Ognisko epidemii na Podkarpaciu. Dr Grzesiowski: nie mają szczepień
Na Podkarpaciu potwierdzono 18 przypadków odry. - Siła tego wirusa jest niesamowita, ponieważ od jednej osoby mamy w tej chwili ognisko epidemiczne (...), więc pod tym względem, jest to wirus bardzo niebezpieczny i zakaźny, a sytuacja epidemiczna może zmieniać się bardzo szybko - mówił w Polskim Radiu 24 główny inspektor sanitarny, dr Paweł Grzesiowski.
2025-11-28, 17:30
Najważniejsze w skrócie:
- Inspekcja sanitarna prowadzi działania, które mają zapobiec dalszemu rozprzestrzenianiu się wirusa
- Jak podkreślił ekspert, odra jest najbardziej niebezpieczna dla dzieci oraz osób z chorobami współistniejącymi
- W jednej ze szkół na Mazurach wykryto również zachorowanie na gruźlicę
Podkarpacie zmaga się z ogniskiem wirusa i wszczęło wszelkie konieczne działania epidemiologiczne, które mają na celu zahamowanie rozprzestrzeniania się choroby. - Co szósta, czy co ósma osoba w wieku 40 plus, może nie mieć pełnych szczepień, ponieważ te dwu-dawkowe były w Polsce wprowadzone w drugiej połowie lat 80-tych ubiegłego wieku, więc jeśli ktoś urodził się wcześniej, mógł ich nie mieć. Trwa akcja badań krwi u personelu medycznego w rzeszowskich szpitalach po to, żeby wychwycić te osoby, które nie mają odporności i szczepienia uzupełnić. W tej chwili u ponad 150 osób wykonano tzw. szczepienia uzupełniające - tłumaczył dr Grzesiowski.
Posłuchaj
Najważniejsza jest szybka reakcja
Gość Polskiego Radia podkreślił, że w przypadku odry istotny jest czas i zwrócenie uwagi na pierwsze objawy, które często są jednak niejednoznaczne. - Problem polega na tym, że odra staje się oczywista dla otoczenia wtedy, kiedy pacjent ma wysypkę, czyli typowe zmiany - mocno zaróżowiona skóra z wyraźnymi punktami na ciele, co daje podstawę do myślenia, że jest to odra. Bywa, że mamy również do czynienia z zapaleniem gardła lub zapaleniem błony śluzowej w jamie ustnej. Są to typowe objawy, ale na początku nie są specyficzne tylko dla odry, ponieważ np. światłowstręt lub zapalenie spojówek może być wynikiem innych wirusów czy bakterii - wskazał.
Specjalista zaapelował, by w momencie zauważenia u siebie podejrzanych objawów, jak najszybciej zwrócić się do odpowiedniej placówki medycznej. - Jeżeli chory na odrę pojawi się bez żadnej informacji na SOR-ze, zarazi kilka lub kilkanaście osób, które będą oczekiwać na pomoc medyczną. Chodzi o to, żeby osoba, która obserwuje u siebie dziwne, niepokojące objawy, np. gorączkę, powiększenie węzłów chłodnych, czy wysypkę, najpierw połączyła się drogą telefoniczną i wtedy ustaliła, jak będzie dalej kontaktować się z ochroną zdrowia, bo nawet nieświadoma chwila kontaktu na korytarzu może spowodować zachorowania - zaznaczył.
"Gruźlica to choroba, która nie zniknęła"
W Mrągowie natomiast u jednej z nauczycielek zdiagnozowano gruźlicę. - Rocznie w Polsce obserwuje się ok. 4 tysięcy przypadków, a najbardziej niebezpieczna jest dla dzieci, ponieważ może szybko rozwinąć się w postać postępującą i uszkadzającą nie tylko płuca, ale i inne narządy. Z tego powodu zachorowanie u pracownika szkoły, czy przedszkola jest dla nas poważnym problemem, ponieważ taka osoba kontaktuje się z dużą liczbą dzieci i to nie jest kontakt jednorazowy, tylko często minie kilka tygodni, czy miesięcy, zanim gruźlica zostanie zdiagnozowana. Przy tak dużej ekspozycji wiele dzieci może się zarazić. To nie znaczy, że zachorują, ale przez pół roku muszą być obserwowane i u niektórych włączamy tzw. leczenie profilaktyczne - podsumował dr Grzesiowski.
Źródło: Polskie Radio 24
Prowadząca: Ewa Wasążnik
Opracowanie: Dominika Główka