more_horiz
Historia

Vincent van Gogh. "Tak nadwrażliwy człowiek musiał cierpieć na okrągło"

Ostatnia aktualizacja: 29.07.2022 05:45
- Jedyną enklawą, w której van Gogh czuł się spokojnie, była jego własna sztuka – mówił w audycji Polskiego Radia poświęconej genialnemu malarzowi dr Łukasz Kossowski, historyk sztuki. 132 lata temu, 29 lipca 1890 roku, w wyniku próby samobójczej zmarł wybitny holenderski malarz Vincent van Gogh.
Vincent van Gogh. Autoportret z 1889 roku
Vincent van Gogh. Autoportret z 1889 rokuFoto: Wikimedia Commons

Syn pastora

Artysta przyszedł na świat 30 marca 1853 roku. Wychowywał się w rodzinie, której członkowie wykonywali dwa zawody. Jedni byli teologami ewangelickimi, a inni marszandami, czyli osobami handlującymi dziełami sztuki.


Posłuchaj
20:59 opisać van gogha__bez listow.mp3 O niespokojnym życiu van Gogha mówią ks. prof. Michał Janocha i Łukasz Kossowski. Audycja Anny Lisieckiej pt. "Spotkania po zmroku" (PR, 28.03.2018)

 

- Te dwa środowiska, które w nim były, ukształtowały jego życie. Pracę rozpoczął jako marszand w Hadze, Londynie, Paryżu, ale jako syn pastora nie mógł przejść obok spraw religijnych obojętnie – mówił na antenie Polskiego Radia historyk sztuki ks. prof. Michał Janocha.

W 1877 roku van Gogh rozpoczął studia teologiczne w Amsterdamie, ale nic z tego nie wyszło. Później trafił do szkoły katechetycznej w Brukseli i zamierzał poświęcić swoje życie najuboższym. Zamieszkał wśród bardzo biednych belgijskich górników, jednak po niecałych dwóch latach zrezygnował z misji niesienia pomocy i ewangelizowania.


Posłuchaj
13:07 VINCENT VAN GOGH bez listu.mp3 O życiu i twórczości Vincenta van Gogha opowiada krytyk sztuki dr Monika Małkowska. Audycja "W stronę sztuki" (PR, 10.02.2010)

 

- Van Gogh szczerze im współczuł i chciał ulżyć ich ciężkiemu losowi, ale stał się zbyt aktywny. Był zbyt namiętny, by ci ludzie mogli w nim zobaczyć prawdziwego duszpasterza. To jemu trzeba było pomóc, a on nie był zdolny do niesienia pomocy innym – stwierdziła krytyk sztuki dr Monika Małkowska w audycji "W stronę sztuki".

Van Gogh cały czas poszukiwał swojego powołania. Dopiero po nieudanych przygodach z handlem dziełami sztuki i ewangelizacją Holender zaczął malować. Miał wówczas 27 lat.

Genialny samouk

Niezwykle intensywna kariera malarza, trwająca zaledwie dekadę, dzieli się na dwa etapy. Pierwsze pięć lat było okresem prób i szukania własnego stylu. Najsłynniejszym obrazem stworzonym przez van Gogha w tym czasie jest "Jedzący ziemniaki".


Posłuchaj
14:32 Dwójka jest taki obraz 17.02.2019 Słoneczniki ok.mp3 Dr Grażyna Bastek o historii "Słoneczników" Vincenta van Gogha. Dwójkowa audycja "Jest taki obraz" prowadzona przez Michała Montowskiego (PR, 17.02.2019)

 

- Malarz nawiązywał tym obrazem do XVII-wiecznych holenderskich mistrzów. Czuje się w nim to skupienie, prostotę i światło Rembrandta – mówiła dr Grażyna Bastek w audycji "Jest taki obraz".

W 1886 roku malarz przeprowadził się do Paryża, gdzie nawiązał kontakt z wybitnymi impresjonistami. Tam też po raz pierwszy zetknął się z sztuką japońską, która miała największy wpływ na dalszy rozwój jego malarstwa.

- W drzeworycie japońskim stosowana jest technika kreski i punktu. Takimi strukturami pokrywa się papier, malując pejzaż, i van Gogh tę sztukę początkowo kopiuje, a potem interpretuje – wyjaśnił historyk sztuki dr Łukasz Kossowski w audycji "Spotkania po zmroku".

Co ciekawe, van Gogh nie ukończył żadnych studiów artystycznych.

- To było takie rzucanie się na wiedzę, na naukę rzemiosła i odskakiwanie. On nawet nie wytrzymywał zbyt długo w Luwrze - mówiła dr Małkowska.

Po niemal dwóch latach pobytu w stolicy Francji artysta zamieszkał na południu kraju w miejscowości Arles. Okres tam spędzony był najlepszym, jeśli chodzi o malarstwo. Równocześnie trudny charakter i problemy umysłowe doprowadziły go wtedy do targnięcia się na własne życie.

"Słoneczniki" Vincenta van Gogha "Słoneczniki" Vincenta van Gogha

Marzyciel o trudnym charakterze

Sztuka van Gogha, niemieszcząca się w znanych wówczas normach, nie cieszyła się popularnością. Mimo ogromnego wysiłku, który wkładał w swoją pracę, malarz nie zbił fortuny. Swojej pasji mógł poświęcić się tylko dzięki pieniądzom młodszego brata Teo, który był marszandem i jako jedyny wierzył w talent Vincenta. To dzięki niemu Van Gogh wybudował w Arles dom, który miał stać się pracownią dla wybitnych malarzy. Ten pomysł artysta również zaczerpnął z Japonii, w której funkcjonowały podobne bractwa.

- Chciał stworzyć bractwo, które miało funkcjonować jak zakon. Wyobrażał sobie, że uda mu się stworzyć takie grono przyjaciół, gdzie cała energia twórcza będzie poświęcona malowaniu i wielkim, niekończącym się dyskusjom o sztuce – tłumaczył dr Łukasz Kossowski.

Niestety, ostatecznie z marzenia o bractwie nic nie wyszło. Trudno było Vincentowi znaleźć grupę artystów, którzy byliby w stanie znieść jego humory i trudną osobowość. Jedynym, który skorzystał z zaproszenia van Gogha, był francuski malarz Paul Gauguin, który przybył do Arles w październiku 1888 roku. Dwa miesiące później między artystami doszło do kłótni, która zakończyła się tragicznie.

- Van Gogh próbował zaatakować Gaugina, a następnie przeniósł ten wrogi gest na siebie i odciął sobie ucho. Potem zaniósł je prostytutkom z miejscowego domu publicznego, które wezwały policję i lekarzy - przywołała tę dramatyczną historię dr Małkowska.

Od tego czasu malarz znajdował się pod stałą opieką. Trafił nawet do szpitala psychiatrycznego, gdzie został poddany leczeniu, ale najbardziej uspokajało go malowanie.

- Jego obrazy z okresu, gdy przebywał w zakładzie dla umysłowo chorych, są niezwykle wzruszające. Van Gogh potrafił oddać nie tylko radość, wesołość, namiętność i żar, ale też smutek. Cierpienie oddać kolorem to jest coś, na co niewielu artystów przed nim potrafiło się zdobyć – oceniła dr Monika Małkowska.

Vincent van Gogh nie odzyskał równowagi psychicznej. Zmarł 29 lipca 1890 roku w wyniku ran, które zadał sobie strzałem z rewolweru dwa dni wcześniej. Miał 37 lat.

Czytaj także:

Salvador Dali. Największy ekscentryk XX wieku

Julian Fałat. Akwarele wybrał z biedy

Nadwrażliwy pracoholik

Van Gogh był człowiekiem bardzo wrażliwym i emocjonalnym. Jednocześnie całkowicie poświęcał się pracy, rujnując swoje zdrowie fizyczne i psychiczne.

- To był człowiek, który w zasadzie nie znał odpoczynku, a do tego żył alkoholem i kawą. Taki tryb życia nie rokował długowieczności. Tak naprawdę był destrukcyjny dla jego zdrowia fizycznego, a także dla, i tak już rozchwianej, psychiki – stwierdziła dr Małkowska.

Podczas najbardziej płodnych okresów obrazy malował w dwa, trzy dni, a czasem na ukończenie swojego dzieła potrzebował zaledwie kilku godzin. Zdaniem Łukasza Kossowskiego pracoholizm był jego ucieczką od rzeczywistości.

- W zderzeniu z brutalnością codzienności, z niezrozumieniem otoczenia, w kontakcie z ludźmi, którzy są ślepi na sztukę, rozczarowanie i ogromny stres są rzeczą oczywistą. Tak nadwrażliwy człowiek musi cierpieć na okrągło. Jedyną enklawą, w której van Gogh czuł się spokojnie, była jego własna sztuka – ocenił dr Łukasz Kossowski.

Imponujący dorobek

Van Gogh pracował dzień i noc, a efektem tego wysiłku była ogromna liczba dzieł. W ciągu 20 miesięcy spędzonych w Paryżu namalował 200 obrazów. Średnio oznacza to jedno dzieło na trzy dni. Jednak najbardziej intensywny okres van Gogh przeżył przed śmiercią. Jak w audycji "Jest taki obraz" zauważył Michał Montowski, artysta podczas ostatnich 70 dni życia stworzył 70 dzieł.

Równie ciekawa jest historia cyklu "Słoneczników", które w 1987 roku zostały kupione przez anonimowego kolekcjonera sztuki za niemal 40 milionów dolarów. Pomiędzy sierpniem a wrześniem 1888 roku van Gogh namalował cztery różne wersje tego dzieła. Ironią jest to, że był to prezent dla Paula Gaugina, który miał rozświetlać jego pokój w Arles.

Łącznie Vincent van Gogh pozostawił po sobie 870 obrazów, 150 akwarel i 1000 rysunków. To wszystko w trakcie zaledwie 10 lat pracy twórczej.

th