Żydzi chcieli bronić Wilna przed Moskwą. "Wcześniej o tym nigdy nie słyszano"
Gdy latem 1654 roku Moskale zajmowali kolejne połacie Wielkiego Księstwa Litewskiego, mieszkańcy Wilna zaczęli przygotowywać się do obrony. Wydano zakaz opuszczania miasta, szlachta zwołała pospolite ruszenie, za broń chwycili mieszczanie. Wsparli ich Żydzi, którzy zorganizowali własny, dobrze uzbrojony oddział.
2026-04-16, 08:01
O tym nietypowym wydarzeniu dowiadujemy się z pamiętnika Macieja Vorbek-Lettowa, szlachcica związanego z Wilnem od urodzenia. Tu bowiem przyszedł na świat w 1593 roku w luterańskiej rodzinie mieszczańskiej niemieckiego pochodzenia. Za młodu uczęszczał do szkół w rodzinnym mieście, w pruskim Królewcu i w Gdańsku, a następnie odbył zagraniczną podróż, podczas której zdobył wykształcenie medyczne.
Przez wiele lat był lekarzem nadwornym hetmana Krzysztofa Radziwiłła, a następnie króla Władysława IV (1632-1648). Monarcha ten w 1635 roku nadał mu tytuł szlachecki. Podczas służby u hojnego króla Vorbek-Lettow dorobił się sporego majątku, posiadał wsie i nieruchomości m.in. na Pomorzu (z którego wywodziła się jego rodzina) i w Wielkim Księstwie Litewskim.
Wszystko zmieniło się w 1648 roku, tragicznym w dziejach Rzeczypospolitej. W czasie gdy umierał dobrodziej naszego pamiętnikarza, król Władysław IV, na południowo-wschodnich rubieżach państwa wybuchło powstanie kozackie pod wodzą Bohdana Chmielnickiego, które zapoczątkowało ciąg długotrwałych, wyniszczających kraj wojen. W 1654 roku Kozacy poddali się Moskwie, która na przełomie wiosny i lata tego roku przeprowadziła inwazję na Rzeczpospolitą.
Oddział żydowski "z dobrym rynsztunkiem"
Moskale bez większych problemów zajęli wschodnie rubieże państwa polsko-litewskiego, z kluczowym Smoleńskiem na czele. Wobec przewagi nieprzyjaciela niewiele zdziałać mogła skromna armia litewska dowodzona przez hetmana Janusza Radziwiłła. Maciej Vorbek-Lettow przebywał wówczas w Wilnie. Tam, podobnie jak inni mieszkańcy miasta, z niepokojem słuchał od uciekinierów z zajętych ziem o kolejnych sukcesach Moskali. Atmosfera w mieście stawała się coraz bardziej nerwowa. Zastanawiano się, jak szybko nieprzyjaciel dotrze do stolicy Wielkiego Księstwa.
8 lipca doniesiono, że Moskale spalili już miejscowości oddalone od Wilna o 100, a nawet kilkadziesiąt kilometrów. Niektórzy w obawie o własne życie zaczęli potajemnie opuszczać miasto, co ukróciły władze miejskie, wprowadzając zakaz wyjazdu bez specjalnego pozwolenia.
Tego dnia "w same południe niewypowiedzianie większa powstała trwoga", pisał Maciej Vorbek-Lettow. Słychać było "lamentowanie i płacz po ulicach od niewiast", gdy gruchnęła wieść, że Moskale przeprawiają się przez Wilię pod Niemecznynem, a więc są już ok. 20 kilometrów od Wilna. Mieszczanie postanowili bronić swojego miasta przed napastnikami i, jak notuje pamiętnikarz, wszyscy byli uzbrojeni i gotowi do walki.
Co więcej, swój oddział zorganizowała miejscowa społeczność żydowska. Jak pisze Vorbek-Lettow: "do tego przyszło (o czym przedtym nigdy nie słyszano), że i Żydzi pod swoją własną chorągiew […] ze 130 ochotszych do broni Żydów z dobrym rynsztunkiem stawili". Chorągiew ta "czerwona była, brzegi w listwie białe z obu stron z napisem hebrajskim". Następnego dnia, pisze dalej pamiętnikarz, Żydzi ci, podobnie jak szlachta, mieszczanie i miejscowy biskup, wysłali swoich ludzi na zwiady poza miasto.
Upadek Wilna
Okazało się, że sytuacja nie wygląda tak dramatycznie, jak sądzono. Zagrożenie jednak ciągle istniało i szlachta wileńska zwołała pospolite ruszenie. Wziął w nim udział również 61-letni Maciej Vorbek-Lettow, który nie tylko wystawił największy, bo trzyosobowy poczet jeźdźców, lecz także sam dosiadł konia.
Ostatecznie Moskale zajęli Wilno dopiero w czasie następnej kampanii przeprowadzonej latem 1655 roku. Miasto zostało ograbione, a wielu jego mieszkańców straciło życie. Dzieła zniszczenia dokonał pożar, trwający podobno 17 dni. Wilno oswobodzono z rąk nieprzyjaciela w 1660 roku. Po pięcioletniej moskiewskiej okupacji już nigdy nie odzyskało dawnego blasku.
Zawiązanie żydowskiego oddziału w Wilnie nie miało większego znaczenia dla losów wojny, ani nawet dla obrony samego miasta. Epizod ten opisany przez luteranina niemieckiego pochodzenia, a przy tym polskiego patriotę, pokazuje jak barwnym krajem była dawna Rzeczpospolita.
Źródła: Polskie Radio/th
M. Vorbek-Lettow, Skarbnica pamięci, 2006.