Amerykanie użyli tajemniczej broni. "Nie mogliśmy się ruszyć, krwawiliśmy z nosa"

Podczas operacji w Wenezueli siły amerykańskie miały użyć potężnej broni, która pozwoliła im szybko poradzić sobie z żołnierzami ochraniającymi Nicolasa Maduro. Jeden z wojskowych opowiedział o wystrzale fali, która powaliła go na ziemię, uniemożliwiła poruszanie i doprowadziła do krwotoku i uczucia w głowie "jakby eksplodowała od środka". Doniesienia te zostały pośrednio potwierdzone przez Biały Dom. Możliwe zatem, że Amerykanie skorzystali z uderzenia mikrofalami.

2026-01-12, 20:00

Amerykanie użyli tajemniczej broni. "Nie mogliśmy się ruszyć, krwawiliśmy z nosa"
Amerykanie zaatakowali Wenezuelę 3 stycznia. Foto: LUIS JAIMES/AFP/East News

"Nie wiem jak to opisać". Co wystrzelili amerykańscy żołnierze?

Z relacji strażnika wynika, że Amerykanom udało się wyeliminować setki chroniących Maduro osób, nie ponosząc jednocześnie żadnych strat. Świadek ocenił, że użyto technologii innej niż wszystko co dotąd widział i o czym słyszał. Zgodnie z jego słowami, mundurowi stali na straży, gdy nagle wyłączyły się ich systemy radarowe. Później zobaczyli mnóstwo dronów nad swoimi pozycjami, a następnie kilka, "zaledwie osiem", śmigłowców. 

Mężczyzna oszacował, że z maszyn wyszło 20 żołnierzy. Choć byli nieliczni, mieli broń potężniejszą niż palna. - Byli bardzo zaawansowani technologicznie. Nie wyglądali jak nikt, z kim walczyliśmy wcześniej - powiedział żołnierz cytowany przez "New York Post".

Później miała zacząć się "rzeź". - Strzelali z taką precyzją i szybkością. Odnosiło się wrażenie, że każdy żołnierz wystrzeliwuje 300 pocisków na minutę - stwierdził świadek. Następnie na miejscu potyczki pojawiło się tajemnicza urządzenie. - Wystrzelili coś, nie wiem jak to opisać. To było jak bardzo intensywna fala dźwiękowa. Nagle poczułem jakby moja głowa eksplodowała od środka - opisywał wojskowy chroniący Maduro. W efekcie wystrzału on i jego koledzy zaczęli krwawić z nosa, niektórzy wymiotowali krwią. Upadli na ziemie i "nie mogli nawet wstać". 

Reakcja rzeczniczki Białego Domu

Rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt pośrednio potwierdziła tę relację. Podała bowiem dalej wpis na platformie X, w którym zamieszczono rozmowę z żołnierzem i skomentowała "Rzućcie wszystko, co robicie, i przeczytajcie to…".

Wenezuela poinformowała, że atak Amerykanów, do którego doszło 3 stycznia, kosztował życie 100 funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa południowoamerykańskiego państwa. Nie wiadomo czy opisywane urządzenie doprowadziło do śmierci któregoś z nich. Cytowany strażnik podkreślał, że on i jego koledzy byli bezbronni wobec małego amerykańskiego oddziału. - Nie mieliśmy jak rywalizować z ich technologią - stwierdził.

Broń użyta pierwszy raz?

Źródło "New York Post", były pracownik wywiadu USA, stwierdził w rozmowie z gazetą, że siły zbrojne Stanów Zjednoczonych od lat dysponują bronią energii skierowanej. Działa ona w taki sposób, że razi cele za pomocą skupionej energii. Może to być uderzenie mikrofalami albo wiązkami laserowymi. Jednocześnie, mimo iż nie jest to oręże nowe, być może dopiero pierwszy raz zostało przez Amerykanów użyte w walce. Podobnej technologii mieli użyć Chińczycy w 2020 r. podczas starć granicznych z siłami indyjskimi.

Rozmówca "New York Post" mówił, że opisywane przez wenezuelskiego żołnierza objawy pasują do takiej broni. Pojawiło się bowiem krwawienie, niezdolność do poruszania, bóle i pieczenie.

Autor relacji ze zdarzeń w Caracas stwierdził, że "wysyła ostrzeżenie każdemu, kto myśli, że może walczyć ze Stanami Zjednoczonymi". - Po tym, co zobaczyłem, nigdy więcej nie chcę być po drugiej stronie. Z nimi nie ma żartów - powiedział.

Czytaj także:

Źródło: "New York Post"/ms

Polecane

Wróć do strony głównej