Katastrofa humanitarna w Kijowie. "Słowa mera nie są przesadzone"
Trudna sytuacja mieszkańców Kijowa po rosyjskich nalotach, ponad tysiąc bloków nie ma ogrzewania. - To są warunki, w których nie da się po prostu żyć - powiedział w Polskim Radiu 24 Bartosz Cichocki, były ambasador RP w Ukrainie, który przebywa w Kijowie.
2026-01-21, 10:12
Najnowsze informacje w skrócie:
- W Kijowie ponad tysiąc bloków jest bez ogrzewania po zmasowanych rosyjskich atakach
- Temperatura w mieszkaniach spada do kilku stopni, czasem jest nawet ujemna
- To zimno jest najgorsze. Cała reszta jest jakoś do do opanowania - powiedział przebywający w Kijowie Bartosz Cichocki
Kolejna trudna i mroźna noc w Kijowie. Po ostatnich atakach całkowicie bez ogrzewania pozostaje ponad tysiąc bloków mieszkalnych. W pozostałych kaloryfery pracują słabo i z przerwami, co przy kilkunastostopniowych mrozach sprawia, że w mieszkaniach temperatury spadają poniżej 10 stopni Celsjusza. W stolicy Ukrainy otwierane są kolejne tzw. punkty niezłomności, gdzie można się ogrzać, albo doładować telefony. Trudna sytuacja panuje też w innych dużych miastach. Tymczasem Rosjanie nie rezygnują z uderzeń w infrastrukturę energetyczną. W nocy atakowali za pomocą około 100 dronów. Użyli też balistycznej rakiety Iskander.
- Zacznijmy od tego, że to jest jednoznacznie zbrodnia wojenna. Rosyjska kolejna zbrodnia wojenna - powiedział Bartosz Cichocki, który z Kijowa połączył się z Polskim Radiem 24. Przypomniał, że konflikt zbrojny też ma swoje zasady umocowane w prawie międzynarodowym i Rosja je przyjęła. - Te zasady między innymi nakazują walczącym stronom oszczędzać ludność cywilną - wskazał. - Tu nie ma wątpliwości, że Rosjanie wiedzą, że powodują dla setek tysięcy czy nawet kilku milionów osób zagrożenie zdrowia, zdrowia i życia - ocenił. Przywołał informację przekazaną przez mera Kijowa, że w styczniu, od początku zmasowanych ataków, miasto opuściło już 600 tysięcy osób. - To jest prawie tyle, co co liczy armia ukraińska - zauważył. Wskazał, że na ulicach i w sklepach jest wyraźnie mniej ludzi, ale Kijów to duże miasto i nadal np. stoi się w korkach.
Posłuchaj
Zimno jest najgorsze
Były ambasador RP w Ukrainie tłumaczył, że w nieco lepszej sytuacji są ludzie mieszkający w domach na obrzeżach miasta. - Mają indywidualne studnie, mogą sobie postawić generator - tłumaczył. - Gorzej jest w blokach, bo całe piony na przykład są odcinane od wody, więc ani łazienka, ani ani kaloryfery nie grzeją - dodał. Wskazał, że rozmawiał z duchownymi, którzy w Kijowie opiekują się kościołem św. Mikołaja. - Oni w swoim mieszkaniu, mieszkają w bloku po czasach radzieckich, mają 4 stopnie Celsjusza. Ich sąsiedzi wyżej mają -2 stopnie. - To są warunki, w których nie da się po prostu żyć - podkreślił. - To zimno jest najgorsze. Cała reszta jest jakoś do do opanowania - ocenił.
Jak mówił, popularnością cieszą wszelkiego rodzaju sklepy myśliwskie czy turystyczne. - Ludzie kupują gazowe kuchenki, jakieś maty grzejące, prysznice turystyczne - wyliczył. - Pomysłowość ludzka nie zna granic i człowiek jest w stanie się dostosować niemal do wszystkiego - powiedział. Zaznaczył jednak, że według prognoz mróz ma się utrzymać nie tylko w styczniu, ale jeszcze w lutym. - Słowa mera, że Kijowowi grozi katastrofa humanitarna, nie wydają się przesadzone - powiedział Cichocki.
Obrona cywilna
Podkreślił, że wnioski z Ukrainy należy przenosić do Polski. Jego zdaniem, trzeba jak najszybciej utworzyć w kraju służbę na wzór ukraińskiej, odpowiedzialną za ochronę cywilną. - To nie chodzi tylko o schrony, to nie chodzi tylko o ochronę przed rakietami, ale właśnie o taką sytuację, kiedy nagle ogromne miasto traci dostawy prądu, traci się dostawy wody - wyjaśnił.
- Barbarzyński atak Rosji. "Wsparcie dla narodu ukraińskiego jest pilne"
- Zełenski skrytykował inicjatywę Trumpa. "Propozycja nierealna"
- Kijów bez prądu i ciepła. "Ludzie są nastawieni na przetrwanie"
Źródło: Polskie Radio 24
Prowadząca: Ewa Wasążnik
Opracowanie: Filip Ciszewski