425 lat temu Polacy rozbili Szwedów. Wielkie zwycięstwo, które niczego nie zmieniło

7 stycznia 1601 roku doszło do bitwy pod Kiesią. Szwedzi – mimo efektu zaskoczenia i kilkukrotnej przewagi liczebnej – zostali rozbici przez oddziały Rzeczypospolitej. Zwycięstwo to udowodniło wyższość armii polsko-litewskiej nad szwedzką. I okazało się kolejnym wspaniałym tryumfem bez większego znaczenia.

2026-01-07, 20:31

425 lat temu Polacy rozbili Szwedów. Wielkie zwycięstwo, które niczego nie zmieniło
Atak husarii. Fragment obrazu "Bitwa pod Kłuszynem" aut. Szymona Boguszowicza z 1620 r.Foto: Wikimedia

Do starcia doszło pod Kiesią (łot. Cesis, niem. Wenden) na obecnej Łotwie. Wówczas miejscowość leżała w Rzeczypospolitej i była stolicą województwa wendeńskiego, utworzonego, podobnie jak woj. parnawskie (ze stolicą w Parnawie) i dorpackie (z Dorpatem, ob. Tartu, oba miasta w granicach dzisiejszej Estonii), w 1598 roku.

W 1600 roku między państwem polsko-litewskim, rządzonym przez Zygmunta III Wazę, a Szwecją, w której ten władca został zdetronizowany, wybuchła wojna o ten skrawek Europy nazywany Inflantami. Szwedzi posiadali północną część Estonii z Rewlem (ob. Tallinn). Monarcha ogłosił przyłączenie tych ziem do Rzeczypospolitej, wciągając w ten sposób kraj do walki ze Szwecją rządzoną przez jego stryja, Karola IX.

Szwedzka ofensywa

Wojna nie należała do najbardziej dynamicznych. Zwłaszcza strona polsko-litewska nie wykazywała się wielką aktywnością. Przeciwnie Szwedzi, którzy angażowali w Inflantach liczniejsze wojska, ale te odbiegały jakością od mniej licznych oddziałów Rzeczypospolitej.

Pod koniec 1600 roku główne polsko-litewskie siły pod dowództwem wojewody parnawskiego Macieja Dembińskiego zostały skoncentrowane pod Kiesią. Wojsko było nieliczne, głodne i, jak to często w dziejach Rzeczypospolitej bywało, nieopłacone, a przez to nieskore do walki. W tym czasie lepiej zorganizowani Szwedzi prowadzili ofensywę od północy.

Po odniesieniu sukcesów jesienią 1600 roku (zdobyli m.in. Parnawę) poddani Karola IX wstrzymali się od działań, czekając aż mróz zetnie rozmiękłe drogi. 6 stycznia 1601 roku zdobyli Dorpat i natychmiast ruszyli na południe. Jak podają historycy, już następnego dnia Szwedzi dotarli pod Kieś, oddaloną od Dorpatu o ponad 160 kilometrów. Albo więc doszło do omyłki w przekazach z epoki dotyczących daty, albo Skandynawowie wykazali się imponującą mobilnością, dyscypliną i determinacją.

Pogrom pod Kiesią

Zaskoczone niezapowiedzianą wizytą Szwedów były z pewnością oddziały polsko-litewskie. Żołnierze nieświadomi zbliżającego się zagrożenia spokojnie konsumowali obiad w obozie, gdy około godz. 14 pod zamkiem pojawiło się 3000 nieprzyjaciół. Podwładni Dembińskiego błyskawicznie uformowali chorągwie i zdołali powstrzymać natarcie straży przedniej. Efekt zaskoczenia minął i obie armie zaczęły przygotowania do bitwy.

Szwedzcy rajtarzy zastosowali karakol, znaną w zachodniej sztuce wojennej taktykę polegającą na wielokrotnym oddaniu ognia z broni palnej przez jazdę. Na niewiele się to zdało. Tym razem to Szwedzi zostali kompletnie zaskoczeni, gdy chorągwie Dembińskiego przeprowadziły kawaleryjską szarżę, typową dla staropolskiej sztuki wojennej. Niespodziewany atak na lewe skrzydło doprowadził do oskrzydlenia nieprzyjaciela i zmusił rajtarów do ucieczki.

Gdy umykający Szwedzi próbowali przekroczyć rzekę Gawię (Gauję), pod jeźdźcami załamał się lód. Wielu ludzi poniosło śmierć w lodowatych nurtach malowniczo płynącej rzeki. Na polu bitwy pozostała piechota, która walczyła zawzięcie i nie zamierzała się poddać. Na niewiele się to zdało - zginęła niemal w całości. Pod koniec starcia siły polsko-litewskie wsparł oddział dowodzony przez doświadczonego wojskowego, wojewodę wendeńskiego Jerzego Farensbacha. Zwycięstwo Rzeczypospolitej było już przesądzone.


Zamek w Kiesi, stan współczesny. Fot. archiwum prywatne Zamek w Kiesi, stan współczesny. Fot. archiwum prywatne/PR

Zwycięstwo bez znaczenia

Pod Kiesią Szwedzi stracili podobno nawet dwie trzecie sił. Nieporównywalnie mniejsze straty ponieśli podwładni Macieja Dembińskiego. W bitwie po stronie polsko-litewskiej uczestniczyło prawdopodobnie zaledwie 700 osób, głównie jazdy. Zginęło lub zostało rannych, według różnych źródeł, kilkudziesięciu ludzi. 

Jak oceniał historyk prof. Henryk Wisner, bitwa pod Kiesią była typowym starciem tej wojny. Strona polsko-litewska wykazywała się lepszym dowodzeniem i jakością wojska, ale ze względu na niewydolność machiny skarbowej nie była w stanie prowadzić długotrwałych kampanii.

Po bitwie doszło do konfliktu między Maciejem Dembińskim a jego żołnierzami. Oddziały polsko-litewskie wycofały się za linię Dźwiny, a dowódca udał się do swojej inflanckiej posiadłości. Zaledwie kilka tygodni później Szwedzi zajęli niebronioną Kieś i pojmali Dembińskiego. 

Bitew podobnych do tej ze stycznia 1601 roku było w tym okresie więcej. Najbardziej znanym starciem jest bitwa pod Kircholmem z września 1605 roku, gdy oddziały hetmana Jana Karola Chodkiewicza rozgromiły trzykrotnie liczniejsze siły Karola IX. Wspaniałe zwycięstwo miało niewielki wpływ na przebieg całej wojny. Ta toczyła się do 1611 roku ze zmiennym szczęściem.

Gdy do władzy w Szwecji doszedł Gustaw II Adolf, syn Karola IX, armia szwedzka przeszła gruntowną modernizację i stała się postrachem Europy. Zwycięstwa takie jak pod Kiesią przeszły do historii.

Źródło: Polskie Radio/th

H. Winser, Kircholm 1605, 1987; L. Podhorodecki, Rapier i koncerz, 1985.

Polecane

Wróć do strony głównej