Zakaz urlopów w Dino? Związkowcy ujawniają instrukcje dla pracowników

Pracownicy największej sieci detalicznej z tylko polskim kapitałem skarżą się, że pracodawca już zapowiedział, że urlopów w lato i święta nie będzie. Dni urlopowe mają wykorzystać w innym terminie. A to nie koniec powodów pracowników do skarg. 

Andrzej Mandel

Andrzej Mandel

2026-01-13, 13:49

Zakaz urlopów w Dino? Związkowcy ujawniają instrukcje dla pracowników
Sklep sieci Dino (zdjęcie ilustracyjne). Foto: Materiały prasowe Dino Polska

Najważniejsze informacje w skrócie: 

  • Związkowcy działający w Dino donoszą, że kierownictwo sieci rozesłało pismo zakazujące brania urlopów w miesiącach letnich oraz przed Wielkanocą. Zaleca się wybranie urlopów wcześniej, by nie brać ich w "gorących" okresach
  • Pracownicy Dino nadal nie mają Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Mogą za to wziąć pożyczki w firmie pożyczkowej należącej do głównego udziałowca Dino
  • Związek zawodowy alarmuje, że to kolejne skandaliczne przykłady traktowania pracowników w jedynej działającej w Polsce dużej sieci handlowej z większościowym polskim kapitałem

Urlop latem? Nie dla pracowników Dino

Z informacji, które przekazał działający w sieci Dino związek OPZZ Konfederacja Pracy wynika, że pracownicy sklepów nie mają łatwego życia z pracodawcą. Kierownictwo wysłało bowiem do pracowników pismo z zakazem brania urlopów w okresie czerwiec-sierpień oraz w okolicy świąt wielkanocnych. 

Pracownicy urlop mają wybrać, najlepiej, przed wakacjami. Kierownictwu sieci chodzi o to, by w gorącym okresie przedświątecznym czy wakacyjnym nie mieć kłopotu z obsadą sklepów. 

Takie działanie jest jednak nie do końca zgodne z polskim prawem. Pracodawca może zmusić pracownika do wykorzystania urlopu w wygodnym dla firmy terminie tylko jeżeli chodzi o urlop zaległy lub w okresie wypowiedzenia umowy o pracę. 

W przypadku urlopu bieżącego termin wolnego podlega negocjacji. I tak, pracodawca może nie wyrazić zgody na urlop w przypadku gdyby miało to spowodować problemy z obsadą, ale co do zasady też nie może zmusić pracownika do tego, by urlop brał np. w marcu zamiast latem. 

W wielu firmach problem rozwiązuje wiążący plan urlopów. Pracownicy na początku roku zgłaszają swoje zapotrzebowanie na urlop, a potem plan ustalany jest w oparciu o przyjęte w danej firmie kryteria (np. pierwszeństwo w urlopach w lecie mają pracownicy z dziećmi). Co do zasady jednak urlop latem jest dla pracowników z grubsza dostępny. 

Pożyczka "u szefa" zamiast Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych

Od jesieni 2025 roku wiadomo, że Dino nie wywiązuje się z ustawowego obowiązku organizowania ZFŚS. Fundusz taki jest najbardziej znany z tzw. gruszy czyli dopłat do urlopu. Ale obejmuje też wspieranie pracowników niskooprocentowanymi pożyczkami. Mogą to być pożyczki ogólne, pożyczki na potrzeby mieszkaniowe (mieszkania za to się nie kupi, ale nieduży remont jak najbardziej się zrobi) oraz zapomogi. 

Ta ostatnia forma pomocy jest bezzwrotna i można się o nią ubiegać w sytuacjach losowych - np. pożar, zalanie mieszkania, śmierć bliskiej osoby czy kradzież mienia. Mogą ją dostać pracownicy o niskich dochodach na osobę w rodzinie. Co w Dino (i zasadniczo w większości sieci handlowych, biorąc pod uwagę poziom wynagrodzeń) kwalifikowałoby praktycznie każdego pracownika sklepów. Zapomogi w polskich firmach zazwyczaj są nieduże, a pomoc może być nieopodatkowana nawet przy większych kwotach (dopłata do urlopu czy wsparcie wyprawki szkolnej jest nieopodatkowane do kwoty 1000 zł). 

Ciekawostka: Dino

Ile kosztuje pracownika "brak funduszu" socjalnego w najszybciej rosnącej polskiej sieci?

Dino nie ma ZFŚS

Sieć nie tworzy Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych.

Pozwala to firmie uniknąć skomplikowanej administracji środkami socjalnymi i dodatkowych kosztów.

Ile traci pracownik?

Dla pracownika na płacy minimalnej brak tzw. "wczasów pod gruszą" to konkretna kwota:

Strata 500–1200 zł rocznie

Tyle mógłbyś otrzymać jako nieopodatkowane wsparcie do wakacyjnego budżetu w innej dużej firmie.

Zamiast socjalu: pożyczka

Zamiast bezzwrotnego wsparcia, sieć oferuje dostęp do pożyczek od PiK Finanse.

Raty są potrącane bezpośrednio z pensji pracownika.

Model "Company Store"

Mechanizm ten przypomina dawne "sklepy zakładowe" w USA.

Pracownicy byli w nich zadłużeni u własnego pracodawcy, co silniej wiązało ich z firmą, ale uzależniało finansowo.

Pracownicy Dino zamiast ZFŚS mogą skorzystać z pożyczek od firmy PiK Finanse. Firma ta ma ofertę skierowaną tylko do pracowników Dino. A jej głównym udziałowcem (100% akcji) jest Tomasz Biernacki, właściciel Dino i przewodniczący rady nadzorczej firmy. Pożyczkę pracownicy mogą więc wziąć "u szefa", a nie z ZFŚS. 

Pożyczki oferowane pracownikom Dino nie są duże - do 8 tys. zł na 24 miesiące. A raty potrącane są bezpośrednio z pensji. 

Zdaniem związkowców to kolejny skandaliczny przykład traktowania pracowników w sieci Dino. Przypomnijmy, że Dino jest jedyną dużą siecią handlową z głównie polskim kapitałem. 

Postulaty pracowników

Działający w Dino związek zawodowy wszedł w spór zbiorowy. Domaga się zwiększenia zatrudnienia, podwyżek o 900 zł brutto i utworzenia ZFŚS. Oprócz tego związkowcy złożyli zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa poprzez naruszenie ustawy o związkach zawodowych. 

Związkowcy złożyli też liczne zawiadomienia do Inspekcji Pracy dotyczące łamania praw pracowniczych. Obejmują one nie tylko sklepy, ale także magazyny Dino, w których magazynierom wydawane są posiłki regeneracyjne bez informacji o alergenach (co może w skrajnych przypadkach doprowadzić do śmierci pracownika). 

Dino idzie drogą Biedronki? 

Sieć Dino jest podawana jako przykład sukcesu. Francuskie media chwaliły ostatnio jej tempo ekspansji oraz wartość giełdową, która osiągnęła poziom zbliżony do kapitalizacji globalnego gracza, jakimi jest Carrefour. Podobne tempo ekspansji miała ok. 20 lat temu sieć Biedronka. I w należącej do Portugalczyków sieci też było sporo skandali związanych z łamaniem prawa pracy. 

W 2004 głośno było o reportażu TVN "Uwaga", z którego wynikało, że pracownicy systematycznie zmuszani są do bezpłatnych nadgodzin, ewidencja czasu pracy jest fałszowana, a pracownicy zmuszani do dźwigania ciężarów przekraczających normy BHP. 

W 2006 zapadł wyrok w sprawie Bożeny Łopackiej, byłej pracownicy Biedronki. Wygrała ona proces o mobbing, nadgodziny i naruszenie godności. Skarga obejmowała pracę po 14-16 godzin dziennie (bez zapłaty za nadgodziny), zmuszanie do ciężkiej fizycznej pracy i poniżanie. Biedronka musiała wypłacić odszkodowanie. 

W latach 2004-2007 Państwowa Inspekcja Pracy skontrolowała ponad 1000 sklepów. Zarzuty postawiono 262 kierownikom sklepów, a w postępowaniu zbadano warunki pracy 20 tys. osób. 

O ile kierownicy sklepów byli karani przez PIP za łamanie prawa pracy poprzez zmuszanie do nadgodzin, zmuszanie do pracy w weekendy czy fałszowanie ewidencji czasu pracy, o tyle żaden z członków zarządu Jeronimo Martins Polska nie poniósł za to odpowiedzialności. 

Czytaj także: 

Źródło: DlaHandlu/OPZZ Konfederacja Pracy/Andrzej Mandel

Polecane

Wróć do strony głównej