"Pan i władca" w PKOl? Korzeniowski o Piesiewiczu: zostawił wszystkich na lodzie

"Cyniczna gra", "kryzys wizerunkowy" i sportowcy w roli ofiar - tak Robert Korzeniowski na antenie Polskiego Radia 24 komentuje aferę wokół współpracy PKOl z giełdą Zondacrypto. Mistrz olimpijski zarzuca Radosławowi Piesiewiczowi wykorzystywanie ruchu olimpijskiego jako trampoliny do własnej kariery politycznej.

2026-04-22, 14:07

"Pan i władca" w PKOl? Korzeniowski o Piesiewiczu: zostawił wszystkich na lodzie
Robert Korzeniowski. Foto: Marysia Zawada/REPORTER

Najważniejsze informacje w skrócie:

  • Radosław Piesiewicz tłumaczy się z umowy z Zondacrypto, zapewniając, że świadczenia dla sportowców zostały zrealizowane
  • Robert Korzeniowski wskazuje, że na całej sytuacji ucierpieli sportowcy, którzy stali się "ofiarami cynicznego wykorzystania ich wizerunku"
  • Lekkoatleta zarzuca prezesowi PKOl, że traktuje komitet jak narzędzie do własnych celów i politycznej kariery

Zamieszanie wokół giełdy kryptowalut Zondacrypto przybiera na sile, a kolejne informacje o możliwych nieprawidłowościach skłoniły prezesa PKOl Radosława Piesiewicza do zwołania specjalnego briefingu. Szef komitetu przekonywał, że współpraca ze sponsorem przebiega zgodnie z ustaleniami - nagrody dla sportowców zostały wypłacone, a wszystkie świadczenia, w tym tokeny, trafiły na ich konta.

Do sprawy odniósł się na antenie Polskiego Radia 24 Robert Korzeniowski, czterokrotny mistrz olimpijski i doradca ministra sportu. Ocenił, że sytuacja przerodziła się w "zdecydowany kryzys wizerunkowy". - Oczywiście on ma w tle ekonomię, dramaty wielu osób, które inwestowały środki w wątpliwą giełdę, ale też i rozczarowania oraz smutek sportowców, którym obiecywano, a którzy reprezentowali nasz kraj. Dzisiaj są ofiarami cynicznego wykorzystania ich wizerunku - wskazał.

Podkreślił, że traktowanie Polskiego Komitetu Olimpijskiego, "jako czegoś na sprzedaż, potraktowanie jako trampolinę do własnej kariery politycznej, do zasilenia sobie konta stotusięcznymi pensjami, do promowania własnej osoby i wartości, które są dalekie od olimpizmu jest czymś, czemu trzeba powiedzieć stop". 

- Tego jest za wiele, jeśli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości, jaka jest rola - ja go nazywam obcym dla naszego ruchu olimpijskiego - Radosława Piesiewicza, to jest: wykorzystać, cynicznie prowadzić swoją grę i zostawić wszystkich na lodzie - dodał Korzeniowski.


Posłuchaj

Robert Korzeniowski gościem Krzysztofa Grzybowskiego (Polskie Radio 24) 21:10
+
Dodaj do playlisty

 

Korzeniowski punktuje "innowacje" w PKOl: wizerunek olimpijczyka wymaga absolutnej ochrony

Dopytywany przez Krzysztofa Grzybowskiego o obecność logotypów sponsorów na strojach sportowców, lekkoatleta zwrócił uwagę na istotną różnicę. Jak zaznaczył, czym innym jest eksponowanie marek w przypadku prywatnych klubów, a czym innym w odniesieniu do reprezentantów olimpijskich.

- Jeżeli sobie przypomnimy, jak wyglądają areny olimpijskie, to na nich nie ma żadnego banera, który byłby sponsorski. Tam są nazwy igrzysk, hasła olimpijskie. Na numerach zawodników startujących w igrzyskach olimpijskich nie ma żadnych logotypów sponsorów. Żadna siedziba komitetu olimpijskiego nie jest poddana procesowi marketingowemu - sponsorowi tytularnemu. Ta "innowacja" została wprowadzona w Polsce pod pretekstem załatwienia większej kasy, ale komu? Nie wiem za bardzo, bo na pewno nie dla sportowców - zauważył Korzeniowski.

Podkreślił, że powinna być "absolutna ochrona wizerunku olimpijczyka, a już tym bardziej nie narażanie go na promowanie firm, które mogą narażać jego samego na obniżenie wartości wizerunku, czy na jakikolwiek uszczerbek". - To nie jest jedyny sponsoring, gdybyśmy tak podchodzili do tego, to można byłoby brać pieniądze właściwie z każdego źródła, gdzie te pieniądze są. (...) Trzeba umieć powiedzieć "nie" - kontynuował. Wskazał, że Piesiewicz, czuje się jak "pan i władca" siedzący na tronie w PKOl-u.

Czytaj także:

Źródło: Polskie Radio 24
Prowadzący: Krzysztof Grzybowski
Opracowanie: Natalia Łomnicka

Polecane

Wróć do strony głównej