Nikt nie spodziewał się takiego mrozu. Naukowcy nie wiedzą, skąd się wziął
Śnieg nie topniał tygodniami, ryby zamarzały w rzekach i jeziorach, mróz zabił większość zbóż ozimych, a także mnóstwo drzew. Z wychłodzenia zginęło wiele osób. Gdy w końcu nadeszła odwilż, okazało się, że to wstęp do kolejnego koszmaru, który pochłonął życie setek tysięcy ludzi.
2026-01-09, 15:00
Rok, w którym zamarzła Europa
Wszystko zaczęło się w pierwszych dniach stycznia 1709 roku. Po stosunkowo ciepłym i deszczowym grudniu nagle nadeszła fala mrozu tak przenikliwego, że wystarczyła doba, by nasiąknięta wodą ziemia zamarzła na głębokość metra. W Anglii, Francji i we Włoszech zanotowano temperatury, o jakich nikt nigdy nie słyszał w tych krajach.
W błyskawicznym tempie zamarzały jeziora, rzeki, a w końcu także morza. Tak stało się m.in. z ogromną powierzchnią Bałtyku. Źródła dotyczące Zatoki Gdańskiej notują, że "Bałtyk był pokryty lodem na szerokość 9 mil (...) i przed 11 marca żaden statek nie mógł wejść do portu". Z innych dokumentów wiadomo, że można było na piechotę przejść z Kopenhagi na wyspę Bornholm.
Zamarzały również zatoki i wybrzeża na południu Europy, m.in. Laguna Wenecka. Wraz z zimnem nadszedł śnieg, który potem długo nie miał szans stopnieć. Zmiana pogody była tak gwałtowna, że w licznych relacjach z epoki pojawiają się słowa: "nigdy nie widziałem takiej zimy".
Mróz trzymał nieprzerwanie przez niemal dwa tygodnie. Potem nadeszła odwilż, ale tylko na chwilę. Pogoda zmieniała się kilka razy. Po każdych roztopach woda zamarzała na nowo z każdą falą mrozu. Zimno okazało się zabójcze dla wielu upraw, a także dla drzew oliwnych, pomarańczowych, cytrynowych i wielu innych nie tylko w południowej części kontynentu. Wkrótce miało to przynieść tragiczne skutki.
Na ziemiach Rzeczpospolitej było równie źle. Tutaj zresztą temperatury wykazywały największe odchylenia w stronę ujemnych wartości. W źródłach czytamy: "gdy się wiosnowa pora po ciężkiej zimie i wielkich śniegach otworzyła, nie znać było oziminy, żeby się zielenić miała, ale cale zginęła, zatem niektórzy żyta na jarzyny poorali. Drzewa tak w lasach, jako w sadach poschły".
Naprzemienność mrozów i odwilży skutkowała tym, że ludzie musieli stawiać czoła albo zabójczemu zimnu, albo gwałtownym powodziom. Bywało i tak, że fala powodziowa z roztopów z jednego regionu docierała tam, gdzie jeszcze trzymał mróz, powodując spiętrzanie lodu na rzekach. W Rydze, gdzie ujście Dźwiny do Bałtyku wciąż było skute grubym lodem, wzburzona woda z wielkimi kawałami kry utorowała sobie drogę przez miasto, zmiatając z powierzchni ziemi około stu domów "wraz z ludźmi i bydłem".
Zamarznięte wody Laguny Weneckiej na obrazie Gabrielego Belli z 1708 lub 1709 roku. Fot. Wikimedia/domena publiczna Co było przyczyną zabójczego mrozu?
Zima z początku 1709 roku nazywana bywa "zimą tysiąclecia", "Wielką Zimą" (we Francji) lub "Wielkim Mrozem" (w Anglii). W pełni zasługuje na te określenia. Tak ekstremalne warunki pogodowe nie były notowane wcześniej przynajmniej przez kilkaset lat i nie powtórzyły się już nigdy. Choć srogie zimy nawiedzały Europę zarówno przed 1709 rokiem, jak i po tej dacie, to właśnie to wydarzenie szczególnie zapadło w pamięć mieszkańców kontynentu.
Zima ta przypadła na najchłodniejszy okres małej epoki lodowcowej trwającej w przybliżeniu od XVI stulecia do przełomu wieków XVIII i XIX. W okresie tym - w latach 1645-1717 - miało miejsce tzw. minimum Maundera (nazwa pochodzi od nazwiska angielskiego astronoma Edwarda Maundera) charakteryzujące się znacznie zmniejszoną aktywnością Słońca, co przełożyło się na niższe temperatury.
Ponadto w latach 1707-1708 miały miejsce erupcje dwóch wulkanów: japońskiego Fudżi i włoskiego Wezuwiusza. Góry te wyrzuciły do atmosfery ogromne masy pyłów, co dodatkowo ograniczyło dostęp energii słonecznej do powierzchni Ziemi i również wpłynęło na tymczasowe ochłodzenie klimatu.
Nawet jednak biorąc pod uwagę te czynniki, eksperci zrzeszeni w międzynarodowym komitecie The Millennium Project, który zajmuje się zagadnieniami przyszłości klimatu w oparciu o dane historyczne, nie potrafią w pełni odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zima 1709 roku była aż tak sroga. Nie pasuje ona do żadnego wzorca pogodowego we współczesnej klimatologii. Tym, co budzi największe zdumienie, jest fakt, że zabójcze mrozy nastąpiły, gdy w Europie wiał wiatr z południa, a nie - jak zwykle o tej porze roku - z północy. A z południowym wiatrem powinno napłynąć cieplejsze powietrze, nie zaś arktyczne zimno. Anomalia ta do dziś pozostaje zagadką.
Historyczne okresy aktywności Słońca według zapisu radiowęglowego. Na skali poziomej znajduje się liczba lat przed 2000 rokiem. Fot. Wikimedia/domena publiczna Ofiary Wielkiego Mrozu 1709 roku
Dane na temat ludzi, którzy zmarli bezpośrednio wskutek długotrwałych mrozów na początku 1709 roku, są fragmentaryczne. Wiadomo, że tylko w Paryżu w okresie najsroższego zimna zmarły 24 tysiące mieszkańców.
Zima okazała się też mordercza dla wojsk szwedzkich, które w ramach wielkiej wojny północnej (1700–1721) prowadziły wówczas na terenie Ukrainy kampanię przeciw Rosji. Atak mrozów spowolnił Szwedów, doprowadził do śmierci tysięcy żołnierzy, a w konsekwencji przyczynił się do druzgocącej klęski Szwecji w bitwie pod Połtawą 8 lipca 1709 roku.
Dla Europejczyków najgorsze miało jednak nadejść dopiero po ostatecznej odwilży. Zniszczenie przez mrozy upraw, drzew i zapasów żywności, a następnie wyjątkowo deszczowe lato przyczyniły się do strasznego głodu w wielu krajach. Szacuje się, że z tego powodu we Francji zginęło przynajmniej 600 tysięcy osób (ale mogło ich być ponad milion).
Na domiar złego na kontynencie wybuchła epidemia dżumy. Zima 1709 roku na moment stłumiła lokalne ogniska zarazy (m.in. w Prusach i Rzeczpospolitej), jednak później osłabione przez temperatury i niedożywienie organizmy nie umiały skutecznie obronić się przed "czarną śmiercią". Tu także znaczącą rolę odegrały działania militarne w czasie wielkiej wojny północnej, które dodatkowo utrudniały codzienne życie udręczonych ludzi.
Z długofalowymi skutkami "zimy tysiąclecia" zmagano się jeszcze kilka lat. Dopiero po pewnym czasie udało się w pełni przywrócić do normy funkcjonowanie wielu gospodarek. Na szczęście tak straszna – i, zdaniem klimatologów, zupełnie nadzwyczajna - zima miała się już nie powtórzyć.
Źródło: Polskie Radio/Michał Czyżewski