more_horiz
Wiadomości

"Decydujący czas". Ukraiński pułkownik o tym, co zdarzy się na froncie walki z Rosją w bliskiej perspektywie, do wiosny

Ostatnia aktualizacja: 25.01.2023 19:30
- Sytuacja jest nadzwyczaj trudna. Szczególnie niepokojąco wygląda sytuacja na wschodzie, gdzie przeciwnik zgromadził bardzo poważne siły. Wróg stara się też przesuwać front w Donbasie. To przynosi bardzo duże straty ukraińskim siłom zbrojnym, ale Ukraina nie ma innego wyboru. Rosja gromadzi też wojska na południu. Oprócz tego nie można w pełni wykluczyć uderzenia na Charków - mówi portalowi Polskieradio24.pl pułkownik Serhij Hrabskij.
Ukraińscy żołnierze w drodze na front w Donbasie, 24 stycznia br.
Ukraińscy żołnierze w drodze na front w Donbasie, 24 stycznia br.Foto: PAP/EPA/Mustafa Ciftci / Anadolu Agency/ABACAPRESS.COM

W wywiadzie dla portalu Polskiego Radia z pułkownik rezerwy Serhij Hrabskij mówi o tym, co będzie działo się na froncie walki z Rosją w ciągu najbliższych dwóch miesięcy do wiosny, o zagrożeniach związanych z mobilizacją w Rosji i nagromadzeniem wojsk na Białorusi.

***

PolskieRadio24.pl: Jakie są prognozy i możliwe scenariusze rozwoju sytuacji na Ukrainie?

Pułkownik rezerwy Ukraińskich Sił Zbrojnych Serhij Hrabskij: Trzeba pamiętać, że Rosja nie jest ani tak silna, jak się wydaje, ani tak słaba, jak byśmy chcieli.

W tym momencie Rosja może zebrać pewną liczbę wojsk, by móc przeprowadzić operację ofensywną.

>>> INWAZJA ROSJI NA UKRAINĘ - zobacz serwis specjalny <<<

Podkreślę, że chodzi o operację ofensywną, ale nie o powtórzenie ataku, jakiego dopuściła się 24 lutego.

Trzeba też mieć na względzie, że Rosja wykorzystując armię tradycyjną, złożoną ze zmobilizowanych, uzupełnioną po mobilizacjach, może przypuścić dość poważne uderzenie.

Uważnie obserwujemy rozmieszczenie jednostek uderzeniowych na wschodzie Ukrainy  w obwodach przygranicznych, na przykład biełogrodzkim, i próby nagromadzenia potencjału uderzeniowego na południu.

Jednocześnie w tym momencie nie wydaje się, że rosyjska armia okupacyjna nie będzie mogła zaatakować na pełną skalę z północy, gdyż nie ma obecnie wystarczających zasobów.

Widzieliśmy też, że Rosja gromadziła wojska na Białorusi, potem jednak masowo przerzucono je na front wschodni, by tam prowadziły działania.

Czytaj także:


Zatem nasze obserwacje w pełni pokrywają się z wnioskami naszych zachodnich partnerów – prawdopodobieństwo ataku z północy jest małe.

Nie ma podstaw, by stwierdzić, że taki atak jest prawdopodobny – na razie.

Jednak podkreślę raz jeszcze: szczególnie niepokojąco wygląda sytuacja na wschodzie, gdzie przeciwnik zgromadził bardzo poważne siły.

Do tego wróg, rozumiejąc, że nie mamy zbyt wielkiego wyboru - stara się przesuwać front w Donbasie. To przynosi bardzo duże straty ukraińskim siłom zbrojnym, które próbują w maksymalnym zakresie utrzymać te pozycje.  Niemniej jednak Ukraina nie ma innego wyboru – musi utrzymywać te pozycje, na ile pozwalają jej możliwości, starając się osłabić w walkach przeciwnika i uniemożliwić mu szykowanie i przeprowadzenie ofensyw na innych kierunkach. Dotyczy to także kierunku południowego.

Przeciwnik, zdając sobie sprawę z wyjątkowej wagi tego właśnie kierunku, a szczególnie osi zaporoskiej, próbuje tam utworzyć zgrupowanie wojsk. Ma ono na pierwszym etapie uniemożliwić ukraińskim wojskom przesunięcie się na linii Tokmak-Melitopol. Z drugiej strony Rosjanie próbują tworzyć ugrupowanie, które ewentualnie może pozwolić im w przypadku dogodnej operacyjnie sytuacji, przesunąć się na Zaporoże, spróbować tam forsować Dnipro i przejść na prawy brzeg tej rzeki.

Trwa zatem gra nerwów, kto szybciej zdoła zgromadzić duże zgrupowanie wojsk.

Ukraina obecnie, a to jest aspekt raczej polityczny, nie może sobie pozwolić na luksus prowadzenia bardzo dużych akcji ofensywnych.  Na to potrzebny pewien czas, by wojska Ukrainy mogły utrzymać natarcie przeciwnika i jednocześnie być gotowym na ofensywę.

Czytaj także:

Kiedy to może nastąpić?

Pułkownik rezerwy Ukraińskich Sił Zbrojnych Serhij Hrabskij: Jak szybko to się stanie, będzie zależało od tego, jak szybko uzbrojenie dotrze na wyposażenie ukraińskiej armii.

Jak też twierdzą nasi zachodni partnerzy, sytuacja jest nadzwyczajnie trudna. Tak jest rzeczywiście. Powiedziałbym, że to moment decydujący.

Nie chodzi o to, że wojska okupanta będą chciały przeprowadzić atak pełnoskalowy na Kijów, albo zaatakować Odessę. Natomiast nie możemy wykluczyć, że przeciwnik będzie miał możliwości uderzenia w rejonie Charkowa.

Czy to Rosjanom się uda, mam duże wątpliwości. Nie można jednak wykluczyć prawdopodobieństwa tego, że rosyjskie wojska mogą w jakichś obszarach przesunąć się na linii frontu.

Oczywiście, trzeba mieć na uwadze, że poważnym wyzwaniem dla Ukrainy powojennej będzie potem odbudowywanie infrastruktury, miast, zniszczonych w wyniku kolejnego potencjalnego ataku, jak też  ochrona życia mieszkańców, którzy znajdują się na tych obszarach, będących celem napaści.

Dlatego obecnie wszystkie wysiłki skoncentrowane są na tym, by zminimalizować możliwe negatywne konsekwencje takiego potencjalnego uderzenia rosyjskich wojsk i by z jak najmniejszymi stratami przejść do ofensywy. To jednak będzie zależeć od tego, jak szybko i w jakiej ilości Ukraina otrzyma zachodnie uzbrojenie.

Tak sytuacja wygląda w średnioterminowej perspektywie, na najbliższe dwa miesiące, do wiosny.

Czytaj także:

Szef Pentagonu niedawno mówił o tym, że to ważny moment, nie mamy czasu. Chodzi zatem o to, jak Pan wskazał, by z jednej strony Ukrainę ochronić przed skutkami ataku, z drugiej strony umożliwić kontrofensywę. Mobilizacja sojuszników wskazywała, że wszyscy poczuli się zaniepokojeni sytuacją, a co najmniej przejęci. W Rosji trwa obecnie mobilizacja wojsk. Przedstawił Pan najprawdopodobniejszy scenariusz, ale co jeszcze może się wydarzyć? Czy na horyzoncie widoczne są jeszcze inne potencjalne zagrożenia?

Rosja może zebrać dużą liczbę wojsk. Trzeba rozumieć, że zasoby mobilizacyjne Rosji, w rozumieniu: liczby ludności, są jeszcze dosyć znaczne. Nie są bez końca ani takich rozmiarów, które mogłyby kogoś przestraszyć. Po prostu trzeba sobie uświadamiać, że oni mogą pozwolić sobie na zebranie dużej liczby osób.

Jeśli chodzi o to, jakie mają możliwości, to jest 200-300 tysięcy ludzi. Dlaczego taka liczba? Taką podał minister obrony FR Siergiej Szojgu, mówiąc o zwiększeniu liczebności rosyjskich sił zbrojnych.

Rosja nie może sobie pozwolić na totalną mobilizację, bo nie jest na to gotowa jako państwo. Nie ma wystarczających zasobów, by jej gospodarka mogła przejść na wojskowe tory, nie ma nagromadzonych środków nawet na to, by zabezpieczyć bardzo szeroką mobilizację i prowadzenie choćby pierwszego etapu operacji z wykorzystaniem takiej liczby wojskowych.

Trzeba rozumieć, że nawet jeśli Rosjanie wezwą do wojska sto tysięcy osób, to oprócz karabinów automatycznych, trzeba jeszcze wyposażyć te oddziały w pojazdy opancerzone, artylerię, samochodyi i innymi typy uzbrojenia, których Rosja po prostu nie ma.

Rosjanie mogą rzucić ludzi do walki jako kolumny piesze, ale trzeba rozumieć, że zasoby ludzkie Federacji Rosyjskiej nawet w przybliżeniu nie są podobne do tych, jakimi swego czasu dysponował Związek Radziecki.

Rosjanie nie mogą sobie pozwolić na tego rodzaju bezmyślne wyrzucanie zasobów w błoto. Już teraz Rosjanie zaczynają sobie zdawać sprawę, do czego to prowadzi. Tylko w rezultacie bitwy bachmuckiej, która de facto wciąż jeszcze się nie skończyła, widzimy, że know how rosyjskiej myśli wojskowej, jak prowadzić kampanię wojskową, doznało znacznych uszczerbków.

Dzisiaj trudno mówić i o tym, że rosyjskie prywatne firmy wojskowe będą czasie w stanie w najbliższym odnowić swoją zdolność bojową, mimo tego że mają, jak by to rzecz, nietradycyjne źródła finansowania i zaopatrzenia.

Według pewnych doniesień sam Jewgienij Prigożyn,  właściciel Grupy Wagnera, obecnie próbuje szukać dodatkowych zasobów i surowców, posyła w tym celu swoich ludzi do Afryki. Tam też Grupa Wagnera bazuje, prowadzi działania wojenne, eksploatując w rezultacie tego afrykańskie terytoria.

Generalnie widać, że Rosjanie nie dają rady odnawiać swoich zdolności bojowych, w rezultacie sankcji, ograniczonych zasobów ludzkich i niewystarczających rezerw wojskowych.

Dlatego stali się zakładnikami braku czasu, ograniczonych zasobów, i tego „dowódczego” sposobu zarządzania państwem, które zawsze było charakterystyczne dla Federacji Rosyjskiej.

Pominąwszy to wszystko, Rosjanie wciąż jeszcze są w stanie zebrać pewną liczbę ludzi. Jednocześnie, tak jak mówiłem, nie są obecnie zdolni przestroić całej gospodarki na tryb wojenny. Muszą pozostawić pewne rezerwy, by zabezpieczyć kondycję gospodarczą.

Wedle danych podawanych podanych przez rosyjskich ekonomistów, Rosja odczuwa duże trudności w całych gałęziach gospodarki i wytwórczości, takich jak przemysł wydobywczy, metalurgia  budownictwo, gdzie obecność mężczyzn jest ważnym czynnikiem.

Kolejny problem to ucieczka tej wykształconej części społeczeństwa, która ma możliwość to uczynić.  Chce bowiem uciec od niebezpieczeństwa mobilizacji i utraty życia na wojnie.

Co można powiedzieć o działaniach  i planach Rosji dotyczących Białorusi? Przez Białoruś przechodzi wciąż fala żołnierzy i sprzętu. Mają miejsce ćwiczenia Regionalnego Zgrupowania Wojskowego. Mają miejsce częste kontakty przedstawicieli władz obu krajów.

Pułkownik rezerwy Ukraińskich Sił Zbrojnych Serhij Hrabskij: Jeśli mówi o ogólne plany, czy życzenia Rosji, to bez wątpienia władze na Kremlu uważają Białoruś za nadzwyczaj ważny place d’armes, jeśli chodzi o możliwe uderzenia nie tylko na terytorium Ukrainy, ale także państw bałtyckich i Polski. Tak to postrzega Rosja.

Wojna na Ukrainie dość poważnie zmniejszyła jednak możliwości realizowania tych planów. Atak stamtąd miałby sens, gdy walki trwały teraz w rejonie Równego, Chmielnickiego, Kamieńca Podolskiego – po tej linii, albo Tarnopola. Wówczas Białoruś bez wątpienia wzięłaby udział w walkach i stworzyła poważne zagrożenie nie tylko dla Ukrainy.

Dzisiaj jednak sytuacja wygląda inaczej. Na terytorium Białorusi marionetkowy reżim przeprowadził cały kompleks działań, które muszą poprzedzać ogłoszenie mobilizacji. Jednak obecnie ani reżim białoruski, który jest marionetką, ani Rosjanie, nie ogłaszają mobilizacji. Społeczeństwo białoruskie nie jest bowiem tak poddane propagandzie jak w Rosji, Białorusini nie chcieliby razem z rosyjskimi wojskami wchodzić na Ukrainę, tym bardziej, że widzieli czym skończyła się pierwsza fala agresji. W ich szpitalach leczyli się żołnierze, którzy wracali z frontu.

Jest tutaj dylemat. Bez zgromadzenia odpowiedniej liczby wojsk rosyjskich na Białorusi, nie można mówić o celowości prowadzenia mobilizacji na terytorium tego kraju. Bez białoruskich oddziałów na ten moment rosyjska armia nie może zabezpieczyć odpowiedniej liczby wojsk na tym kierunku.

Heroiczna obrona Sołedaru, walki pod Bachmutem, udaremniły wszystkie plany Federacji Rosyjskiej co do przeprowadzenia mobilizacji, nagromadzenia wojsk na Białorusi. Wojska rosyjskie, które przechodziły tam szkolenia, zamiast tworzyć tam potężne zgrupowanie uderzeniowe, są teraz skierowane na front wschodni. Chodzi o to, by można było przeprowadzić tam operację ofensywną.

Na ten moment, pominąwszy to, że Rosja i Białoruś w najbliższym czasie będą kontynuować serię wojskowych i politycznych działań, takich jak duże ćwiczenia na terytorium Białorusi, w tym lotnicze, to nie są w stanie stworzyć zagrożenia takiego rodzaju i rozmiaru, by mogło ono wpłynąć na sytuację na ukraińskich frontach.

Przy tym wszystkim jednak, podkreślmy, Rosja i Białoruś nie zarzucają tych zamiarów, które powzięły na początku.

W miarę możliwości starają się zgromadzić na Białorusi dużą liczbę wojsk, które wedle ich zamysłów w najbliższej perspektywie, mogłyby stworzyć demonstracyjnego charakteru zagrożenie, po to by Ukraina nie mogła przerzucić rezerw na inne kierunki.

To taki klasyczny temat próby zdezorientowania i odciągania sił przeciwnika od innych kierunków. Celem tego jest zablokowanie przemieszczenia rezerw. I ten system będzie tak funkcjonować dalej, połączony z przeprowadzaniem ataków powietrznych z terytorium Białorusi i z użyciem rakiet i z dronów. Być może dojdzie także do użycia lotnictwa, choć staje się to coraz bardziej ryzykowne ze względu na to, że obszar Ukrainy jest w coraz większym stopniu wyposażony w systemy obrony powietrznej.

Podsumowując: zagrożenie jest permanentne, ale nie takie, które może w sposób strategiczny zmienić bieg działań wojennych, teatr wojskowych działań Ukrainy i Rosji.

Jak ocenia Pan rezultaty ostatniego spotkania w Ramstein?

Pułkownik rezerwy Ukraińskich Sił Zbrojnych Serhij Hrabskij: Spotkanie w bazie Ramstein można uznać za ważne osiągnięcie, i z punktu widzenia Ukrainy, i całego cywilizowanego świata. Na tym spotkaniu ogłoszono po raz pierwszy w takim zakresie, że Ukraina otrzyma duże wsparcie militarne, w tym pojazdy opancerzone i inne typy broni, które są konieczne do przeprowadzenia ofensywy. 

Wskazuje to na zdecydowanie państw Grupy Ramstein i rozumienie tego, to, że Ukraina musi zwyciężyć w tej wojnie, i wojna ta musi zakończyć się jak najszybciej.

Po drugie Ukraina otrzyma broń typu zachodniego – nie chodzi już tylko o zasoby ze składów modeli radzieckich albo poradzieckich.  Chodzi o duże zasoby sprzętów produkcji zachodniej na dużą skalę.

Jest i takie spostrzeżenie. Gdy spojrzeć na listę sprzętów wojskowych potrzebnych Ukrainie, jaką przedstawił w jednym z wywiadów naczelny dowódca sił zbrojnych Ukrainy generał Wałerij Załużny, głównodowodzący wojsk Ukrainy, widzimy, że wedle niektórych parametrów, na przykład jeśli chodzi o wozy opancerzone, w wyniku tylko jednego spotkania Grupy Ramstein Ukraina otrzymała ponad połowę pozycji wymienionych w ogłoszonym wówczas spisie potrzeb.

W kwestii czołgów, trzeba uświadomić sobie jedną rzecz: tak zwane bojowe i taktyczne normy tworzone są w odniesieniu od sprzętu, jaki znajduje się na wyposażeniu tej czy innej armii. Armia ukraińska nigdy  do tej pory nie walczyła z użyciem samego zachodniego sprzętu. Już przekazanie Ukrainie czołgów Challenger, w wielkości podrozdziału, a mowa była o eskadrze, czyli jednostce ciut większej od kompanii, pozwala przetestować użycie tego sprzętu w ukraińskich warunkach bojowych na polu walki.  Czy w ostateczności będzie to zastosowanie czołgów pojedynczo, czy w podrozdziałach, czas pokaże.

Trzeba wyjaśnić też, że zachodni sprzęt wymaga tego, by stworzyć zabezpieczenie techniczne i logistyczne. Prace trwają, system będzie wypracowany w praktyce.

Co jeszcze można dodać w związku z Ramstein? W związku z tym, że czołgów była omawiana na tym spotkaniu dzięki wielkiemu wsparciu naszych polskich przyjaciół, od początku można było założyć, że kwestia przekazania tych czołgów Ukrainie, czy polskich, czy hiszpańskich, czy niemieckich, jest już tylko kwestią czasu. Nie było żadnych wątpliwości, że te czołgi wejdą w skład sił zbrojnych Ukrainy.

 Trzeba zauważyć, że od samego początku czołgi zachodniego typu, abramsy, czy leopardy, challengery były konstruowane po to, żeby móc przeciwstawić się nawale czołgów radzieckich, które w zamyśle kierownictwa wojskowego ZSRR miały prowadzić masowe natarcie na Europę Zachodnią. Czołgi zachodniego modelu mają przeciwstawiać się tym typu radzieckiego w stosunku 1 do 3, a nawet 1 do 5.  

Nie chodzi o to, że Ukraina będzie starać się zebrać wielką liczbę, „armadę” czołgów. Chodzi obecnie o kilkaset czołgów zachodnich – w takiej liczbie potrzebne są, by Ukraina mogła kontynuować wyzwolenie terytoriów.

Wsparcie otrzymane w Ramstein, łącznie z ogłoszonymi dostawami rakiet do systemów HIMARS, które mają zasięg 160 km, jest bardzo ważne i  wskazuje na to, że cywilizowany świat uświadamia sobie w końcu podjął decyzję, że należy odnieść zwycięstwo nad Rosją.

***


Z płk. rezerwy Ukraińskich Sił Zbrojnych Serhijem Hrabskim rozmawiała Agnieszka Marcela Kamińska, PolskieRadio24.pl

 

Zobacz także

Zobacz także