more_horiz
Wiadomości

Znaki zapytania wokół awarii gazociągów Nord Stream. Co wiemy?

Ostatnia aktualizacja: 28.09.2022 11:03
Niejasne okoliczności awarii gazociągów Nord Stream 1 i 2 prowokują spekulacje na temat sabotażu. Cień podejrzeń natychmiast padł na Rosję, której główną bronią w walce z Zachodem jest szantaż energetyczny. Wokół wybuchów na Bałtyku mnożą się pytania i wątpliwości. Czego możemy być pewni? Jakie argumenty przemawiają za sabotażem Kremla?
Awaria gazociągów Nord Stream. Co wiemy?
Awaria gazociągów Nord Stream. Co wiemy?Foto: HANDOUT/AFP/East News

We wtorek, 27 września, media obiegła informacja o awariach gazociągów Nord Stream 1 i 2. Duńska Agencja Energii podała, że w poniedziałek, 26 września, doszło do wycieku metanu z jednej z dwóch nitek Nord Stream 2. Następnie Szwedzka Administracja Morska poinformowała, że Nord Stream 1 został rozszczelniony w dwóch miejscach. Wyciek wykryto w poniedziałek wieczorem, godzinę po tym, jak zarejestrowano spadek ciśnienia w siostrzanym Nord Stream 2. 

Wycieki z dwóch gazociągów dzieli ok. 75 km. Dwa wycieki z Nord Stream 1 znajdują się na północny wschód od duńskiego Bornholmu, z Nord Stream 2 - na południowy wschód od tej wyspy. Wycieki metanu nastąpiły na głębokości ok. 80-110 m. Według Duńskiego Urzędu Energetyki wyciek do Bałtyku może potrwać od kilku dni do tygodnia.

Eksplozje na Bałtyku

Kilka godzin po informacji o nagłych awariach Szwedzkie Narodowe Centrum Sejsmologiczne poinformowało, że doszło do podwodnych eksplozji. Pierwsza eksplozja została zarejestrowana o godz. 2.03 w nocy z niedzieli na poniedziałek, a druga - o godz. 19.04 w poniedziałek.

Stacje pomiarowe w południowej Szwecji podały, że wybuch miał amplitudę 2,3. - Siła wybuchu była odpowiednikiem eksplozji 100-200 kg dynamitu - ocenił dyrektor Szwedzkiej Krajowej Sieci Sejsmicznej Björn Lund.

Oficjalne oświadczenia

Operator sieci - Nord Stream AG - przyznał, że w ciągu jednego dnia gazociągi doznały "bezprecedensowych uszkodzeń". Jak dodała spółka, nie wiadomo, jak długo może potrwać przywracanie sprawności gazociągom. Rosyjski Gazprom odmówił komentarza w tej sprawie.

Przesył gazociągiem Nord Stream 1 został przez Rosję wstrzymany w odpowiedzi na zachodnie sankcje po inwazji na Ukrainę. NS1 jest jednak wypełniony gazem. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku NS2 - rura została nagazowana w związku z próbami ciśnieniowymi, choć ostatecznie gazociągu nie oddano do użytku. 

Czytaj także:

Sabotaż - kto na tym skorzysta?

Nagłość, bezprecedensowa skala i geopolityczny kontekst awarii gazociągów sprawiają, że teza o sabotażu na Bałtyku została przyjęta niemal za pewnik. Dużo większe wątpliwości wzbudza jednak pytanie o sprawcę. Dla Zachodu oczywistym winowajcą jest Rosja, dla Rosji... Zachód. Rachunek korzyści i strat wskazuje, że to Rosja ma najwięcej do zyskania na tych awariach. 

Jak zauważa Jakub Wiech, ekspert z portalu energetyka24.com, po inwazji na Ukrainę i zachodnich sankcjach wobec Rosji znaczenie Nord Streamów drastycznie spadło. Gazociąg Północny był budowany z myślą, by pozbawić Ukrainę statusu kraju tranzytowego i zaatakować ją bez obaw o ciągłość dostaw dla klientów w Europie. Gdy jednak Zachód po 24 lutego nałożył na Rosję sankcje i powstrzymał się od otwarcia Nord Steam 2 - gazociągi straciły na znaczeniu. Szantaż w postaci wstrzymania dostaw przez Nord Stream 1 również okazał się nieskuteczny. W tym kontekście celowe uszkodzenie przez Rosjan własnych instalacji nabiera sensu.

Zaciskanie gazowej pętli

Awarie gazociągów wyłączą je z użytku na długi czas, możliwe nawet, że na lata. - Rosja nie jest w stanie naprawić tych gazociągów przy obecnych sankcjach. Bez dostarczenia przez Zachód technologii pozostaną one nieczynne - tłumaczył Jakub Wiech na antenie Polskiego Radia 24. Naprawa Nord Streamów polega bowiem na zbudowaniu tzw. bypassów, czyli krótkich połączeń obchodzących uszkodzone odcinki. Rosja nie posiada technologii, by to zrealizować. 

Wyłączenie Nord Streamów prowadzi do jeszcze większego zaostrzenia kryzysu energetycznego w Europie. Wraz z wyciekami na Bałtyku ceny gazu ponowie poszybowały w górę, a fakt, że Gazociąg Północny pozostanie nieczynny, wpłynie na utrzymanie się wysokich cen surowca. Wszystko w momencie, gdy na Zachodzie trwają przygotowania do trudnej zimy. Kraje UE - szczególnie te, które na przestrzeni lat niemal całkowicie uzależniły się od dostaw z Rosji - zaciskają pasa, wdrażają politykę oszczędzania energii, kumulują zapasy gazu i naprędce szukają sposobów dywersyfikacji. Przez wyłączenie Nord Streamów na dłuższy czas Rosja jeszcze bardziej zaciska gazową pętlę na szyi Europy. 

Groźba wobec Baltic Pipe?

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden element tej układanki. Wybuchy na Bałtyku zbiegły się w czasie z otwarciem strategicznie ważnego dla Polski gazociągu Baltic Pipe. Niewykluczone, że niespodziewane awarie miałyby być sygnałem wysłanym przez Kreml. - Rosja chciała pokazać, jak wrażliwa jest infrastruktura gazowa na tego rodzaju ataki - zauważa Jakub Wiech. 

Gazociąg Baltic Pipe łączy polski i duński system przesyłowy, dzięki czemu do naszego kraju będzie mógł płynąć gaz z szelfu norweskiego. Inwestycja ta jest jednym z kluczowych elementów szerszej polityki dążącej do dywersyfikacji dostaw do Polski i całkowitego odcięcia się od kierunku rosyjskiego. Jak przy okazji otwarcia Baltic Pipe podkreślał premier Mateusz Morawiecki, "wraz z uruchomieniem rurociągu kończy się epoka uzależnienia od gazu rosyjskiego".

Zobacz również: Anna Moskwa w "Sygnałach dnia"

Źródła: IAR/PAP/Instagram/wiechography

kp

Zobacz także

Zobacz także