Astronomowie "zgubili" kometę. Miała zderzyć się z Ziemią

27 lutego 1826 roku Wilhelm von Biela, austriacki oficer i astronom-amator, obliczył orbitę komety, którą nazwano później jego imieniem. Obiekt niebawem wywołał sensację, gdy uczeni przedstawili niepokojące prognozy. A potem stało się coś, czego nikt się spodziewał.

2026-02-27, 05:52

Astronomowie "zgubili" kometę. Miała zderzyć się z Ziemią
Kometa Bieli i jej "towarzysz" obserwowani w lutym 1846 roku. Rycina z francuskiej książki "Przestrzeń kosmiczna, natura tropikalna oraz fizyczny opis wszechświata" z 1866 roku. Foto: British Library/domena publiczna

Zagadka powracających komet

Pierwszy raz kometę w marcu 1772 roku zauważyli niezależnie od siebie dwaj Francuzi:  Jacques Leibax Montaigne i Charlesa Messiera. Jej ponowny przelot zarejestrował w grudniu 1805 roku inny francuski astronom Jean-Louis Pons.

Wówczas nie powiązano jednak tych zdarzeń i nie stwierdzono, że chodzi o to samo ciało. Wprawdzie dwóch niemieckich astronomów - Carl Gauss i Heinrich Olbers - widziało pewne podobieństwa, ale zabrakło im danych, by udowodnić tożsamość obiektu.

Zjawisko okresowości komet, czyli tego, że pojawiają się one na niebie w regularnych odstępach czasu, nie było wówczas dobrze ugruntowane w świadomości naukowej. Znano tylko dwie komety okresowe: Halleya i Enckego, obie opisane dopiero w drugiej połowie XVIII wieku. Astronomowie byli jednak coraz bardziej świadomi, że takich obiektów musi być więcej.

Rysunek komety Bieli wykonany na podstawie obserwacji z 1846 roku. Fot. Wikimedia/domena publiczna Rysunek komety Bieli wykonany na podstawie obserwacji z 1846 roku. Fot. Wikimedia/domena publiczna

Zgodnie z obyczajem kometom tym nadawano im imię na cześć badacza, któremu udało się obliczyć ich orbitę i określić czas powrotu. To właśnie stało się udziałem Wilhelma von Bieli, astronoma-amatora oraz kapitana armii austriackiej pełniącego służbę w twierdzy Josephstadt w czeskim Jaromierzu (wówczas leżącym na terenie Cesarstwa Austrii).

Biela podczas obserwacji komety 27 lutego 1826 roku dokonał obliczeń i odkrył, że jej okres wynosi 6,6 roku i że kolejnym razem będzie można ją zobaczyć jesienią 1832 roku. Okazało się jednak, że kometa Bieli nie była wcale tak przewidywalna, jak się wydawało.

Kosmiczne strachy

Dzięki rozwijającym się w XVIII i XIX wieku technikom obserwacyjnym zjawiska astronomiczne zaczęły cieszyć się dużym zainteresowaniem. Prosty lud nadal pielęgnował zabobony, według których komety były manifestacjami sił wyższych, znakami lub proroctwami jakichś nieszczęść, ale światlejsza część społeczeństwa też nie była wolna od lęków.

Świadomość, że w pobliskiej przestrzeni kosmicznej poza naszą kontrolą poruszają się ogromne i potencjalnie niebezpieczne skały, wywoływała pewną nerwowość. Lęk przed zagładą przygotował grunt pod wyolbrzymione reakcje. Gdy zgodnie z rachubą Bieli kometa powróciła w 1932 roku, wśród ludzi gruchnęła nagle straszna wieść: astronomowie obliczyli, że koma (pyłowo-gazowy obłok wokół jądra komety) tego obiektu przetnie orbitę Ziemi.

Katastroficzne nagłówki prasowe wywołały panikę, którą uspokajać musiał m.in. wybitny francuski uczony François Arago. Zwrócił uwagę, że gazety w pogoni za sensacją "zapomniały" wspomnieć, że naszej planety nie będzie wcale w tym miejscu orbity, w którym przeleci kometa.

Jeden z wielu XIX-wiecznych nagłówków straszących kosmicznym końcem świata. Pierwsza strona chilijskiej gazety z ilustracją i tytułem "Nieuniknione zderzenie Ziemi z kometą Biela". Fot. Biblioteca Nacional Digital de Chile/domena publiczna Jeden z wielu XIX-wiecznych nagłówków straszących kosmicznym końcem świata. Pierwsza strona chilijskiej gazety z ilustracją i tytułem "Nieuniknione zderzenie Ziemi z kometą Biela". Fot. Biblioteca Nacional Digital de Chile/domena publiczna

Ludzkość odetchnęła z ulgą, ale nie przestała patrzeć z niepokojem w niebo. W XIX wieku nie było jeszcze zaawansowanych modeli obliczania trajektorii kolizyjnych, więc kosmicznymi skałami można było straszyć wielokrotnie. Pod koniec stulecia austriacki popularyzator nauki Rudolf Falb ogłosił na przykład, że do zderzenia komety Bieli z Ziemią dojdzie 13 listopada 1899 roku (jak wiemy, nie doszło).

Wspomniany wcześniej Heinrich Olbers dał Ziemianom więcej czasu. W 1828 roku wyliczył, że do apokaliptycznej kolizji dojdzie za mniej więcej 2500 lat od tej daty. Zainspirowało to rosyjskiego pisarza Władimira Odojewskiego do wydania w 1835 roku powieści fantastycznej "Rok 4338. Listy z Petersburga", w której mowa jest właśnie o nadciągającej zagładzie.

Tymczasem w kolejnych dekadach wydarzyło się coś, co na bardzo długo zafrapowało świat nauki i w gruncie rzeczy do dziś pozostaje zagadką.

Kometa Bieli i jej "towarzysz" obserwowani w lutym 1846 roku. Rycina z francuskiej książki "Przestrzeń kosmiczna, natura tropikalna oraz fizyczny opis wszechświata" z 1866 roku. Fot. British Library/domena publiczna Kometa Bieli i jej "towarzysz" obserwowani w lutym 1846 roku. Rycina z francuskiej książki "Przestrzeń kosmiczna, natura tropikalna oraz fizyczny opis wszechświata" z 1866 roku. Fot. British Library/domena publiczna

Zagubiona kometa

Wiosną 1839 roku komety Bieli nie udało się zaobserwować z powodu niesprzyjającego wzajemnego układu Ziemi, Słońca i badanego obiektu. Gdy zaś ciało powróciło na przełomie lat 1845 i 1846, obserwatorzy stwierdzili, że stało się coś dziwnego - wyglądało na to, że kometa ma towarzystwo. Obok niej znajdował się mniejszy obiekt, który poruszał się tą samą prędkością. Obydwa ciała zmieniały jasność i rozwijały warkocze, zbliżając się do Słońca. Podobne spostrzeżenia poczyniono w 1852 roku, ale to był dopiero początek zaskakujących fenomenów.

Zgodnie ze swym okresem kometa Bieli powinna ukazać się kolejno w 1859,1865 i w 1872 roku. Ale jej nie było - nawet podczas idealnych warunków do obserwacji. We wrześniu 1872 roku stwierdzono za to, że w tej części nieba, gdzie obiekt miał przelecieć, pojawił się jasny rój meteorów, które przecinały firmament z częstotliwością 3 tysięcy na godzinę.

Rój meteorów z 1872 roku na ilustracji w książce "Niebo" francuskiego pisarza popularnonaukowego Amédée Guillemina. Fot. Wikimedia/domena publiczna Rój meteorów z 1872 roku na ilustracji w książce "Niebo" francuskiego pisarza popularnonaukowego Amédée Guillemina. Fot. Wikimedia/domena publiczna

Dziś większość badaczy uważa, że w latach 40. XIX wieku kometa Bieli rozpadła się na co najmniej dwie części (mogło być ich więcej, ale te dwie dało się obserwować), zaś po niespełna dwóch dekadach rozleciała się na niezliczoną ilość drobin, z których część zapewniała swego czasu nadzwyczajne spektakle "spadających gwiazd" (27 listopada 1885 roku w ciągu godziny pokazało się ich nawet kilkadziesiąt tysięcy).

Intensywność tych rojów meteorytów - zwanych "Andromedydami" lub "Bielidami" - malała z czasem i dziś już prawie się ich nie zauważa. I choć ich pochodzenie od komety Bieli w zasadzie nie budzi wątpliwości, to poszukiwania obiektu bynajmniej nie ustały. Wciąż niektórzy (jak Rudolf Falb w 1899 roku) wierzą, że kometa nie uległa jednak całkowitemu zniszczeniu w XIX wieku.

Do czasu, gdy jej los nie zostanie wyjaśniony za pomocą bezsprzecznych dowodów, kometa Bieli ma status "zgubionej przez astronomów".

Źródło: Polskie Radio/Michał Czyżewski

Polecane

Wróć do strony głównej