Ta kobieta hipnotyzowała pół Europy. "Kożuch włosów, wybryk natury"
Puszyste włosy o długości 185 centymetrów. To wszystko dzięki stosowaniu specjalnej pomady, która od stanu "słabego porostu" w krótkim czasie stwarza na głowie stan bujności. Anna Csillag królowała ponad sto lat temu w reklamach prasowych i obiecywała spełnienie marzeń.
2026-03-11, 07:58
"Kożuch włosów, wybryk natury"
Jak wyglądała? "Kobieta o kształtach raczej silnych i przysadkowatych, o twarzy pełnej energii i doświadczenia. Z głowy tej damy spływał ogromny kożuch włosów, staczał się ciężko z pleców i wlókł się końcami grubych splotów po ziemi. Był to jakiś nieprawdopodobny wybryk natury, płaszcz fałdzisty i obfity (…) i trudno było wyobrazić sobie, żeby ten ciężar nie sprawiał dotkliwego bólu i nie obezwładniał obarczonej nim głowy". (Bruno Schulz, "Sanatorium pod Klepsydrą")
Ale ten kożuch włosów nie mógł sprawiać bólu – dama wyglądała na szczęśliwą. Albo przynajmniej na taką, która chce swoją receptą na najdłuższe włosy świata podzielić się z innymi. Nie ma jednak nic za darmo. Bo ta kobieta we włosach, Anna Csillag, przemawiała z reklam.
"Wysyłka codziennie na cały świat"
Wszystko działo się od końca XIX wieku aż do lat przed II wojną światową. Reklamy z Anną Csillag pojawiały się, jeszcze za czasów monarchii austro-węgierskiej, w prasie niemieckojęzycznej, ale miały też swoje inne wersje: węgierskie, polskie, czeskie, rosyjskie. Anna Csillag była gwiazdą swojej epoki, pobudzającym wyobraźnię fenomenem, hipnotyzującą bohaterką pięknej bajki.
Bajka ta zaczynała się, w każdym ze wspomnianych języków, od frazy: "Ja, Anna Csillag".
Ogłoszenie prasowe z 1924 roku. Fot. domena publiczna
Ogłoszenie prasowe z 1889 roku. Fot. domena publiczna Jak widać, włosy miały 85 (częściej) lub 80 cm długości. Wszystko to dzięki 14-miesięcznej kuracji pomadą wynalezioną przez Annę Csillag. Produkt skierowany był również do mężczyzn – pomada miała wpływać na porost brody, nadawać zarostowi gęstość, połysk i chronić (to już niezależenie od płci klienta) włosy przed siwizną.
Narodziny "apostołki włochatości"
Do tych informacji Bruno Schulz dodał w swoim opowiadaniu, mocą pisarskiej wyobraźni, dodatkowe dane. W świecie wykreowanym przez mistrza z Drohobycza początki Anny Csillag były dramatyczne.
"Z dopustu bożego dotknięta była słabym porostem. Całe miasteczko litowało się nad tym upośledzeniem, które wybaczano jej ze względu na nienaganny żywot, chociaż nie mogło ono być całkiem niezawinione. I oto stało się na skutek gorących modłów, że zdjęta była z jej głowy klątwa. Anna Csillag dostąpiła łaski oświecenia, otrzymała znaki i wskazówki i sporządziła specyfik, lek cudowny, który jej głowie przywrócił urodzajność".
I tak Anna Csillag "zaczęła porastać we włosy". Ale hojność specyfiku nie znała granic. Mąż Anny, jej bracia i kuzynowie "z dnia na dzień opilśniali się tęgim, czarnym futrem zarostu". Mężczyźni stawali się "brodaci po pas", w całym miasteczku autorki pomady zakłębiło się od "falujących czupryn i grzyw ogromnych".
Jak pięknie to opisał Bruno Schulz, "Anna Csillag stała się apostołką włochatości". Ale nie wystarczyło jej uszczęśliwienie rodzinnego miasta. Chciała swoim wymodlonym lekiem "uszczęśliwić świat cały". A jak ów świat miał się o niej dowiedzieć, jeśli nie za pomocą potężnego prasowego medium.
Druk z ok. 1900 r. Albertina, Wiedeń. Fot. Europeana/domena publiczna W poszukiwaniu Anny Csilllag
Wśród znawców nie ma pewności, czy Anna Csillag istniała naprawdę, czy była jedynie produktem genialnej kampanii marketingowej. Niektórzy sądzą, że to postać fikcyjna, inni, jak choćby austriacka badaczka Eva Offenthaler, dowodzą, że bohaterka reklam obiecujących włosy do ziemi miała swój realny pierwowzór. Daleko mu było jednak do pięknej bajki o początkowo łysiejącej "apostołce włochatości" urodzonej (jak dopowiadała legenda) gdzieś na Morawach.
Prawdziwa Anna Csillag żyła długo (1852-1940), była węgierską przedsiębiorczynią, prowadziła firmę produkującą środki do pielęgnacji ciała (z siedzibą min. w Budapeszcie i we Wiedniu). Pod koniec XIX wieku fabryka kierowana przez Annę Csilllag istniała również w Berlinie. A wśród sprzedawanych "na cały świat" produktów spółki Anny Csillag znajdowały się, prócz słynnej pomady, także mydła czy grzebienie.
Jak widać, mało tu fantastycznych epizodów z boskim darem prawie dwumetrowych włosów. Ale przecież wiemy, że reklama rządzi się swoimi prawami i nie o rekonstrukcję faktów w niej chodzi, a o sprzedanie produktu. A to – dzięki fascynującym opowieści zaczynających się "Ja, Anna Csillag" – doskonale się udawało.
Fryzura damska, 1920-1935 r. Fot. NAC Prześlij Annie swoje włosy
Przekaz reklamowy z Anną Csillag wzmacniany był jeszcze dwiema sztuczkami, znanymi zresztą do dziś. Po pierwsze, powoływano się na rekomendację, a przynajmniej akceptację, znawców. "Środek dopuszczony jest do sprzedaży przez warszawski Urząd Lekarski na ogólnych zasadach handlowych", informowało jedno z ogłoszeń z Anną Csillag. Inne dodawało: "Analityczno-chemicznie zaopiniowano i polecono przez panów – dra Leo Liebermanna, profesora i przewodnika chemiczno-analizowego zakładu królewskiego w Budapeszcie, i Josefa Szevesuka, profesora chemii w Budapest".
Niestety, jak wykazały współczesne Csillag analizy, już nie na potrzeby reklamy, jej produkty były dalekie od "najlepszych na świecie": zwykłe mydło toaletowe czy zwykła herbata rumiankowa (do mycia głowy).
Druga sztuczka miała na celu przyciągnięcie klientów i pewnie zbudowanie sobie bazy potencjalnych odbiorców. Jak zobaczymy w poniższym fragmencie z prasy międzywojennej, nie chodziło już tylko o pomadę, ale ogólnie o problematykę zdrowia włosów. Zwróćmy również uwagę, że badanie, do którego zachęcał ten tekst, miało być bezpłatne i bez zobowiązań. Sama Anna Csillag zapłaciłaby każdemu 1000 zł, kto udowodniłby, że musiał ponieść koszty związane z analizą swojego owłosienia.
Ogłoszenie prasowe z 1933 roku. Fot. domena publiczna Ponadczasowa "bogini uwłosienia"
Anna Csillag dawno przeszła z drapieżnej i bezwzględnej dziedziny sprzedaży do świata, w którym stała się symbolem minionej pięknej epoki, sygnałem nostalgii, ambasadorką mitu. Tak przedstawił ją Bruno Schulz w cytowanym tu wcześniej "Sanatorium pod Klepsydrą" (1937), tak, dekady później, Czesław Miłosz w "Traktacie poetyckim" (1957).
Publicysta łódzkiego dziennika "Głos Poranny" z grudnia 1936 roku pisał: "Anna Csillag uśmiechała się do nas w dzieciństwie. Jej przepyszne włosy sięgały stóp. Nosiła czarną aksamitną suknię i złocistą narzutkę. Lewą ręką przytrzymywała oszyty koronką fartuszek, w prawej miała gałązkę z trzema białymi liliami. Widziałem tę dorodną postać na tle ogłoszeń w dzienniku. Ogłoszenia zapowiadały cudowne życie".
Również w latach 30. XX wieku Józef Wittlin napisał wiersz "À la recherche du temps perdu" (z fran. "W poszukiwaniu straconego czasu"), w którym wciąż, wbrew przemijaniu i okropnościom I wojny, królowała Anna.
"Jak lilię trzymam gałązkę z gwiazdami,
Czas mej anielskiej urody nie zmienia,
Puszysty włosów rozpuszczonych dywan
Szumna kaskadą do stóp moich spływa,
Do bosych stóp bogini uwłosienia. (…)
Mnie, Annie Csillag, nawet w one lata,
Gdy krwią twych braci spłynęło pół świata,
I krew – czernidło drukarskie załała,
I śmierć z sąsiednich szpalt na mnie wołała, –
Ani jeden nie posiwiał włos,
Ani jeden nie spadł z głowy włos.
I na koniec jeszcze ważna przestroga za jednym z dopisków ogłoszeń: "Trzeba się strzec przed bez znaczenia naśladownictwem i kupować tylko od tylu lat sławnej ANNA CSILLAG pomady".
Źródło: Polskie Radio/jp
Magdalena Lachman, "Role model (in) advertising?", "Acta Universitatis Lodziensis. Folia Littereraria Polonica", 6(44) 2017; Eve Offenthaler, "Biographie des Monats: Ich, Anna Csillag – ein k. k. Marketingstar", Institut Österreichisches Biographisches Lexikon und biographische Dokumentation, April 2012; Małgorzata Kitowska-Łysiak, "Ja, Anna Csillag...", brunoschulz.org; Jan Gondowicz, "Csillag znaczy gwiazda", w tegoż: "Duch opowieści", Warszawa 2014; prasa z przełomu XIX i XX wieku oraz międzywojenna.