obraz dopełnia katastrofalna postawa w Ekstraklasie. Trener nie opanował kryzysu, z którego nie wyszedł jego poprzednik. Drużyna nie potrafi zdominować rywali przewagą umiejętności, przegrywa mecz za meczem (wyjątkiem mecze z zespołami z niższych lig w Pucharze Polski i jeden przebłysk z Jagiellonią), piłkarze wyglądają na boisku, jakby pierwszy raz widzieli się na oczy, a większość graczy sprowadzonych latem powinna sobie szukać nowych klubów.

Podsumować można to słynnym powiedzeniem: operacja się udała, pacjent zmarł.

Przy Łazienkowskiej pogłębia się coraz poważniejszy kryzys sportowy, przekładający się na finanse, a to już poważny sygnał, że sytuacja wymknęła się spod kontroli. Szatnia jest pełna piłkarzy zawodzących, których ciężko będzie się pozbyć z listy płac, na pieniądze z europejskich rozgrywek jedyną szansą jest Puchar Polski, a wiele ekstraklasowych klubów systematycznie się rozwija i wcale nie zamierza ustępować miejsca w czołówce. 

Mimo to, prezes Mioduski nadal zdaje się wierzyć w czarodziejską moc pierwszego trenera, mającego być panaceum na bolączki. W wypowiedziach z ostatnich tygodni nie bawi się już w półsłówka i mówi wprost, że rozwiązaniem będzie jak najszybsze sprowadzenie Marka Papszuna, trenera osiągającego wielkie sukcesy z Rakowem Częstochowa i danie mu wielkiej władzy oraz odpowiedzialności. 

Legia Warszawa nie jest w polskiej rzeczywistości "zwykłym" ligowym klubem - to jedyny liczący się zespół z Warszawy, budzący największe zainteresowanie i przyciągający najwięcej chętnych piłkarzy z całej Europy. Papszun, przyzwyczajony do dużej autonomii w działaniu, w Rakowie wybierał do swojej koncepcji piłkarzy nieoczywistych - bardzo często rezerwowych z innych ekstraklasowych klubów. 

Trudno sobie wyobrazić, aby Legia nagle zatrudniała piłkarzy szerokiego składu np. z Lechii Gdańsk czy Jagiellonii, zagraniczni piłkarze z dużym mniemaniem o sobie bez szemrania zgodzili się na metody treningowe szkoleniowca, a kibice i właściciel wytrzymali ból mozolnego budowania zespołu. 

Prezes zapewnia, że tym razem już na pewno znaleziono trenera na lata, że właśnie Papszun jest tym baśniowym wybrańcem. Naiwnością jest jednak wiara w to, że akurat tym razem Mioduski wytrzyma napięcie i po kilku porażkach nie zmieni swojej koncepcji, wymyślając np. szkoleniowca z konkretnego kraju, który akurat osiągnie międzynarodowy sukces. Przypadek Michniewicza pokazał, że mniej niż jedna nieudana runda może zmienić "trenera na lata" w bezrobotnego.


Posłuchaj
00:20 Gołębiewski.mp3 Trener Gołębiewski tłumaczy przyczyny porażki Legii ze Spartakiem (IAR)

Posłuchaj
00:14 Gołębiewski.mp3 Trener Legii Marek Gołębiewski po meczu Legia - Spartak przekonywał, że jego zespół mógł uzyskać lepszy wynik (IAR)

  

grupa C

Legia Warszawa - Spartak Moskwa 0:1 (0:1)
Napoli - Leicester City 3:2 (2:2)
1. Spartak Moskwa 6 3 1 2 10-9 10 - awans do 1/8 finału LE
2. SSC Napoli 6 3 1 2 15-10 10 - awans do play off LE
3. Leicester City 6 2 2 2 12-11 8 - awans do play off LK
4. Legia Warszawa 6 2 0 4 4-11 6

Jakub Pogorzelski, PolskieRadio24.pl

Czytaj także:

Zobacz także

Zobacz także