Strzały w łódzkiej fabryce. "Nikt go nie zatrzymał"
Uzbrojony mężczyzna pojawił się w swojej dawnej firmie, gdzie oddał strzał w kierunku byłego współpracownika. - Mamy bardzo poważną sytuację i z tego, co pokazują różne stacje, zakład dookoła oraz wszystkie drogi są pozamykane, a więc mieszkańcy też są tym dotknięci. Mamy do czynienia z poważnym zagrożeniem - podkreślił w Polskim Radiu 24 ekspert do spraw bezpieczeństwa i sytuacji kryzysowych Krzysztof Kubiciel.
2026-04-01, 12:05
Najważniejsze informacje w skrócie:
- W środę w okolicy godziny 7.00 służby dostały informację o wtargnięciu uzbrojonego mężczyzny do fabryki w Łodzi
- Z miejsca ewakuowani zostali wszyscy pracownicy zakładu
- Jak podkreślił ekspert, napastnik mógł przygotowywać się do ataku i zostawić na miejscu niebezpieczne materiały
Do zdarzenia doszło w środę rano na terenie łódzkiej fabryki Gillette. Były pracownik firmy miał wejść do zakładu z bronią i oddać strzał w kierunku jednej z przebywających tam osób. Napastnik na szczęście chybił i nikt nie został poszkodowany. Z miejsca zdarzenia ewakuowano 400 osób. Z mężczyzną trwają obecnie negocjacje, które mają umożliwić jego ujęcie przez służby.
Gość Polskiego Radia 24 przyznał, że zastanawia się nad okolicznościami pojawienia się sprawcy w budynku i zadaje sobie pytanie o panujące tam środki bezpieczeństwa. - Ten zakład chyba nie był tak istotny ze względów strategicznych i gospodarczych, gdzie do takich sytuacji dochodzi. Z racji, że to był pracownik, zakładam, że znał wszystkich, którzy stoją na wejściach do fabryki i po prostu sobie wszedł jako były zatrudniony. Nikt go nie zatrzymał, bo może nie ma tam systemu kontroli, która by umożliwiła sprawdzenie, czy ktoś ma jakieś niebezpieczne narzędzie - ocenił.
Posłuchaj
Jak długo potrwają czynności?
Kubiciel przekazał, że obecny podczas zdarzenia personel został skierowany do domów i ma powrócić do miejsca pracy w czwartek. - Policja zakłada, że ten problem zostanie rozwiązany dzisiaj - podkreślił. Ekspert wypowiedział się również o odbywających się rozmowach ze sprawcą. - To jest następny bardzo poważny oraz istotny element, ponieważ nie znamy psychiki tego człowieka i nie wiemy, czy w czasie tej negocjacji nie dojdzie do strzału i nie zostanie na przykład w jakiś sposób poraniony negocjator - zauważył.
Specjalista dodał, że mężczyzna najprawdopodobniej bardzo dobrze zna topografię tego zakładu, co może umożliwić mu skuteczne ukrycie się. - Obawiam się, że on może doprowadzić też do jakiegoś zagrożenia o charakterze materialnym, że podpali to miejsce lub uszkodzi je w inny sposób - zaznaczył.
Gość audycji zdradził również kolejne kroki służb, jakie będą musiały zostać podjęte po ewentualnym ujęciu napastnika. - Zakład musi być dokładnie sprawdzony, czy on nie zostawił ładunków w jakichś miejscach, bo tak naprawdę nie wiemy, czy on pojawił się tam tylko dzisiaj, czy wcześniej wchodził i się do tego przygotował - skomentował. - Mamy do czynienia z wielopoziomową sytuacją kryzysową, ponieważ ona dotyczy pracowników, a także funkcjonariuszy, którzy są narażeni. Kolejną kwestią są możliwe straty materialne spowodowane zatrzymaniem produkcji - kontynuował.
- Strzały w łódzkiej fabryce. Ewakuowano budynek, trwa pościg za sprawcą
- Słoiki z podejrzanymi substancjami. Trwa przeszukanie domu w Płocku
- Nowe przepisy o ruchu drogowym. "Zobaczymy, czy obroni się przed sądem"
Źródło: Polskie Radio 24
Prowadząca: Małgorzata Żochowska
Opracowanie: Dominika Główka