Co się działo w schronisku w Sobolewie? "Może wyglądać jak układ"
Schronisko w Sobolewie zostało zamknięte. O tym, dlaczego przez lata nikt nie reagował na cierpienie zwierząt, mówiła w Polskim Radiu 24 Katarzyna Topczewska, adwokatka i aktywistka na rzecz zwierząt. - Niestety, ale to może wyglądać jak pewien układ. To jest wręcz nieprawdopodobne, jakim cudem przez tyle lat funkcjonuje schronisko, gdzie właściciel od kilku lat ma sprawę karną za znęcanie się nad zwierzętami - powiedziała.
2026-01-28, 14:20
Najważniejsze informacje w skrócie:
- W sobotę schronisko "Happy Dog" w Sobolewie zostało zamknięte
- Oficjalnie powodem był brak ewidencji elektronicznej zwierząt
- Schronisko można było zamknąć dużo wcześniej - wyjaśniła prawniczka
Koszmar zwierząt w schronisku w Sobolewie trwał latami. W końcu placówka została zamknięta, a zwierzęta odebrane. Katarzyna Topczewska, adwokatka i aktywistka na rzecz zwierząt w Polskim Radiu 24 przekazała, że brała udział w ewakuacji wszystkich zwierząt. - To była całonocna i jeszcze poranna w niedzielę interwencja, kiedy weszłam tam nie miałam najmniejszych wątpliwości, że my nie wyjedziemy bez ostatniego psa, nie mogliśmy ich tam zostawić - powiedziała. Jak zaznaczyła, gdy w sobotę była na miejscu, placówka była po kontrolach. - Oni nie stwierdzali żadnego naruszenia dobrostanu zwierząt, żadnego złego stanu. W zasadzie schronisko zostało zamknięte z uwagi na brak ewidencji elektronicznej zwierząt, a nie z uwagi na uchybienia w zakresie opieki nad nimi. To jest kuriozum - podkreśliła.
- Były tam budy bez dachów, a tam temperatura odczuwalna była, nie wiem, ile, czuliśmy jakby co najmniej było -30 st. C, bo to schronisko jest w lesie, pośrodku niczego. Odbierałam psy z nieleczonymi guzami, z wrośniętymi obrożami w szyję, które były wylęknione tak potwornie - mówiła, zaznaczając, że podczas interwencji zwierzęta panicznie bały się każdego ruchu człowieka, sikały pod siebie ze strachu i uciekały do wykopanych przez nich nor. - Co któryś boks stały kije, jeden był zakrwawiony, w mojej ocenie, jakaś czerwona ciecz tam była - powiedziała. - To wszystko widział wicewojewoda, na zdjęciach widać, że on stoi przy boksach, gdzie są kije (…) Nie jestem w stanie uwierzyć, że urzędnicy państwowi, samorządowi nie widzieli tego, co ja widziałam - mówiła.
Posłuchaj
"Czy to nie wygląda, jak jakiś lokalny układ?"
Prowadzący zapytał, jaki mógł być powód, że przez lata nikt nie reagował w sprawie tego, co działo się za zamkniętymi drzwiami schroniska. - Niestety, ale to może wyglądać, jak pewien układ. To jest wręcz nieprawdopodobne, jakim cudem przez tyle lat funkcjonuje schronisko, gdzie właściciel od kilku lat ma sprawę karną za znęcanie się nad zwierzętami, wolontariusze piszą skargi wszędzie, proszą o kontrolę, kontrole są zapowiedziane i stwierdzają, że jest wszystko w porządku. Wójt, który wie doskonale, że właściciel schroniska ma zarzuty karne za znęcanie się nad zwierzętami w tym schronisku, dostaje na swoje biurko zdjęcia zwierząt, które umarły, które były nieleczone, zdjęcia zwierząt, które trafiły tam w normalnym stanie, a po miesiącu miały żebra na wierzchu, zdjęcia zwierząt, których właściciele chcieli je odzyskać, ich nie odzyskali, a później dowiedzieli się, że nie żyją. O tym wszystkim wójt wiedział i nie reagował, a mógł umowę w każdej chwili dzierżawy terenu w każdej chwili wypowiedzieć. Czy to nie wygląda, jak jakiś lokalny układ, z którego wszyscy mają korzyści? - zastanawiała się Topczewska.
Adwokat Katarzyna Topczewska, odnosząc się do oficjalnego powodu zamknięcia schroniska w Sobolewie, przekazała, że ewidencja zwierząt powinna być prowadzona. Jak zaznaczyła, jeśli jest wersja elektroniczna ewidencji, łatwiej jest kontrolować przepływ zwierząt. Wskazała, że jej zdaniem, kwestia ewidencji była "szukaniem pretekstu", żeby szybko zamknąć schronisko. - Schronisko można było zamknąć dużo wcześniej z uwagi na inne kwestie, dobrostanowe, warunków, w jakich zwierzęta przebywały, dziwie się, że tu nie było przede wszystkim inspekcji weterynaryjnej - podkreśliła. - Prawo nie jest do końca okej i jest wiele do zrobienia, ale nawet bazując na przepisach, które mamy, chodzi o to, żeby kontrole były faktyczne, a nie iluzoryczne - mówiła.
Czytaj także:
- Schronisko w Sobolewie. Ewakuowano zwierzęta, wiemy gdzie trafiły
- Litewka ujawnia historię z Sobolewa. Pani Ola padła na kolana i zaczęła płakać
- NIK wchodzi do schroniska w Sobolewie. Rusza kontrola
Źródło: Polskie Radio 24
Prowadzący: Maciej Wolny
Opracowanie: Aneta Wasilewska