more_horiz
Gospodarka

Europejski System Handlu Emisjami. Od niego zależą ceny prądu w Polsce

Ostatnia aktualizacja: 30.08.2022 07:57
W cenie prądu płaconej przez przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe zawartych jest wiele składowych związanych z wytworzeniem energii i dostarczaniem jej do odbiorców. Dodatkowo Polska - jako jeden z krajów członkowskich UE - jest objęta systemem handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla (EU ETS). Wysokość kwot wydawanych na uprawnienia też ma wpływ na ceny prądu. 
Zdjęcie ilustracyjne.
Zdjęcie ilustracyjne.Foto: Shutterstock/DesignRage

Unijny system EU ETS jest systemem pułapów i handlu. Polega na wprowadzeniu limitu łącznych emisji niektórych gazów cieplarnianych emitowanych przez instalacje objęte systemem. Z czasem limit ten jest obniżany, co sprawia, że łączne emisje spadają.

W ramach wyznaczonego pułapu firmy otrzymują lub kupują uprawnienia do emisji, którymi mogą handlować zgodnie ze swoimi potrzebami. Mogą też kupować ograniczone ilości międzynarodowych jednostek emisji pochodzących z projektów mających na celu ograniczenie zużycia energii na całym świecie. Ograniczenie całkowitej liczby dostępnych uprawnień do emisji gwarantuje, że mają one pewną wartość.

Co roku każde przedsiębiorstwo musi umorzyć liczbę przydziałów wystarczającą na pokrycie jego całkowitych emisji. W przeciwnym wypadku nakładane są wysokie grzywny. Jeżeli przedsiębiorstwo zmniejszy swoje emisje, może zatrzymać dodatkowe uprawnienia w celu pokrycia swoich potrzeb w przyszłości albo sprzedać je innemu przedsiębiorstwu, któremu tych uprawnień zabrakło.

System handlu gwarantuje obniżanie emisji tam, gdzie najmniej to kosztuje. Wysokie ceny emisji dwutlenku węgla sprawiają, że warto inwestować w czyste technologie niskoemisyjne.

Do obrotu pozwoleniami na emisję są dopuszczone między innymi instytucje finansowe, które mogą zajmować na prawach do emisji pozycje spekulacyjne, sztucznie podwyższając ich ceny. Chiny zakazały podobnej praktyki w ustanowionym lokalnie systemie handlu emisjami.


Trzeba reagować

Tymczasem ambicją UE jest rozszerzenie systemu EU ETS na większą liczbę sektorów gospodarki (np. usługi transportowe i budynki). Na te plany zareagowali w marcu premierzy państw Grupy Wyszehradzkiej (V4) i Bułgarii. Napisali list do szefowej KE Ursuli von der Leyen i szefa Rady Europejskiej Charles'a Michela ws. emisji w sektorach nieobjętych Europejskim Systemem Handlu Emisjami. Wskazali, że zmiana regulacji mogłaby zwiększyć ryzyko ubóstwa energetycznego w państwach UE o niskich dochodach.

W liście przywódcy napisali, że do filarów polityki klimatycznej UE należą zasady sprawiedliwości, solidarności, sprawiedliwego podziału obciążeń w zakresie redukcji emisji, a także poszanowanie różnych pozycji wyjściowych i specyficznych uwarunkowań każdego państwa członkowskiego.

"Centralnym elementem tego podejścia w sektorach nieobjętych Europejskim Systemem Handlu Emisjami (non-ETS) jest zróżnicowanie krajowych celów redukcji emisji. Cele te zostały ustalone zgodnie z zasadą sprawiedliwości, biorąc pod uwagę PKB na mieszkańca wszystkich państw członkowskich UE (…). Gdyby transport i budynki miały zostać przeniesione do systemu handlu uprawnieniami do emisji z oddzielną ceną emisji dwutlenku węgla, wystąpiłoby zwiększone ryzyko pogłębienia się ubóstwa energetycznego w UE, które dotyka obecnie 34 mln ludzi. (...) Jednolita cena w całej UE nieproporcjonalnie obciążyłaby państwa członkowskie o niższych dochodach. Ponadto znalezienie odpowiedniej ceny emisji dwutlenku węgla dla wszystkich państw członkowskich byłoby bardzo trudne" - czytamy w liście.

Premier widzi problem

- Cieszę się, że Unia Europejska dostrzega, że rynki energii "powariowały", a ceny wystrzeliły tak wysoko, że nie tylko stają się niemożliwe do zniesienia, ale nie wskazują też na jakiekolwiek realia gospodarcze - powiedział w poniedziałek w Paryżu premier Mateusz Morawiecki.


Posłuchaj
00:27 11911690_1.mp3 Premier M. Morawiecki proponuje reformę systemu ETS i obniżkę cen. Źródło: IAR/ Polskie Radio

 

Szef polskiego rządu w poniedziałek przebywał z wizytą w Paryżu, gdzie spotkał się z prezydentem tego kraju Emmanuelem Macronem, uczestniczył także w konferencji Stowarzyszenia Francuskich Pracodawców MEDEF.
Morawiecki ocenił na briefingu, że obecne ceny wskazują wyłącznie, iż "szantaż rosyjski jest przynajmniej do pewnego stopnia skuteczny".


- A jeśli ten szantaż rosyjski jest skuteczny, a przynajmniej trwały na tym etapie, to my - UE - musimy na niego znaleźć wspólną kolektywną odpowiedź - zaznaczył szef rządu. - Dlatego dobrze się dzieje, że po moich rozmowach, ale wiem, że prezydent Emmanuel Macron na ten temat rozmawiał z innymi przywódcami, a także przewodniczący pełniący funkcję prezydencji w Radzie UE premier Czech rozmawiał z naszymi kolegami z Rady UE - te wszystkie rozmowy wreszcie zaczynają dawać mam nadzieję pewne rezultaty.

Według premiera ostatni miesiąc pokazał, że "rynki energii rzeczywiście oszalały i musimy znaleźć nową odpowiedź". 

Ograniczyć wpływ EU ETS na cenę prądu

W odpowiedzi na apele premiera Morawieckiego minister przemysłu i handlu Czech Josef Sikela powiedział w poniedziałek, że zwołuje nadzwyczajną Radę Ministrów UE do spraw energii na 9 września br. Stwierdził, że rynek energii przestał funkcjonować, a Europa musi oddzielić ceny gazu od cen energii elektrycznej.

Zdaniem Sikeli ustalenie maksymalnej ceny gazu jest wykonalne i jest mniej kosztownym rozwiązaniem, które powinno spowodować obniżenie cen energii elektrycznej. Czeski minister podkreślił, że cena gazu wzrosła od czerwca z 18 euro za jedną megawatogodzinę do około 310 euro.

Powiedział, że rosnące ceny energii mają kilka przyczyn, poza samą wojną na Ukrainie i ograniczeniami dostaw gazu z Rosji. Wskazał na złą sytuację w energetyce jądrowej we Francji, gdzie z powodu konserwacji i problemów technicznych działa tylko około połowy reaktorów jądrowych.

Zaznaczył też, że potrzebna będzie większa płynność na rynku energii. Jego zdaniem niezbędne będą wspólne interwencje na rynkach, prowadzone przez państwa ze sprzedawcami energii. Sikela uznał, że UE jest bliższa wspólnego podejścia do kwestii cen energii niż kiedykolwiek wcześniej, a europejskie rozwiązanie jest najlepszą i najtańsza opcją.

Zdaniem Sikeli ustalenie maksymalnych cen gazu, wykorzystywanego do produkcji prądu, nie jest jedynym możliwym rozwiązaniem. UE może także otworzyć kwestię zezwoleń na emisję Co2, które już teraz stanowią znaczną część cen energii elektrycznej. Rozwiązaniem może być także całkowita regulacja cen energii. Zwrócił uwagę, że na nadchodzący sezon grzewczy gazu powinno wystarczyć.

Czytaj także:


PolskieRadio24.pl/ PAP/ KE/ NBP/ mib