Szkielet zamiast policjanta. Ten wynalazek naprawdę opatentowano w USA
Aresztanta zamyka się w ciemnym pokoju. Nagle pojawia się przed nim kościotrup z płonącymi na czerwono oczyma i strasznym głosem. Zjawa żąda przyznania się do winy, a jednocześnie... kręci film. Sto lat temu ktoś uznał, że to najlepsza metoda na egzekwowanie prawa w Ameryce.
2026-03-06, 08:00
Pani Shelby chce ocalić Amerykę
Lata 20. XX wieku były dramatycznym okresem w historii Stanów Zjednoczonych. Wprowadzona w 1919 roku prohibicja, w zamierzeniu mająca ukrócić społeczne problemy związane z nadużywaniem alkoholu, doprowadziła do gwałtownego wzrostu przestępczości zorganizowanej i rozlania się przemocy po całym kraju. Kiepską sytuację potęgowało rosnące bezrobocie i napływ imigrantów (głównie z Włoch i Irlandii).
Liczba wyroków skazujących wzrosła o 561 procent, a osadzonych w więzieniach federalnych o 366 procent. Zdaniem niektórych to było wciąż za mało, bo części przestępców udawało się uniknąć kary. I wtedy Helene Adelaide Shelby uznała, że czas, by coś z tym zrobić.
Niewiele o niej wiadomo. Jeden z nielicznych śladów, jakie po sobie pozostawiła, to patent o numerze US1749090. Czytamy tam, że była mieszkanką Oakland w Kalifornii, że wniosek o uzyskanie patentu złożyła latem 1927 roku i że urząd przyznał jej go 4 marca 1930 roku. Dowiadujemy się też, co uważała za największą bolączkę amerykańskiego sądownictwa.
"W praktyce kryminalnej prawie zawsze dochodzi do sytuacji, w której osoby podejrzewane o popełnienie przestępstwa, przesłuchiwane za pomocą zwyczajnych środków, odwołują później swoje zeznania, twierdząc, że zostały one uzyskane poprzez zastraszanie lub pod przymusem" – stwierdziła.
Zatroskana kobieta opracowała więc projekt "nowego i użytecznego urządzenia do uzyskiwania zeznań od sprawców lub podejrzanych oraz do rejestrowania tych zeznań" i postanowiła podzielić się z Ameryką swoim pomysłem. Patent pani Shelby wprowadza nas w świat jej wyobraźni, którą kształtowały, jak można przypuszczać, domy strachów w lunaparkach lub opowiadane przed snem niesamowite opowieści.
Jeden z dołączonych do wniosku patentowego rysunków ilustrujących działanie wynalazku Helene Adelaide Shelby. Fot. Google Patents/domena publiczna Upiór śledczy
Opis patentowy ze szczegółami referuje koncepcję "użytecznego urządzenia". Niczego nie podejrzewającego gagatka, z którego należało wydobyć obciążające go zeznania, zamyka się w ciemnym pokoju. W pomieszczeniu obok siedzi policjant, ale aresztant ma się o tym nie dowiedzieć. Zamiast człowieka ujrzy za chwilę coś tak przerażającego, że wywrze to "na osobie przesłuchiwanej wrażenie nadprzyrodzonego charakteru i będzie oddziaływać na jej wyobraźnię", aż wywoła "stan umysłu skłaniający tę osobę, jeśli jest winna, do złożenia zeznań".
Tym czymś jest pokaźnych rozmiarów sztuczny szkielet, otoczony "przezroczystą zasłoną" i umiejętnie podświetlony "wieloma elektrycznymi światłami", by wyglądał jak zjawa nie z tej ziemi. W oczodołach czaszki należy umieścić czerwone żarówki, bo krwawo świecące oczy bez wątpienia są straszniejsze od tych, które nie świecą.
Ukryty za ścianą policjant ma możliwość sterowania niektórymi elementami "upiora", a przede wszystkim może mówić do ustnika tuby, której wylot znajduje się w "ustach" kościotrupa. Dzięki konstrukcji tuby głos policjanta zmienia się w dudniący głos "potwora".
To nie wszystko. W czaszce "zjawy" umieścić trzeba kamerę rejestrującą obraz i dźwięk. Chodzi o wykazanie przed sądem, że podejrzany w konkretnych widocznych na nagraniu momentach przesłuchania mówi prawdę. Wynika to z przyjętej przez autorkę teorii, że słowa wypowiadane w chwili autentycznego przerażenia są w stu procentach szczere.
Zdaniem pani Shelby, gdy film zostanie odtworzony na sali sądowej, podsądny nie będzie mógł się wykręcić odwoływaniem zeznań, skoro jak na dłoni będzie widać, że skonfrontowany z koszmarnym kościotrupem nie miał odwagi kłamać.
Jeden z dołączonych do wniosku patentowego rysunków ilustrujących działanie wynalazku Helene Adelaide Shelby. Fot. Google Patents/domena publiczna Szkielet musi odejść
Projekt uzyskał wprawdzie ochronę patentową, ale nie ma żadnej wzmianki o tym, by ktokolwiek rozważał wprowadzenie tego pomysłu w życie. Wynalazczyni nie argumentowała w żaden sposób poglądu, że tego rodzaju spektakl musi zadziałać na każdego łotra. Nie zastanawiała się, co będzie, gdy zamiast błagań o litość operator za ścianą usłyszy chichot, albo jak długo taka metoda byłaby skuteczna, gdy wieść o niej rozeszłaby się wśród amerykańskich gangsterów.
Nawet gdyby okazało się, że Helene Adelaide Shelby miała rację i kościotrup istotnie działa zgodnie z założeniami, wartość dowodowa przyznania się do winy byłaby zerowa - przynajmniej od 1961 roku. Amerykański Sąd Najwyższy uznał wówczas jednoznacznie, że wymuszone zeznania nie mogą zostać dopuszczone w procesie przeciw danej osobie.
Patent wygasł 4 marca 1947 roku, a pomysł pani Shelby zasilił szeregi odrzuconych przez ludzkość idei naprawy świata, które były tyleż naiwne, co kuriozalne.
Źródło: Polskie Radio/Michał Czyżewski