Sobolewo nas niczego nie nauczyło? "Problem dalej widnieje"
Niedługo minie miesiąc od głośnego zamknięcia schroniska dla zwierząt w Sobolewie, ale czy medialna burza wokół problemu bezdomności zwierząt, przyniosła jakieś zmiany? - Zmieniło się tyle, że jest więcej kontroli, schroniska bardziej zwracają uwagę na zwierzęta, pilnują się i dodatkowo trochę pod lupę zostały wzięte fundacje oraz stowarzyszenia, co jest bardzo ważne - mówiła w Polskim Radiu 24 Agnieszka Wójcik z Fundacji Przyjazna Łapa.
2026-02-18, 20:16
Najważniejsze informacje w skrócie:
- 24 stycznia prowadzący schronisko w Sobolewie otrzymał decyzję o natychmiastowym zamknięciu obiektu oraz zakazie prowadzenia schronisk dla zwierząt
- Z inicjatywy MSWiA oraz na wniosek wojewody mazowieckiego, uruchomiono dodatkowe, niezapowiedziane kontrole schronisk
- Jak podkreśliła Wójcik, aby poprawić sytuację w przytuliskach, powinna zostać wprowadzona obowiązkowa kastracja oraz czipowanie zwierząt
W styczniu nagłośniono (z udziałem celebrytów) nieprawidłowości, do których dochodziło w schronisku dla zwierząt w Sobolewie. Zainteresowanie mediów oraz części polityków spowodowało, że miejsce udało się zamknąć, a psy przetransportować i zapewnić im opiekę.
Ujawnione zaniedbania doprowadziły do przeprowadzenia kontroli w polskich schroniskach, ale zdaniem gościni Polskiego Radia sprawa ucichła, a problem z bezdomnością zwierząt oraz ze złymi warunkami, w jakich często muszą żyć, nie został rozwiązany.
Wójcik stwierdziła, że medialny szum sprawił przede wszystkim, że psy z Sobolewa mają szansę na nowy dom. - Problem dalej widnieje, bo zgłaszają się do nas gminy, które nie mają podpisanej umowy z żadnym schroniskiem i na przykład Sobolew ma wielki problem, ponieważ nikt nie chce z nimi podpisać kontraktu, czemu się nie dziwię, ale zostaje kłopot, ponieważ co w tym przypadku z innymi psiakami, które teraz będą bezdomne i porzucone? - zastanawiała się.
Posłuchaj
Zmarnowana szansa?
Działaczka podkreśliła, że teren zamkniętego schroniska w Sobolewie, mógłby być wykorzystany do stworzenia ośrodka adopcyjnego, zarządzanego przez odpowiednio przygotowane i kochające zwierzęta osoby. - Jeżeli premier Tusk zamyka schronisko i nie wysyła nikogo, kto mógłby to koordynować i zadziałać, to tak naprawdę po części on za to odpowiada, ponieważ teraz jest luka. Wszyscy pokazali zdjęcia z pieskami (…) i tylko rzucili hasło, zamknęli, a problem tak naprawdę nadal jest - dodała.
Gościni Polskiego Radia zdradziła oczekiwania obrońców praw zwierząt. - Gdybyśmy mieli obowiązkową kastrację i czipowanie zwierząt bezdomnych oraz właścicielskich, to za jakiś czas te schroniska dla bezdomnych zwierząt nie byłyby potrzebne - zaznaczyła. Wójcik dodała, że dzięki temu, takie placówki mogłyby być wykorzystywane do chwilowego zabezpieczenia czworonogów, które na przykład uciekły właścicielowi.
"Zapobiegniemy biznesowi"
Prowadząca zwróciła uwagę, że wiele posiadaczy zwierząt, może nie przystać na propozycję obowiązkowej kastracji ich czworonożnych przyjaciół. - Trzeba do tych ludzi dojść poprzez edukację i wytłumaczyć, jakie korzyści mają te zabiegi, bo nie chodzi tylko o zapobieganie niekontrolowanemu rozmnażaniu, ale te zwierzęta wtedy nie chorują, dzięki czemu ludzie nie wydają wielu tysięcy złotych na operacje - wyjaśniała Wójcik.
Aktywistka odniosła się również do kwestii psów trzymanych na łańcuchach. - Ludzie mają zwierzę tylko po to, aby było alarmem, więc dla mnie nie ma tutaj z kim dyskutować i, czy mu się to podoba, czy nie, to my chcemy zapobiegać bezdomności zwierząt. Jeżeli ktoś trzyma psa na łańcuchu i traktuje go tylko, jako przedmiot, który ma szczekać, gdy ktoś wejdzie na posesję, to ta osoba powinna się po prostu dostosować do obowiązującego prawa - oceniła.
- Króliczek Marcyś przeżył piekło. Obcięte uszy i odparzenia
- Eksperymentalna szczepionka mRNA od Moderny. Wywołała silną reakcję
- Kolejna ofiara "cichego zabójcy". RCB ostrzega
Źródło: Polskie Radio 24
Prowadząca: Ewa Wasążnik
Opracowanie: Dominika Główka