Cztery lata wojny na Ukrainie. "Kwestia sprzymierzeńców Rosji"

24 lutego 2022 roku Rosja rozpoczęła pełnoskalową wojnę z Ukrainą  - Ta wojna pokazała, gdzie kryje się niebezpieczeństwo - mówił w Polskim Radiu 24 Jan Piekło, były ambasador RP na Ukrainie. 

2026-02-23, 11:53

Cztery lata wojny na Ukrainie. "Kwestia sprzymierzeńców Rosji"
Szkolenie ukraińskich rekrutów (Zdj. ilustracyjne). Foto: EPA/PRESS SERVICE OF THE 65TH MECHANIZED BRIGADE / HANDOU

Najważniejsze informacje w skrócie:

  • Cztery lata temu Rosja rozpoczęła pełnoskalową wojnę na Ukrainie
  • Jan Piekło zwrócił uwagę, że bez wsparcia Chin, Rosja nie byłaby w stanie prowadzić skutecznych ataków
  • Chińczycy są zainteresowani tym, żeby odwrócić uwagę Zachodu, Europy, Ameryki od wydarzeń na Pacyfiku - powiedział Jan Piekło

24 lutego mija czwarta rocznica pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę. Rosyjskie władze tłumaczyły rozpoczęcie inwazji między innymi rzekomym "zagrożeniem ze strony Zachodu" oraz koniecznością "obrony ludności rosyjskojęzycznej". Moskwa sprzeciwiała się integracji Ukrainy z NATO i Unią Europejską oraz dążyła do utrzymania jej w swojej strefie wpływów. Wskutek działań wojennych zginęły dziesiątki tysięcy żołnierzy i cywilów, a miliony osób zostały zmuszone do opuszczenia swoich domów.

- Ta wojna pokazała, gdzie kryje się niebezpieczeństwo. Niebezpieczeństwo dla Polski, dla Europy, dla krajów bałtyckich, w szczególności dla krajów tak zwanej wschodniej flanki NATO - powiedział Jan Piekło, wskazując na Rosję. Zastrzegł jednak, że Rosja "sama nie byłaby w stanie prowadzić tej skutecznej wojny". - To jest również kwestia sprzymierzeńca Rosji, który pomaga Rosji, bo jest zainteresowany tym, żeby ta wojna trwała jak najdłużej - dodał. Wyjaśnił, że chodzi o Chiny. Tłumaczył, że z jednej strony Chiny wspierają Moskwę częściami i finansowo, a z drugiej chińscy oficerowie obserwują Ukrainę i zdobywają doświadczenie, którego im brakuje. - Chińczycy są zainteresowani tym, żeby odwrócić uwagę Zachodu, Europy, Ameryki od wydarzeń na Pacyfiku - wyjaśnił gość Polskiego Radia 24. Doprecyzował, że chodzi o "ruchy koło Tajwanu".  


Posłuchaj

Jan Piekło gościem Małgorzaty Żochowskiej (Temat dnia) 15:14
+
Dodaj do playlisty

 

Rosja zaczyna obrywać

Piekło przyznał, że zależnie od tego, co się wydarzy, wojna może zakończyć się za kilka tygodni lub za kilka miesięcy, ale może też potrwać jeszcze kilka lat. Wskazał, że jeśli Chińczycy przestaną pomagać Rosji i "wyłączą się z gry", to "jest wtedy szansa, że ta wojna się zakończy stosunkowo szybko". 

Były ambasador zwrócił uwagę, że część ekspertów przewiduje wybuch wewnętrznych niepokojów i rozpad Rosji.  - Rzeczywiście, ponieważ sytuacja ekonomiczna, demograficzna jest w Rosji fatalna, to coś takiego się może wydarzyć - mówił Jan Piekło. - Myślę, że to będzie zbieg paru czynników, w tym również czynnik oporu ukraińskiego - dodał. Jak zauważył, po blokadzie Starlinków, Rosja "zaczyna obrywać na froncie" i Ukraińcy są w tej chwili w ataku. 

Rola Donalda Trumpa

- Nie jest tak, że Trump wspiera Rosję i chce z Rosją rozmawiać - ocenił były dyplomata. Tłumaczył, że prezydent USA chce rozwiązać problem zagrożenia chińskiego i to jest dla niego najważniejsze. Dodał, że Trump "robi to przy pomocy metod, które on uważa za skuteczne" i zaznaczył, że ta polityka zaczyna być skuteczna. - Wenezuela, Kuba, zobaczymy, co się stanie wokół Iranu. To są wszystko sojusznicy Rosji i Chin, więc trudno powiedzieć, że Trump prowadzi politykę prorosyjską - przedstawił swoje stanowisko. 

Czytaj także:

Źródło: Polskie Radio 24
Prowadząca: Małgorzata Żochowska
Opracowanie: Filip Ciszewski

Polecane

Wróć do strony głównej