Tym grożą roztopy. Katastrofalne powodzie, które przynosiła odwilż

W historii klęsk wywołanych powodzią swój osobny rozdział mają te związane z nadejściem wiosny. "Wobec niesłychanie długiej, ostrej i śnieżnej zimy klęska, która obecnie zaczyna szaleć w kraju, była pewna", pisano pod koniec marca 1924 roku. Takich niepokojących relacji zachowało się sporo.

2026-02-24, 18:01

Tym grożą roztopy. Katastrofalne powodzie, które przynosiła odwilż
Most kolejowy na Wiśle w Toruniu - widok spiętrzonej kry pod jednym z przęseł, lata międzywojenne. Foto: NAC

"Dzisiejsze śniegi, pokrywające ziemię dwułokciową warstwą, dostarczają wprawdzie wybornej sanny, ale wytępiły kuropatwy i zajęce, a nadto wielką obawę tutaj na przyszłość wzbudzają. Jeśli bowiem raptem zawieje wiatr południowy, nastąpią odwilże, a za niemi roztopy i wylewy, o jakich ludzie już dawno zapomnieli" ("Gazeta Warszawska", 1886 r.)

Lód pękał "z przerażającą siłą i hukiem"

To zdarzało się od zawsze. W 1539 roku po kilkunastodniowych opadach deszczu połączonych z roztopami obficie nagromadzonego śniegu powódź dotknęła tereny pod Wrocławiem. Z kolei wiosną 1656 roku Pilica znacząco utrudniła pochód wojsk Stefana Czarnieckiego – roztopy spowodowały wylanie rzeki i uszkodzenie mostu.

W marcu 1709 na Pomorzu rozszalałe dzięki deszczom i roztopom rzeki wystąpiły z brzegów, by narobić wiele szkód. Miesiąc później w Rydze zasilana topniejącym śniegiem woda w Dźwinie "rozerwała z przerażającą siłą i hukiem lód o grubości ponad półtora łokcia" (niecały metr). Ujście rzeki do Bałtyku było wciąż zamarznięte, dlatego "woda i kra, nie mając swobodnego odpływu, wyrwały nocą, między 2 a 3 godz. ujście z boku". Zimny nurt porwał około 100 domów "wraz z ludźmi i bydłem".

Kilkadziesiąt lat później, w kwietniu 1785 roku, Odra, zablokowana zwałami kier, wylała (a to jeden z wielu przykładów na wiosenną odrzańską powódź). Rzeka zerwała prawie wszystkie wrocławskie mosty, w niektórych częściach miasta domy znalazły się do pierwszych pięter pod wodą, żywioł zniszczył okoliczne wsie.

Powódź w Kaliszu, 1924 r. Fot. NAC Powódź w Kaliszu, 1924 r. Fot. NAC

Kry piętrzyły się na wysokość domów

Sto lat później, w marcu 1888 roku, wielka wiosenna powódź dotknęła nizinną część Polski. Świadectwem tej katastrofy są relacje m.in. w "Dzienniku Poznańskim" – przywołajmy choć kilka z nich.

21 marca. "Nad ujściem Narwi przy Nowym Dworze pod Modlinem utworzył się zator z lodowców z Wisły, odpływ wody został powstrzymany i spiął się tak wysoki, że woda uszkodziła jeden z przyczółków mostu pod Modlinem i sam most zniosła. Artyleria pociskami z trzech dział rozbiła zator".

22 marca (Bydgoszcz i ziemia bydgoska). "Kry piętrzyły się na wysokość domów, zrywały stodoły i stajnie. Ludzie w okropnym strachu wołali pomocy, będąc między życiem a śmiercią".

30 marca. "Z powodu zalania poznańskiej gazowni miasto było prawie bez światła, jedynie w pojedynczych latarniach paliły się świece". "Magistrat dał zalanym mieszkańcom, których pomieścił w miejskich budynkach, sienniki". "Powódź sprowadzi niezawodnie na Poznań dużo nędzy i chorób" (słowa te okazały się prorocze – miasto dotknęła epidemia tyfusu).

29 marca (list do redakcji "Dziennika Poznańskiego" wysłany ze wsi Orzechowo, dziś w powiecie wrzesińskim). "Wielkie nieszczęście nas spotkało. Tegoroczna zima wróżyła, że możemy spodziewać się okropnego wylewu Warty, na cośmy się także przygotowali. Nikt nie myślał przecież, że w takich rozmiarach wyleje i zatopi nam wszystko (…)".

31 marca. "Z Malborka donoszą, że stanu tamtejszego nie da się piórem opisać. Jak tylko okiem sięgnąć, wszystko wodą zalane, wszędzie tylko zniszczenia i skargi ludzi poszkodowanych".

Wśród ogólnych wieści zdarzały się jednak i takie przejmujące historie jak ta z Warszawy. "Żona administratora Żerania pani Bojanowska wyjechała w chwili powodzi z domu wraz z małą córeczką. Woda dosięgnęła karetę za folwarkiem i zaczęła się wdzierać do wnętrza. Pan Bojanowski dogonił żonę i wraz z nią oraz z dzieckiem dostał się na wierzch karety. Tak przeczekali 12 godzin, zanim ich ocalono. Dziecko z przeziębienia zmarło".

"Wisła urosła i spotworniała"

Minęło kilkadziesiąt lat. Kolejna wiosna przyniosła kolejny "straszliwy najazd wód".

"Nowości Ilustrowane", 5 kwietnia 1924 r. Fot. domena publiczna "Nowości Ilustrowane", 5 kwietnia 1924 r. Fot. domena publiczna

"Nasza stara poczciwa Wisła przez prawie cały rok prawie cicho i spokojnie tocząca swoje fale, wezbrała gniewem, urosła, spotworniała do rozmiarów jakiegoś groźnego, pożerającego wszystko podwawelskiego smoka i prawdziwą niszczącą lawiną runęła na nasze miasta i sioła", pisano w "Nowościach Ilustrowanych" z 5 kwietnia 1924 roku. A w "Słowie Pomorskim" dodawano: "Powódź tegoroczna przypomina klęskę powodzi z roku 1888 roku. Straty materialne są jednakże obecnie olbrzymio większe".

Już pod koniec lutego prasa przestrzegała przed groźbą powodzi choćby na Sądecczyźnie. Wówczas panowały jeszcze srogie mrozy, które skuły Dunajec i Poprad. Słusznie prorokowano, że "w razie nagłej odwilży" prawdopodobna będzie "katastrofa spowodowana spłynięciem zwałów kry i tworzeniem się zatorów". Na początku marca, kiedy rozpoczęła się odwilż i w ciągu kilku dni "stopniały olbrzymie masy śniegu", dziennikarze ponowili swoje przestrogi przez groźbą powodzi.

Wojska kontra zatory

Do okolic Warszawy katastrofa dotarła dopiero 28 marca. Wisła, która według ówczesnych doniesień była skuta lodem na całej swojej długości, pod stolicą miała wtedy lodową pokrywę sięgającą 80-90 cm.

"Lody ruszyły o 11 w nocy i poczęły z ogromny hukiem i niezwykłą szybkością płynąć w dół rzeki. W niedługim czasie jednak przybór wód i kry nastąpił tak potężny, że wody wystąpiły z brzegów i zalały szybko niziny" ("Ilustrowany Kurier Codzienny", 29.03.1924).

"Lody płyną, w korytach rzek tworzą się zatory lodowe, woda zalewa pola i wsie, zrywa mosty", relacjonował kolejnego dnia "Kurier" Nie obyło się jednak bez znaczącego komentarza. "Wobec niesłychanie długiej, ostrej i śnieżnej zimy klęska, która obecnie zaczyna szaleć w kraju, była pewna. Tym pewniejsza, że roboty regulacyjne na rzekach naszych zalegają, prowadzone są ospale, kredyty zaś na ten cel są niewystarczające".

Wśród licznych relacji prasowych z tego straszliwego czasu zwracają uwagę te, które podkreślają udział wojska w walce z lodowym żywiołem. "Saperzy, lotnicy i artyleria musiała rozbijać zator bądź bombami, bądź pociskami", nie oszczędzał na dramaturgii "Ilustrowany Kurier Codzienny".


"Ilustrowany Kurier Codzienny", 29 marca 1929 r. Fot. domena publiczna "Ilustrowany Kurier Codzienny", 29 marca 1929 r. Fot. domena publiczna
Powódź w Warszawie, 1931 r. Fot. NAC Powódź w Warszawie, 1931 r. Fot. NAC
Wylew Wisły podczas powodzi, 1925 r. Fot. NAC Wylew Wisły podczas powodzi, 1925 r. Fot. NAC

Źródło: Polskie Radio/jp

Prasa z XIX wieku i międzywojenna; Ryszard Girguś, "Wyjątki ze źródeł historycznych o nadzwyczajnych zjawiskach hydrologicznych i meteorologicznych na ziemiach polskich w latach 1601-1920", Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej Państwowy Instytut Badawczy we współpracy z Polskie Towarzystwo Geofizyczne, Warszawa 2022; "Wyjątkowe zdarzenia przyrodnicze na Dolnym Śląsku i ich skutki", pod red. Piotra Migonia, Instytut Geografii i Rozwoju Regionalnego Uniwersytetu Wrocławskiego Wrocław 2010.


Polecane

Wróć do strony głównej