Wyrok TSUE ws. neosędziów. "Politycy mieszali Polakom w głowie"
Trybunał Sprawiedliwości UE uznał, że nieprawidłowość, której dopuszczono się przy powołaniu sędziego, nie wystarczy sama w sobie, by stwierdzić, że sędzia ten nie jest niezawisły. - Zarówno po prawej i lewej stronie mamy winnych tego, że mieszano Polakom w głowach - powiedział w Polskim Radiu 24 Bartosz Pilitowski, Fundacja Court Watch Polska
2026-03-25, 13:15
Najważniejsze informacje w skrócie:
- TSUE orzekł, że sama nieprawidłowość przy powołaniu sędziego nie wystarczy by uznać, że nie jest on niezawisły
- TSUE powtórzyło w zasadzie rzeczy, które dla bacznych obserwatorów orzecznictwa trybunałów międzynarodowych były oczywiste - ocenił Bartosz Pilitowski
- Wskazał, że w tej sprawie politycy z obu stron mieszali ludziom w głowach
Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że nieprawidłowość, której dopuszczono się przy powołaniu sędziego, nie wystarczy sama w sobie, by stwierdzić, że sędzia ten nie jest niezawisły. Według TSUE konieczna jest całościowa ocena wszystkich okoliczności towarzyszących powołaniu tego sędziego. W ten sposób unijny trybunał odpowiedział na pytania polskiego sądu o dopuszczalność kwestionowania statusu sędziów powołanych przy udziale Krajowej Rady Sądownictwa (KRS), ukształtowanej po 2017 r.
- To jest taki wspaniały wyrok, który łączy wszystkie strony, wszystkich polityków. Wszyscy się cieszą - powiedział Bartosz Pilitowski. - Tymczasem TSUE powtórzyło w zasadzie rzeczy, które dla bacznych obserwatorów orzecznictwa trybunałów międzynarodowych były oczywiste - ocenił.
Posłuchaj
Forsowanie agendy politycznej
Gość Polskiego Radia 24 tłumaczył, że neosędzia jest sędzią. Wskazał, że to, z czym mieliśmy do czynienia do tej pory, to bardzo często były życzenia różnych "prawniko-polityków". - Osób, które owszem ze swojej profesji korzystały, czyli miały wiedzę prawniczą, umiejętność posługiwania się żargonem prawniczym, ale wykorzystywały ten atut do tego, żeby tak naprawdę forsować pewną swoją agendę polityczną - dodał.
Zaznaczył, że ma na myśli "zarówno prawą, jak i lewą stronę". - Będę bezlitosny po prostu. Zarówno po prawej i lewej strony mamy winnych tego, że mieszano Polakom w głowach - podkreślił. Tłumaczył, że mieszano zarówno pod tym względem, że w ogóle nie ma żadnego problemu, jak i że wszyscy sędziowie, których powołał prezydent na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa, ukształtowanej na podstawie ustawy, którą przygotował PiS, nie są sędziami.
- Od początku trybunały międzynarodowe osądzały tylko i wyłącznie to, czy standard prawa do sądu był spełniony, a nigdy w tych orzeczeniach nie stwierdziły, żeby te osoby nie były sędziami - wyjaśnił ekspert. Wskazał, że "zawsze mówiły o nich per sędzia". - TSUE potwierdziło to, co już w zasadzie wiedzieliśmy - ocenił. Zwrócił uwagę, że "to byłby absurd twierdzić, że osoba, która akurat w tym czasie została powołana, to już jest na pewno ktoś, kto jest zły, nie ma kręgosłupa, polityczny nominat". Zwrócił uwagę, że byli wśród nich sędziowie awansowani.
Ustawa praworządnościowa
Unijny Trybunał wezwał Polskę do ustanowienia ram normatywnych pozwalających na ocenę możliwości wykonywania zadań przez osoby wadliwie powołane na stanowiska sędziowskie. W ten sposób - w ocenie sędziów z Luksemburga - uda się przywrócić zaufanie publiczne do systemu sądownictwa w Polsce i zapewnić poszanowanie zasady podziału władzy. Resort sprawiedliwości w październiku ub.r. przedstawił projekt tzw. ustawy praworządnościowej, czyli ustawy o "przywróceniu prawa do niezależnego i bezstronnego sądu ustanowionego ustawą poprzez uregulowanie skutków uchwał Krajowej Rady Sądownictwa, podjętych w latach 2018–2025". Projekt jest obecnie na etapie prac w sejmowej komisji, w lutym br. odbyło się publiczne wysłuchanie w jego sprawie.
- TSUE jasno mówi, że nie możemy wszystkich wrzucać do jednego worka i powinniśmy badać indywidualnie tę sprawę - podkreślił Pilitowski. Zaznaczył, że "ta ustawa od początku budziła bardzo duże wątpliwości z uwagi właśnie na generalizowanie". Przypomniał, że ministerstwo proponowało podział na grupy czerwoną, żółtą i zieloną. - Osoby, na przykład będące wcześniej adwokatami, trafiały do grupy czerwonej, czyli takiej, która w ogóle nie miała szans, od razu była wyrzucana do kosza - wskazał. - Te osoby miały być pozbawione w ogóle urzędu sędziowskiego, co jest niezgodne z konstytucją. Konstytucja mówi, że powołanie na sędziego jest dożywotnie - uzupełnił.
Pytany o podważanie wyroków, w których orzekał tzw. neosędzia, gość Polskiego Radia 24 krytycznie ocenił działanie sądów. - Jeżeli sąd drugiej instancji robi coś takiego, że nie patrzy na fakty, tylko patrzy wyłącznie na okoliczność, że dana osoba została powołana przez taką a nie inną radę i wyrok wyrzuca, nie patrząc w ogóle na przebieg sprawy, na cechy tego sędziego, to to jest nieporozumienie - ocenił.
- TSUE ws."neosędziów". Prof. Safian: nie jestem zaskoczony
- Ślubowanie sędziów TK. Żurek: tradycja, którą niekoniecznie należy kontynuować
- Rewolucja w KRS. Wawrykiewicz: minister będzie poszukiwał planu B
Źródło: Polskie Radio 24
Prowadzący: Jakub Kukla
Opracowanie: Filip Ciszewski