Rosja werbuje na wojnę kobiety z więzień. Mami się je wysoką zapłatą lub skróceniem wyroku

Tysiące mieszańców Azji Środkowej - według nieoficjalnych szacunków - walczy na froncie ukraińskim po rosyjskiej stronie - pisze portal Radia Swoboda. Wiele z tych osób zostało zmuszonych do wstąpienia do rosyjskiej armii, lub omamiono ich obietnicami "dobrze płatnych miejsc pracy". Wśród nich są kobiety, ale ich liczba nie jest znana - pisze serwis. W rzeczywistości większość z nich nigdy nie wraca.

2026-02-17, 09:23

Rosja werbuje na wojnę kobiety z więzień. Mami się je wysoką zapłatą lub skróceniem wyroku
Kolonia karna we Włodzimierzu niedaleko Moskwy. Foto: DIMITAR DILKOFF/AFP/East News

Rosja werbuje kobiety z więzień, by przystąpiły do wojny przeciw Ukrainie

Portal Radia Swoboda opisał historie kilku kobiet osadzonych w rosyjskich więzieniach. Jedną z nich jest np. Dilbar, która od kilku miesięcy przebywa w ośrodku zatrzymania tymczasowego w Omsku. Z jej relacji wynika, że personel więzienny bił ją, torturował paralizatorem i groził. 18-letnia imigrantka z Kirgistanu oczekuje na proces w sprawie przemytu narkotyków. Dostała wybór: 15 lat więzienia albo przystąpi do wojny na Ukrainie. "Mamo, przepraszam" - pisała w liście. "Jeśli dadzą mi długi wyrok, pójdę na wojnę. Tam dostanę zapłatę, a za rok będę wolna" - cytuje serwis.

Dilbar została zatrzymana w październiku, rok po przeprowadzce do Rosji z kirgiskiego miasta Osz. Aresztowano ją, kiedy spacerowała z przyjaciółmi po Omsku. Postawionym jej zarzutom - dot. przemytu narkotyków - zaprzecza. A działacze praw człowieka alarmują: migranci z Azji Środkowej, w tym również kobiety, często zatrzymywani są przez rosyjskie służby na podstawie sfabrykowanych zarzutów.

"Nie wracają żywe"

Portal rozmawiał też z siostrą Dilbar. Według niej Dilbar otrzymała propozycję pracy jako kucharka w rosyjskiej armii na Ukrainie. Obiecano jej dwa miliony rubli (około 26 000 dolarów) za rok służby. Po zakończeniu rocznego kontraktu personel więzienny obiecał ją zwolnić - dodała kobieta.

Siostra Dilbar przyjechała z Kirgistanu do Omska, aby uczestniczyć w rozprawach sądowych. Przekonała siostrę, by nie zgodziła się na propozycję wstąpienia do armii rosyjskiej. - Często słyszymy, że osoby, które wyjechały na Ukrainę, nie wracają żywe - powiedziała Radiu Swoboda. Ich ojciec, który również pracował na terenie Rosji, został wcielony do wojska w 2023 i dotąd uznawany jest za zaginionego.

Jak Rosja werbuje kobiety z więzień?

"Rosja przyciągnęła dziesiątki tysięcy więźniów do udziału w działaniach wojennych na Ukrainie w zamian za skrócenie wyroków. Celem tego rozwiązania jest uzupełnienie strat personelu i uniknięcie nowej fali mobilizacji. Uważa się, że wśród zrekrutowanych są setki kobiet - zarówno obywatelek Rosji, jak i cudzoziemek. Niektóre są wysyłane na stanowiska wojskowe, inne pracują jako kucharki, sprzątaczki, pielęgniarki i ratowniczki medyczne" - czytamy na łamach svoboda.org.

Serwis przytacza także historię innej kobiety z Kirgistanu, Gulbarchin. Odsiaduje ona dwunastoletni wyrok w kolonii karnej w mieście Włodzimierz, niedaleko Moskwy. Pod koniec 2023 roku napisała do swojej rodziny, że więzienna administracja sporządziła listę potencjalnych kandydatek do wysłania na wojnę. Ona odmówiła podpisania umowy. Wszystkie były długoterminowe. 

Bez jedzenia przez 10 dni. "Niektóre próbowały popełnić samobójstwo"

Portal powołuje się też na informacje uzbeckich organizacji praw człowieka. Jedna z nich alarmowała o dziesiątkach kobiet osadzonych w Rosji, które są poddawane próbom wcielenia ich do wojska i walki na Ukrainie. Tak pisały w listach do swoich rodzin - zaznaczono. Wśród nich jest np. Umida, której syn przebywa w rosyjskim więzieniu. Od krewnych innych osadzonych dowiedziała się, jakich metod używa personel więzienny, aby zwerbować do wojny kobiety. Metody te są bestialskie. - Więźniom nie dawano jedzenia przez dziesięć dni (...) - relacjonowała. - Niektóre dziewczyny, obawiając się wysłania na wojnę, próbowały popełnić samobójstwo - mówiła.

Czytaj także:

Władze rosyjskie oczywiście zaprzeczają twierdząc, że zgoda kobiet na wcielenie do wojska jest "dobrowolna". "Według oficjalnych danych ponad 37 500 kobiet służy w Siłach Zbrojnych Rosji, a około 270 000 pracuje na stanowiskach cywilnych w armii" - pisze svoboda.org. Ministerstwo Obrony Rosji nie opublikowało danych dotyczących liczby kobiet, zwłaszcza cudzoziemców, wysłanych na linię frontu.

Kobiety są oszukiwane. Nie wiedzą, gdzie tak naprawdę idą

Działacze praw człowieka ostrzegają, że kobiety te są po prostu okłamywane. Niektóre rzeczywiście pracują na stanowiskach cywilnych, ale część nadal wysyłana jest do jednostek bojowych, nawet do walki na pierwszej linii frontu. Jeszcze inne zmuszane są do pracy przy naprawie sprzętu wojskowego. - W koloniach kobiecych nie ma Internetu. Wiedzą tylko to, co pokazują w telewizji. Myślą, że będą pracować jako pielęgniarki. Nie rozumieją, dokąd naprawdę zmierzają - podkreśliła w rozmowie z portalem svoboda.com Olga Romanowa, znana rosyjska działaczka na rzecz praw człowieka.

Źródło: Radio Swoboda/svoboda.com/hjzrmb

Polecane

Wróć do strony głównej