Myśliwi zagrożeniem w przestrzeni publicznej? "Po prostu wychodzą i strzelają"

Wracają pytania o bezpieczeństwo na polowaniach i obchodzenie się przez myśliwych z bronią palną. - Myśliwi po prostu wychodzą i strzelają w przestrzeni, gdzie my się wszyscy poruszamy, więc tutaj jest ogromne zagrożenie - ocenił w Polskim Radiu 24 dr Robert Maślak z Uniwersytet Wrocławskiego, członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody.

2026-01-27, 13:25

Myśliwi zagrożeniem w przestrzeni publicznej? "Po prostu wychodzą i strzelają"
Do wypadków z udziałem myśliwych dochodzi najczęściej na polowaniach. Foto: Piotr Kamionka/REPORTER

Najważniejsze informacje w skrócie:

  • Kilka dni temu doszło do przypadkowego postrzału dwulatki. Dziewczynka została ranna w stopę, kiedy we własnym domu przewróciła się nabita strzelba jej dziadka i doszło do wystrzału
  • Dr Robert Maślak powiedział, że myśliwych często gubi rutyna. A w przypadku zdarzenia z dwulatką złamane zostały przepisy, bo broń powinna być rozładowana i zabezpieczona w sejfie
  • Podkreślił, że myśliwi to najliczniejsza grupa w Polsce, która ma dostęp do broni i używa jej w przestrzeni publicznej

Dwuletnia dziewczynka została nieumyślnie postrzelona w stopę z broni myśliwskiej. Do zdarzenia doszło 25 stycznia w gminie Pasym w woj. warmińsko-mazurskim. Według wstępnych ustaleń śledczych, dziadek dziecka zostawił w korytarzu naładowany sztucer, który przewrócił się i wystrzelił. Mniej szczęścia miał 68-letni mężczyzna, który 11 listopada ubiegłego roku w okolicach Milejowa na Lubelszczyźnie został śmiertelnie postrzelony przez myśliwego, który - jak tłumaczył - pomylił go z dzikiem. W ocenie Polskiego Związku Łowieckiego naruszenie zasad bezpieczeństwa to główna przyczyna wypadków na polowaniach.

Posłuchaj

Dr Robert Maślak z Uniwersytet Wrocławskiego, członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody gościem Małgorzaty Żochowskiej (Temat dnia) 16:05
+
Dodaj do playlisty

"Kilka przepisów zostało złamanych"

Dr Robert Maślak tłumaczył, że myśliwych często gubi rutyna i pewnego rodzaju nonszalancja w obchodzeniu się z bronią. Przyznał, że w przypadku postrzelonej dwulatki z Pasymia "przynajmniej kilka przepisów zostało złamanych". - Począwszy od tego, że po polowaniu broń musi być rozładowana i w takim stanie może być transportowana, więc tu wypadek mógł już wcześniej się zdarzyć. Po przyjeździe do domu broń powinna być zabezpieczona, zamknięta de facto w sejfie - powiedział.

Gośc Polskiego Radia 24 ujawnił także okoliczności śmiertelnego postrzału w okolicach Milejowa na Lubelszczyźnie. - 68-letni mężczyzna zginął przed własnym domem, gdzie czekał na rodzinę - powiedział. Podkreślił, że w tym polowaniu nielegalnie uczestniczył dwunastolatek, którego ojciec uczył strzelać.

"Spotykałem się z groźbami"

Dr Maślak powiedział, że obecnie w Polsce około 400 tys. osób ma pozwolenie na broń, a w rękach myśliwych jest około 1 miliona sztuk broni. - Myśliwi są tą grupą największą. I też są grupą, powiedziałbym jedyną, która regularnie w przestrzeni publicznej, po prostu w lasach, na łąkach używa tej broni. Kolekcjonerzy tego nie robią. Ochrona osobista, powiedzmy, że to się zdarza w jakichś sytuacjach rzadkich. Sportowcy wiadomo, że na terenie strzelnic, więc pod pewną kontrolą. Natomiast myśliwi po prostu wychodzą i strzelają w przestrzeni, gdzie my się wszyscy poruszamy, więc tutaj jest ogromne zagrożenie - podkreślił.

Gość Polskiego Radia 24 zwrócił uwagę, że "również osoby, które mają problemy z przemocą posiadają broń". - Zresztą ja muszę powiedzieć, że prowadząc swoje własne media społecznościowe kilka razy spotkałem się po prostu z groźbami wobec mnie, również za krytykę myślistwa. Myślę, że sporo jest osób, które po prostu nie spełniają warunków, które by uprawniały do posiadania broni. I też widać, jak bardzo dla tego środowiska myśliwskiego jest to ważne. Przecież ta kampania obrony przed obowiązkowymi badaniami jest bardzo znamienna - powiedział.

"Statystyki są absolutnie niewiarygodne"

Dr Maślak odniósł się także do danych opublikowanych przez portal mysliwiwdzialaniu.pl. Wynika z nich, że w latach 2015-2025 wydarzyły się 24 wypadki śmiertelne. Autorzy przygotowali również zestawienie, w którym porównali liczbę śmiertelnych wypadków drogowych w 2022 roku z takimi zdarzeniami na polowaniach. Napisano, że na polskich drogach doszło do 21 322 wypadków, a zginęło w nich 1 896 osób. W 2022 roku w wypadkach z udziałem myśliwych zginęły 4 osoby - podano. "Należy dodać, że każdego roku myśliwi wychodzą ponad 4,5 mln razy na polowania indywidualne. A więc przy tak ogromnej ilości polowań, ilość wypadków śmiertelnych jest bardzo mała" - podkreśla portal mysliwiwdzialaniu.pl. - Nie porównujemy jabłek do gruszek, bo to są inne owoce. W jaki sposób można porównywać wypadki samochodowe? Myśliwi mówią, że jest tam kilka milionów wyjść na polowania. No, ale to należałoby liczyć każdy wyjazd samochodu, przejazd kilometra i porównywać, ile tam wypadków się wydarza. Więc to są absolutnie takie populistyczne porównania, żeby po prostu zmniejszyć tę skalę. To są działania stricte wizerunkowe - ocenił.

Ekspert tłumaczył, że "te statystyki są absolutnie niewiarygodne". - One wynikają z tego, że myśliwi uważają, że wyłącznie wypadki na polowaniach to są wypadki, które w jakimś sensie obciążają to środowisko. Natomiast to, co dzieje się w drodze, co dzieje się w domach, te wypadki, które po prostu zdarzają się w takich sytuacjach niekoniecznie związanych wprost z działaniami myśliwych, czyli po prostu prywatnie, oni tego nie liczą - wyjaśnił dr Robert Maślak w rozmowie z Małgorzatą Żochowską.

Czytaj także:

Źródło: Polskie Radio 24
Prowadzący: Małgorzata Żochowska
Opracowanie: Paweł Michalak

Polecane

Wróć do strony głównej