Burza wokół mandatu za rajd na Morskie Oko. Policja ujawniła nowe fakty

Tatrzańska policja wszczęła dochodzenie w sprawie mężczyzny, który sportowym samochodem wjechał pod Morskie Oko. W komunikacie służb pojawiło się wyjaśnienie, dlaczego influencer otrzymał tak niską karę. 

2026-05-23, 20:17

Burza wokół mandatu za rajd na Morskie Oko. Policja ujawniła nowe fakty
Influencer uwiecznił swoją wyprawę pod Morskie Oko. Foto: Deposit/East News

Ukraiński influencer wjechał samochodem nad Morskie Oko

W piątek 22 maja influencer z ukraińskim obywatelstwem, mimo zakazu ruchu na terenie TPN, wjechał pod samo Morskie Oko sportową corwetą. Mężczyzna przejechał w ten sposób ponad osiem kilometrów chronioną trasą, relacjonując wyprawę w swoich mediach społecznościowych. Droga ta przeznaczona jest wyłącznie dla uprawnionych pojazdów oraz służb. Sprawca tłumaczył jednak zajście niejasnością w przepisach. Mężczyzna za rajd otrzymał jedynie 100 złotych mandatu, co wywołało falę oburzenia w sieci.

W sprawę włączyła się tatrzańska policja, tłumacząc początkową reakcję. "Ponieważ interwencja wobec tego mężczyzny przeprowadzona była poza terenem parku narodowego, a człowiek ten wprowadził w błąd interweniujących policjantów co do rzeczywistego celu podróży, został wtedy ukarany jedynie mandatem w wysokości 100 złotych za niestosowanie się do znaków drogowych" - czytamy z komunikatu zakopiańskiej policji. Strażnicy Tatrzańskiego Parku Narodowego początkowo nie wiedzieli o incydencie. O wjeździe samochodu na teren objęty ochroną dowiedzieli się dopiero po publikacji zdjęć influencera w internecie. 

"Małopolska Policja niezwłocznie po uzyskaniu informacji o nowych okolicznościach tej sprawy wnioskowała do Urzędu ds. Cudzoziemców o zakaz wjazdu dla mężczyzny do Polski oraz krajów strefy Schengen na 5 lat" – informują funkcjonariusze. W sobotę szef MSWiA Marcin Kierwiński ogłosił, że influencer trafi na listę osób niepożądanych. W praktyce, decyzja ta oznacza zakaz wjazdu na teren Polski przez najbliższe pięć lat. Do sprawy odniósł się również Donald Tusk. Premier stwierdził, że "rajd budzi zrozumiałe oburzenie". 

Chciał sprawdzić, czy rzeczywiście obowiązuje zakaz wjazdu 

Po krytyce cudzoziemiec opublikował przeprosiny i tłumaczył, że błędnie zrozumiał informacje dotyczące dojazdu nad Morskie Oko. Wyjaśniał, że wraz z partnerką chcieli sprawdzić, czy rzeczywiście nie można tam dotrzeć samochodem. Mężczyzna napisał również, że "być może w pewnym sensie to wyjątkowe zdjęcie było warte tych 100 złotych", jednocześnie zaznaczając, że gdyby mógł ponownie podjąć decyzję, wybrałby pieszą wycieczkę.

Czytaj także:

Źródła: Polskie Radio/ JL 

Polecane

Wróć do strony głównej