Pożar na Lubelszczyźnie. "Będzie więcej takich przypadków"
Strażacy walczą z pożarem w Puszczy Solskiej na Lubelszczyźnie, jednak wciąż nie udało się opanować ognia. Eksperci twierdzą, że mroźna zima niewiele zmieniła w nawodnieniu gleby. - To nie była zima, która mogłaby odnowić zasoby wody - powiedział prof. Szymon Malinowski.
2026-05-07, 11:09
Najważniejsze informacje w skrócie:
- Trwa pożar na Lubelszczyźnie, służby nadal działają na miejscu
- W ramach działań prowadzonych z powietrza na obszar pożaru zrzucono ponad 600 ton wody
- Zasoby wody w glebie i w środowisku są niewielkie, a przed nami ciepła część roku - zaznaczył prof. Szymon Malinowski
Wciąż nie udało się całkiem ugasić ogromnego pożaru w Puszczy Solskiej w woj. lubelskim. Strażacy od wielu godzin walczą z ogniem, a prof. Szymon Malinowski, fizyk atmosfery z Instytutu Geofizyki Uniwersytet Warszawski oraz szef Komitetu ds. kryzysu klimatycznego przy PAN, ostrzega, że podobnych sytuacji może być w tym roku więcej. - Niestety, w tym roku zapewne będzie więcej takich przypadków. Zasoby wody w glebie i w środowisku są niewielkie, a przed nami ciepła część roku, kiedy zasoby spadają i nie mają szansy się odnowić poza sytuacjami lokalnymi - wyjaśnił w Polskim Radiu 24.
Posłuchaj
"Po ostatniej powodzi niewiele się nauczyliśmy"
Gość Małgorzaty Żochowskiej podkreślił, że choć śnieg tej zimy dość długo zalegał, nie można nazwać jej śnieżną. - Nie było dużych opadów - mówił. - Jeśli popatrzymy na to, ile wody spadło, to było jej istotnie poniżej normy. Marzec był skrajnie suchy, a my kompletnie zapomnieliśmy, co to znaczy śnieżna zima. Zapomnieliśmy też, co oznaczają odwilże i kolejne opady. Dosyć długo utrzymywał się mróz i ta stosunkowo niewielka pokrywa śnieżna zalegała przez dłuższy czas - tłumaczył.
Ekspert podkreślił, że woda ze śniegu pojawiła się tylko na chwilę, a później wyparowała. - To nie była zima, która mogłaby odnowić zasoby wody - zaznaczył. Potwierdził również, że woda spływająca z gór - także tych położonych w Czechach - nie ma gdzie się rozlać. - Nie ma też gdzie zostać zatrzymana, bo zmniejsza się szata roślinna. Nie ma również możliwości rozlewania się na terenach zalewowych i wsiąkania w ziemię, skąd mogłaby powoli zasilać wody podziemne. Niestety, wydaje mi się, że po ostatniej powodzi niewiele się nauczyliśmy, sądząc po tym, co dzieje się na Dolnym Śląsku i po tym, jak chcemy walczyć ze skutkami kolejnych powodzi, które ewidentnie nastąpią - podkreślił ekspert.
- Możemy wydać ogromne pieniądze na różnego rodzaju przedsięwzięcia infrastrukturalne, ale jeśli nie będą one skoordynowane z tym, co może dać nam natura, to nie przyniosą takich skutków, jakich byśmy oczekiwali - podsumował gość Polskiego Radia 24.
Czytaj także:
- Płonie Puszcza Solska. Wiceszef MSWiA: liczymy, że uda się opanować w ciągu doby
- Potężna operacja z nieba. Nad Puszczą Solską zrzucono 600 ton wody
- Kampinoski Park Narodowy wprowadza zakaz. "Najwyższy stopień zagrożenia"
Źródło: Polskie Radio 24
Prowadząca: Małgorzata Żochowska
Opracowanie: Aleksandra Krawczyk