Czas bać się o pracę? Polacy czują pismo nosem
Czy boisz się o swoją pracę? Na takie pytanie "tak" odpowiada tylko 16,5% Polaków - głównie osoby wykonujące powtarzalne zadania oraz pracownicy branż przechodzących automatyzację. Prognozy makroekonomiczne są optymistyczne: czeka nas wzrost gospodarczy oraz niskie bezrobocie.
2026-02-23, 10:31
Najważniejsze informacje w skrócie:
- Zdecydowana większość obywateli, bo aż blisko 72 procent, spogląda w zawodową przyszłość z pełnym spokojem, podczas gdy lęk przed zwolnieniem, który dotyka co szóstego pracownika, wskazuje na zauważalny, choć wciąż daleki od paniki, poziom społecznego napięcia.
- Wizja utraty źródła dochodu najmocniej ciąży na osobach zatrudnionych na podstawie umów terminowych, a także na pracownikach wykonujących powtarzalne obowiązki administracyjne, których stanowiska w niedalekiej przyszłości mogą zostać poddane automatyzacji za sprawą algorytmów sztucznej inteligencji.
- Mimo pojedynczych, niepokojących sygnałów płynących z wybranych sektorów gospodarki, twarde dane pozostają wysoce optymistyczne; eksperci, opierając się na najnowszych projekcjach banku centralnego, zapowiadają na najbliższe lata umiarkowane bezrobocie oraz zauważalne ożywienie wzrostu gospodarczego.
Co szósty Polak obawia się o posadę. Optymizm czy pesymizm?
Z najnowszego raportu badawczego wyłania się obraz rynku pracy, który – choć wolny od systemowych wstrząsów – zmusza część zatrudnionych do wzmożonej czujności. Jak pokazują dane zebrane przez analityków, dokładnie 16,5% dorosłych Polaków żywi obawy o to, że w bieżącym roku straci swoje źródło utrzymania.
Z kolei aż 71,6% ankietowanych nie odczuwa żadnego niepokoju w tym zakresie, co w psychologii biznesu interpretowane jest jako silny sygnał poczucia bezpieczeństwa, przekładający się bezpośrednio na wyższą motywację, otwartość na rozwój kompetencji i zaangażowanie w codzienne obowiązki. Istnieje także grupa 11,9% respondentów, którzy nie potrafią jednoznacznie określić swoich uczuć – stan ten najczęściej wynika z szumu informacyjnego i braku transparentnej komunikacji wewnątrz samych firm.
- Widać, że co szósta osoba w Polsce żyje w niepewności. To umiarkowany odsetek, który pokazuje realne napięcie części społeczeństwa. Mówi też o tym, że rynek nie jest w stanie pełnego spokoju, ale też nie dominuje na nim atmosfera masowego lęku. To raczej obraz umiarkowanej ostrożności niż kryzysowej paniki. Oznacza podwyższony, ale nie skrajny, poziom stresu społecznego - wyjaśnia psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.
Widmo sztucznej inteligencji i branżowe restrukturyzacje
Strach przed bezrobociem nie rozkłada się w społeczeństwie równomiernie. Eksperci rynkowi zwracają uwagę, że największą presję odczuwają obecnie osoby wykonujące zadania rutynowe i czysto administracyjne. W tych obszarach do głosu coraz śmielej dochodzą narzędzia oparte na sztucznej inteligencji (AI), co sprawia, że lęk pracowników często nie wynika z natychmiastowych planów redukcyjnych pracodawcy, lecz z nieuchronnej, długofalowej zmiany całego modelu pracy. Obawy te przestały być domeną wyłącznie stanowisk niskopłatnych, uderzając coraz mocniej w wyspecjalizowanych ekspertów.
Zobacz także: Zapytaliśmy AI, komu pierwszemu zabierze w Polsce pracę. Dostaliśmy listę, daty i miasta
Kolejną grupą ryzyka są pracownicy zatrudnieni w sektorach przechodzących głęboką restrukturyzację. Presja kosztowa dławi obecnie część przemysłu energochłonnego, segmenty nastawione na eksport oraz wybrane obszary handlu detalicznego. Wszędzie tam, gdzie na szczeblu zarządczym padają hasła o optymalizacji, konsolidacji czy cięciach inwestycyjnych, naturalnie rośnie poziom niepewności wśród załogi. Ponadto, na stabilność zatrudnienia z obawą patrzą osoby operujące na tzw. umowach śmieciowych, kontraktach czasowych czy zatrudnione wyłącznie do konkretnych projektów, które posiadają najmniejsze prawne poczucie kontroli nad swoją karierą.
Problemem jest również geografia. Badacze z UCE Research dowodzą, że strach ma większe oczy w regionach charakteryzujących się niską dywersyfikacją gospodarczą. W miastach opartych na jednym potężnym zakładzie pracy lub zdominowanych przez pojedynczą gałąź przemysłu, nawet najmniejsza rynkowa plotka o ograniczeniu produkcji potrafi wywołać lawinę niepokoju.
Spirala strachu:
Jak lęk dławi gospodarkę?
Psychologia biznesu ostrzega przed „efektem kuli śnieżnej”.
Stop dla inwestycji
Wstrzymuje decyzję o wzięciu kredytu na mieszkanie lub samochód, obawiając się braku płynności finansowej w przyszłości.
Cięcie konsumpcji
Ogranicza wydatki na przyjemności i usługi. Rzadziej wychodzi do restauracji, rezygnuje z rozrywki i wyjazdów.
Szukanie szalupy ratunkowej
Traci zaangażowanie i lojalność wobec firmy. Zaczyna proaktywnie szukać bezpieczniejszej przystani u rynkowej konkurencji.
Kiedy aż 16,5% pracujących Polaków zaczyna zaciskać pasa, natychmiast cierpi na tym handel detaliczny i sektor usług.
Skutek: Ten zbiorowy lęk konsumentów może realnie wyhamować zapowiadany przez NBP wzrost PKB kraju.
Pieniądze w portfelu a lojalność wobec firmy
Konsekwencje pracowniczego lęku wykraczają daleko poza sferę emocjonalną, uderzając w finanse osobiste i strategię przedsiębiorstw. Osoby, które realnie boją się wręczenia wypowiedzenia, zaczynają podejmować działania prewencyjne: intensywniej przeglądają portale z ogłoszeniami o pracę, radykalnie tną prywatne wydatki i wstrzymują się z kluczowymi decyzjami życiowymi, takimi jak zaciągnięcie kredytu hipotecznego. Z punktu widzenia pracodawcy, taki stan rzeczy jest wysoce destrukcyjny – skutkuje drastycznym spadkiem lojalności kadry, zwiększoną rotacją i widocznym obniżeniem codziennego zaangażowania.
Niejednokrotnie do czynników zewnętrznych dochodzą osobiste bagaże doświadczeń – pracownik, który w przeszłości przeżył już traumę zwolnienia grupowego lub podświadomie czuje, że jego umiejętności nie nadążają za wymaganiami współczesnego rynku, jest znacznie bardziej podatny na defetyzm wywoływany przez medialne doniesienia o gospodarczym spowolnieniu.
Co z pracą w Polsce? Twarde dane makroekonomiczne uspokajają
Choć obawy części społeczeństwa są w pełni zrozumiałe, szersze spojrzenie na wskaźniki gospodarcze nie daje podstaw do bicia na alarm. Obecnie redukcje etatów mają charakter punktowy i branżowy, a nie ogólnosystemowy – podczas gdy jedne firmy tną koszty, inne wciąż aktywnie rekrutują nowe talenty.
Z twardych projekcji makroekonomicznych wyłania się scenariusz stabilnego rozwoju. Według listopadowych analiz Narodowego Banku Polskiego, rok 2026 ma przynieść wyższą dynamikę wzrostu Produktu Krajowego Brutto niż rok ubiegły. Prognozy analityków na lata 2026-2027 przewidują utrzymanie się bezrobocia na bardzo bezpiecznym, umiarkowanym poziomie, oscylującym w granicach 5,4-5,5%. Gospodarka, jako całość, pozostaje zatem silna i gotowa na wyzwania nadchodzących kwartałów.
- Styczniowe zamieszanie w portfelu singla. Podwyżka minimalnej minimalnie za mała
- 2000 zł pękło. Rodziny wygrały bitwę z cenami, ale przegrały wojnę
- Święta, święta i nie po świętach. Ceny w styczniu łaskawsze dla emerytów
Źródło: UCE Research/Michał Tomaszkiewicz