Nie tylko pod Oliwą. Mało znane zwycięstwo Polaków nad Szwedami na morzu

Każdy miłośnik dziejów polskiego oręża zna bitwę morską pod Oliwą z 1627 roku, w której polska flota pokonała szwedzką eskadrę. Prawie 20 lat wcześniej poddani polskiego króla pokonali nieprzyjaciół z północy w nocnym starciu pod Salis. Hetman Chodkiewicz udowodnił, że Szwedzi powinni się go bać nie tylko na lądzie, ale również na morzu.

2026-03-30, 11:49

Nie tylko pod Oliwą. Mało znane zwycięstwo Polaków nad Szwedami na morzu
Fragment mapy Inflant, J. Danckerts, koniec XVII w.Foto: Polona

Wojna o Inflanty (ob. Łotwa i Estonia) toczona między Rzecząpospolitą i Szwecją w latach 1600-1611 obfitowała w wiele mniejszych i większych starć. Inflanckie twierdze przechodziły na zmianę w ręce jednych i drugich. Żadna ze stron nie potrafiła zdobyć przewagi i przechylić szali na swoją korzyść. Oddziały polsko-litewskie, choć często głodne i nieopłacone, przedstawiały większą wartość bojową niż lepiej zorganizowani i liczniejsi Szwedzi.

Polacy i Litwini odnieśli wiele zwycięstw, tryumfowali m.in. pod Kiesią (1601), Kokenhausen (1601), Białym Kamieniem (1604) i, rzecz jasna, pod Kircholmem (1605). Ale nawet ta ostatnia bitwa, podczas której król szwedzki Karol IX został ranny i w popłochu uciekał z resztką rozbitej w pył armii, nie miała ostatecznie większego znaczenia. Szwedzi na nowo zbierali siły i przeprowadzali kolejne ofensywy.

Na ratunek Chodkiewicz

Głównodowodzącym słabych oddziałów Rzeczypospolitej w Inflantach był hetman wielki litewski Jan Karol Chodkiewicz, który w czasie tej wojny zapracował na miano wybitnego dowódcy. Niedługo po Kircholmie udał się do Polski, gdzie wybuchł rokosz (bunt szlachty) wymierzony w króla Zygmunta III. Hetman stanął po stronie monarchy i rozbił rokoszan w bitwie pod Guzowem w lipcu 1607 roku.

Poza rokoszem króla i jego poddanych angażowały sprawy wschodnie i walka o tron w pogrążonej w kryzysie Moskwie. Sprawa Inflant, i tak nieciesząca się wielkim zainteresowaniem wśród społeczeństwa, schodziła powoli na dalszy plan.

W tym czasie Szwedzi, korzystając z zamieszania w Rzeczypospolitej, złamali podpisany niedawno rozejm i bez większych problemów zdobyli kilka inflanckich twierdz. W 1608 roku na północny teren działań zbrojnych wrócił Chodkiewicz. Hetman miał do dyspozycji niecałe 2 tys. ludzi. Mimo tak lichych sił, ruszył ponownie odzyskiwać utracone zamki.

Panorama Parnawy w 1554 r. Fot. Wikimedia Panorama Parnawy w 1554 r. Fot. Wikimedia

Podstęp za podstępem

W marcu 1609 roku podszedł pod zajętą przez Szwedów Parnawę, miasto położone nad Zatoką Ryską, obecnie w Estonii, wówczas stolica woj. parnawskiego. Pierwszy szturm zakończył się niepowodzeniem, siły Chodkiewicza zostały odparte ostrzałem artyleryjskim z murów. Hetman nie zrezygnował jednak z odbicia twierdzy i postanowił uciec się do podstępu.

Skrył się ze swoimi poddanymi w pobliskim lesie, nakazał im absolutną ciszę i wydał zakaz rozpalania ognia, co było szczególnie uciążliwe w związku utrzymującą się zimową aurą. Po całym dniu czuwania na mrozie, oddziały Chodkiewicza podeszły w nocy pod mury. Tym razem Szwedzi nie zachowali czujności, przekonani, że nieprzyjaciela nie ma już w pobliżu. Polsko-litewskie oddziały wysadziły bramy, zajęły miasto i zmusiły załogę zamku do kapitulacji. Chodkiewicz przejął liczne działa oraz statki handlowe, łodzie i barki, a do tego na jego stronę przeszło 155 Szkotów służących w szwedzkiej armii.

Hetman nie zabawił długo w Parnawie. Gdy doszły go słuchy, że zagrożona przez Szwedów jest kluczowa Ryga, czym prędzej wyruszył na południe, by uratować miasto. Nie udał się tam jednak drogą lądową, ale morską. Zdobyte w Parnawie jednostki wyposażył w działa, obsadził piechotą i najętymi majtkami i na czele tak skompletowanej eskadry wyruszył w stronę Rygi. Po drodze postanowił zająć port w Salis (ob. Salacgriva na Łotwie).

W nocy z 23 na 24 marca 1609 roku eskadra Rzeczypospolitej zaatakowała przeciwnika. Pewni siebie Szwedzi nie spodziewali się zagrożenie od strony morza i nie zachowali czujności. Inflanccy dywersanci wpuścili do portu dwa podpalone brandery – okręty-pułapki wypełnione prochem. Dwie zakotwiczone jednostki szwedzkie zajęły się ogniem i wkrótce poszły na dno. Pozostałe okręty znalazły się pod silnym ogniem dział i piechoty. Kompletnie zaskoczeni całym zajściem Szwedzi ratowali się i pozostałe okręty ucieczką w pełne morze.

Panorama Rygi z 1574 roku. Fot. Wikimedia Panorama Rygi z 1574 roku. Fot. Wikimedia

I podstęp raz jeszcze

Bitwa była skończona, port Salis z zapasami broni i żywności wpadł w ręce polsko-litewskich oddziałów. Wkrótce hetman pojawił się pod Rygą. Wobec znaczącej przewagi liczebnej Szwedów oblegających miasto, po raz kolejny... uciekł się do podstępu. Podszedł pod miasto, po czym upozorował ucieczkę i przeszedł przez most na Dźwinie.

Pewny siebie nieprzyjaciel rzucił się za nim w pościg. Gdy szwedzka straż przednia przeszła na drugą stronę rzeki, Chodkiewicz dał sygnał do ataku i rozbił tę część armii przed nadejściem głównych sił. Tyle wystarczyło, by przekonać Szwedów do zakończenia oblężenia.

Chodkiewicz w krótkim czasie trzykrotnie pokazał, jak ważne w działaniach zbrojnych może być wykorzystanie efektu zaskoczenia. W czasie tej wojny hetman był prawdziwym postrachem Szwedów. Jego zwycięstwa na niewiele się jednak zdały. Dwa lata później konflikt, który nie przyniósł Rzeczypospolitej żadnych korzyści, dobiegł końca. Z kolejnych wojen ze Szwecją państwo polsko-litewskie wychodziło jeszcze gorzej.

Źródła: Polskie Radio/th

H. Winser, Kircholm 1605, 1987;

L. Podhorodecki, Rapier i koncerz, 1985.

Polecane

Wróć do strony głównej