more_horiz
Historia

Kapitulacja pod Ujściem. Potop szwedzki zaczął się od sromotnej klęski Polaków

Ostatnia aktualizacja: 25.07.2021 05:50
Kapitulacja wielkopolskiego pospolitego ruszenia pod Ujściem przed armią króla Karola X Gustawa 366 lat temu otworzyła Szwedom drogę do serca Polski. Wydarzenia nad Notecią ukazały anachroniczny charakter armii Rzeczpospolitej wobec nowego modelu prowadzenia wojen.
Pospolite ruszenie - obraz Józefa Brandta.
Pospolite ruszenie - obraz Józefa Brandta.Foto: Wikimedia Commons/dp

Ofensywa Szwedów na Rzeczpospolitą, która przerodziła się w pięcioletnią okupację większej części Korony i Inflant, a do historii przeszła jako potop szwedzki, rozpoczęła się od ataku wojsk Karola Gustawa z dwóch kierunków. Pierwsze uderzyły wojska marszałka Gustawa Adolfa Lewenhaupfa, które rozpoczęły oblężenie Dyneburga w Inflantach. Z zajętego przez Szwedów Pomorza Zachodniego ruszyły wojska Arvida Wittenberga. Pochód jej armii zatrzymał się pod Ujściem, gdzie kluczowe przeprawy na Noteci obsadzało polskie pospolite ruszenie, wspierane przez piechotę łanową (z obowiązkowego poboru).

Polacy byli słabsi pod względem liczebności (14 tys. po stronie polskiej do 17 tys. po stronie szwedzkiej) i uzbrojenia, ale ich pozycje miały znaczne walory obronne – na podmokłym terenie, w widłach rzeki. Rzeczpospolita – kraj ośmiokrotnie ludniejszy od Szwecji – nie mogła pozwolić sobie wówczas na wystawienie większych sił przeciwko Szwedom. Brakowało na to pieniędzy w wiecznie pustym skarbcu, a ponadto polsko-litewskie państwo było wówczas zaangażowane w walkę z Kozakami i Rosjanami.

Nieodzowna figura zdrajcy

Mimo dysproporcji sił, Polacy bronili się dwa dni. Jednak gdy Szwedzi opanowali przyczółek po polskiej stronie Noteci, na północ od polskiego zgrupowania, dalsza walka groziła otoczeniem i masakrą polskiej armii. Dowodzący polskim zgrupowaniem wojewodowie Krzysztof Opaliński i Andrzej Karol Grudziński poprosili o rokowania kapitulacyjne.

- Rokowania te przebiegły inaczej niż to przedstawił Henryk Sienkiewicz w "Potopie": miały miejsce nie w obozie polskim, a na polu między obozami. Wojewodowie otrzymali propozycję przejścia pod protekcję szwedzkiego króla. Na zastanowienie się nad propozycję otrzymali tylko cztery godziny, było to więc ultimatum – podkreślał prof. Władysław Czapliński w audycji z cyklu "Glosa do Trylogii".


Posłuchaj
09:26 glosa do trylogii - potop.mp3 Gawęda prof. Władysława Czaplińskiego na temat różnic między historycznym przekazem wydarzeń pod Ujściem a ich kreacją w "Potopie" Henryka Sienkiewicza. (PR, 21.09.1972)

 

Warunki kapitulacji ze strony szwedzkiej negocjował Polak, magnat Hieronim Radziejowski.

- Ten zdolny, a zarazem chorobliwie ambitny człowiek był dobrze znany szerokim kręgom magnaterii. Wywodził się ze starego rodu mazowieckiego – podkreślał historyk.

Pikanterii sprawie dodawała geneza zdrady Radziejowskiego. Szlachcic był stronnikiem i dworzaninem Jana Kazimierza, piastował wyskoki urząd podkanclerzem. Towarzyszył władcy podczas wyprawy przeciwko Kozakom. I właśnie wówczas doszło do spięcia na linii monarcha-magnat. Waza kazał zająć całą korespondencję poddanego, wśród której znajdował się list do królowej zawierający sugestię Radziejowskiego dotyczącą romansu swojej żony z Janem Kazimierzem. To wydarzenie rozpoczęło drogę do upadku magnata, zakończonego skazaniem na banicję i infamię.

- Po okresie błąkania się po różnych zakątkach Europy, trafił w końcu na dwóch szwedzki, gdzie odegrał rolę informatora o stosunkach panujących w Polsce – mówił prof. Czapliński w audycji z 1972 roku.

Dwie koncepcje wojny

Wobec braków w zaopatrzeniu i niemożności prowadzenia dalszych walk, wojewodowie zdecydowali się przyjąć szwedzkie warunki i poddać województwa poznańskie i kaliskie najeźdźcy, obiecując mu jednocześnie posłuszeństwo. Decyzja spotkała się początkowo ze sprzeciwem szlachty (zwłaszcza, co odnotował w "Potopie" Sieniewicz, ze sprzeciwem oficerów piechoty łanowej), która jednak musiała zgodzić się z argumentami dowódców.

Wydarzenia pod Ujściem były nie tylko starciem dwóch armii, były starciem dwóch odmiennych modeli prowadzenia wojen.

- Wojsko szwedzkie ukończyło przed siedmiu laty wojnę trzydziestoletnią w Niemczech. Składało się w dużej mierze z żołnierzy zapoznanych z nowoczesną sztuką wojenną, doświadczonych i znakomicie uzbrojonych – wyjaśniał historyk.

Naprzeciwko szwedzkiej armii złożonej z poborowych i oddziałów najemnych stanęło w przeważającej mierze pospolite ruszenie – wywodząca się rodem ze średniowiecza niejednorodna i słabo wyposażona zbieranina szlachty. Paradoksalnie w dalszym etapie wojny ten drugi model, oparty na żołnierzach broniących własnej ziemi i doskonale znających teren przyniósł sukcesy w wojnie szarpanej.

bm