Nieświadomość i buntownicza natura polskich kierowców. Ekspert: na drodze najważniejsze jest myślenie oraz pokora

2024-01-09, 09:45

Nieświadomość i buntownicza natura polskich kierowców. Ekspert: na drodze najważniejsze jest myślenie oraz pokora
Nieświadomość i powstańcza natura polskich kierowców. Ekspert: na drodze najważniejsze jest myślenie i pokora. Foto: PAP/Marcin Bielecki

- Jako Polacy mamy powstańczą naturę, buntujemy się, nie respektujemy przepisów ruchu drogowego. Wielu kierowców dyskutuje, "skąd takie ograniczenie prędkości w tym miejscu?", nie znając historii tego miejsca, warunków terenowych; nie wiedząc, że jest tam więcej wypadków - mówi w rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl Grzegorz Telega, ekspert ds. bezpiecznej jazdy, menadżer ośrodka doskonalenia techniki jazdy Driveland.

Łukasz Lubański (portal PolskieRadio24.pl): Według danych policji, w ubiegłym roku doszło do 21 tys. wypadków, o 330 mniej niż w roku 2022, do tego było nieco mniej (o 13) ofiar śmiertelnych. Na drogach rzeczywiście jest coraz bezpieczniej?

Grzegorz Telega: Statystyki warto skorelować z liczbą samochodów, która systematycznie wzrasta. To pokazuje, że wykonaliśmy krok w dobrą stronę. Nie zmienia to jednak faktu, że Polska figuruje w górnych rejonach europejskich statystyk, jeśli chodzi o wypadki. Praca do wykonania jest zatem gigantyczna.

Z czego wynika problem?

Chociażby z tego, że w naszym kraju kursy nauki jazdy obliczone są na zdanie egzaminu. Rola kierowcy jest bardzo odpowiedzialna - jeden błąd może być katastrofalny w skutkach. Tymczasem bardzo często uczestnicy ruchu drogowego nie są przygotowani do tej roli.

Policja wskazuje, że w ubiegłym roku jedną z głównych przyczyn wypadków - obok wymuszania pierwszeństwa i jazdy pod wpływem alkoholu - była nadmierna prędkość.

W mediach często mówi się o brawurze. Niedawno głośno było o kierowcy, który hamując z ponad 300 km/h uderzył w tył samochodu, który stanął w płomieniach - zginęła rodzina. Takie sytuacje powinny być nagłaśniane i piętnowane, natomiast w mojej ocenie to nie brawura jest największym problemem na polskich drogach.

To co nim jest?

Powszechna nieświadomość kierowców, co złego może ich spotkać na drodze. Dotyczy ona zdecydowanej większości. Kierowcy nabywając doświadczenia, nabierają też przekonań, że za kierownicą są coraz lepsi. Niestety, zazwyczaj te wyobrażenia są mylne; w rzeczywistości mają oni problem z elementarnymi kwestiami, takimi jak ustawienie fotela, operowanie kierownicą, prawidłowe ustawienie się na pasie ruchu, pokonywanie zakrętów itd.

Z jednej strony mają poczucie, że wiele potrafią, z drugiej zaś prowokują na drodze sytuacje, z którymi nie są w stanie sobie poradzić. Koszmarnie zaniedbanym elementem jest świadomość przestrzeni strategicznej, czyli brak odpowiedniego dystansu między uczestnikami ruchu. Obserwujemy to zarówno w zatłoczonych miastach, jak i na autostradach. Spuśćmy też kurtynę milczenia na kierowców (wcale nie jest ich mało), którzy jeżdżą w ten sposób z prędkością 180-200 km/h…

Tylko w jaki sposób można do nich dotrzeć?

W polskim prawie, w ustawie o kierujących pojazdami, już od ponad 10 lat są zapisane kursy z zagrożeń w ruchu drogowym. Pomysł ten nie został jednak wdrożony. Tłumaczone jest to tym, że w Polsce wciąż jest za mało ośrodków doskonalenia techniki jazdy. Do kursów tych wystarczy ośrodek doskonalenia techniki jazdy stopnia podstawowego, jednak i tych w wielu rejonach Polski brakuje.

W niektórych krajach to, co w Polsce ćwiczymy w ośrodkach doskonalenia techniki jazdy z kierowcami z doświadczeniem, realizowane jest już w ramach kursu nauki jazdy. Dzięki temu osoby, które otrzymują prawo jazdy, są bardziej świadomymi kierowcami.

Jak wygląda takie szkolenie?

Opowiem na przykładzie naszego ośrodka, który - nieskromnie mówiąc - jest najlepszą tego rodzaju placówką w Polsce. Szkolimy kierowców, którzy już mają prawo jazdy i pewne (niektórzy wręcz bardzo duże) doświadczenie za kierownicą. Infrastruktura ośrodka składa się m.in. z płyt poślizgowych, szarpaka, czyli urządzenia, które inicjuje poślizgi, kurtyn wodnych, które symulują przeszkody.

Pokazujemy kursantom, gdzie jest granica ich możliwości. Często jest usytuowana bardzo nisko w stosunku do ich wyobrażeń.

Ponadto pokazujemy możliwości samochodów, które są coraz nowocześniejsze, mają coraz lepsze systemy bezpieczeństwa. Tyle że sami producenci samochodów podkreślają: najważniejszy jest kierowca, system w określonych warunkach może nie zadziałać i nie można na nim w pełni polegać.

Jakie jest nastawienie kierowców do szkoleń?

Kursanci jeszcze przed rozpoczęciem zajęć są podekscytowani na widok płyt poślizgowych czy kurtyn wodnych, choć chyba też nieco przerażeni tym, co za chwilę się stanie - ale ogólnie jest to pozytywna ekscytacja. Zapewne sobie wyobrażają: "Super, że trafiłem do takiego miejsca, dzisiaj nauczę się porządnie jeździć".

Nie jest to mrzonka?

Już podczas wprowadzenia serwujemy kursantom serię rozczarowań. Bo to nie jest tak, że przejdą kurs w specjalistycznym ośrodku, pod okiem instruktorów techniki jazdy, którzy zaserwują im porcję wiedzy, dostaną certyfikat i dzięki temu będą mogli szybciej i dynamiczniej jeździć.

Naszym celem jest to, aby u kierowców pojawiła się potężna dawka pokory: wobec własnych umiejętności, możliwości samochodów (nawet tych najlepiej wyposażonych) i wreszcie wobec prostych, a zarazem nieubłaganych praw fizyki, których nie oszuka świetny kierowca i najlepszy samochód.

Podczas szkolenia kursanci pokonują też asfaltową trasę, bardzo krętą - zakręty ciaśniejsze, łagodniejsze… Zmusiliśmy projektantów, a potem wykonawców, by wybudowali podwójne rondo (tzw. ósemkę) ze złym nachyleniem poprzecznym drogi.

W jakim celu?

Według prawa budowlanego droga powinna być nachylona 2 proc. do wewnątrz zakrętu. Natomiast znamy miejsca w Polsce, często są to tzw. czarne punkty czy zakręty śmierci, gdzie nachylenie jest nieprawidłowe. Wystarczy, że będzie to 2 proc. na zewnątrz. Laik tego nie zauważy, ale zachowanie samochodu będzie zupełnie inne. Dlatego też skonstruowaliśmy takie zakręty, aby w warunkach bezpiecznych, pod kontrolą instruktorów, dać możliwość zaznania takiej sytuacji.

Podczas szkolenia zajmujemy się przede wszystkim prewencją. Chociażby takimi elementami jak optymalny tor jazdy; uczymy, kiedy w takiej sytuacji należy hamować, a kiedy dodać gazu, i że w zależności od manewru zmienia się przyczepność kół do podłoża. Mamy oczywiście systemy, które korygują pewne błędy - kierowca często nawet nie wie, że system zareagował. Bardzo dobrze, że one są, ale należy jeździć tak, by nie prowokować ich do działania.

Ale czy rzeczywiście podczas kursu można nauczyć się np. skutecznego wychodzenia z poślizgów?

Nie i na początku szkolenia zaznaczamy to kursantom. Poślizg, który za chwilę przeżyją, to sytuacja unikalna - nigdy wcześniej w takiej konfiguracji nie powstał i nigdy później już się nie powtórzy. Nawet najlepszy instruktor nie jest w stanie przygotować kierowcy na to, by poradził sobie w każdym poślizgu.

Nasz przekaz jest następujący: "Zobaczcie, mamy taką sytuację; możemy założyć kontrę (kierownicą), a przede wszystkim opanowywać samochód, hamować".

Niektórzy dodają wówczas gazu…

Krew się we mnie burzy, gdy słyszę, że część ośrodków wciąż uczy, iż w poślizgu nadsterownym - czyli kiedy tył samochodu ucieka w lewo bądź w prawo - trzeba dodać gazu. Przepraszam bardzo, ale jak się traci kontrolę nad pojazdem i jeszcze zwiększa prędkość, to prawdopodobieństwo niepowodzenia wzrasta. Ryzykuje się uderzeniem w tira czy drzewo po prostu z większą prędkością. Zresztą w nowoczesnych samochodach komputer pokładowy, wykrywając poślizg, często odcina przepustnicę, więc dodawanie gazu nic nie zmieni - szkoda na to czasu.

Zasada jest prosta: gdy czujemy, że przestajemy panować nad samochodem, jak najszybciej - na tyle bezpiecznie, na ile jest to możliwe - powinniśmy go zatrzymać.

Przede wszystkim jednak należy skupić się na prewencji. Uczymy kursantów, że w pierwszej kolejności ich głowę ma zajmować nie to, jak lepiej opanować samochód w poślizgu, lecz to, aby do niego nie doprowadzić.

Na co jeszcze warto zwrócić uwagę?

Znowu odpowiem na przykładzie naszych szkoleń, które uzupełniamy np. symulatorami dachowania. Uświadamiamy, że bez względu na to, czy jesteśmy kierowcą, czy pasażerem, w samochodzie należy zapinać pas bezpieczeństwa. Co więcej, warto zrobić to dobrze, bo źle zapięty pas - w razie wypadku - może zrobić krzywdę.

Mówimy też kursantom: "Za każdym razem, kiedy wsiadacie do samochodu, spójrzcie na laptop, który leży na prawym fotelu, na tablet, ba, nawet telefon może zrobić wam krzywdę". Może nie wyeliminujemy wszystkich rzeczy, które leżą w samochodzie luzem, ale jednak większość można - od tego są schowki i bagażnik.

Wspomniał pan o źle zapiętym pasie bezpieczeństwa.

Pas nie powinien być skręcony, zbyt luźny, zapięty na kilku okryciach wierzchnich, łącznie z grubą kurtką. Do tego wysokość mocowania pasa na słupku bocznym powinna być wyregulowana. Zdarza się, że niektórzy jeżdżą z pasem zapiętym… za plecami [w celu oszukania kontrolki niezapiętego pasa i wyciszenia sygnału alarmowego - red.]. Z kolei w branży kurierskiej wpina się klamry w odpowiedni element pasa, aby - jak myślą tacy kierowcy - "nie było nieprzyjemnego dźwięku", bo "w pracy nie ma czasu, by co chwilę zapinać i rozpinać pas". To już są patologiczne sytuacje…

Jeszcze raz powtórzę - należy skłaniać kierowców do myślenia. A tym samym do pokory. Dobrze by było, aby wpajano te wartości także podczas kursów nauki jazdy. Aby kandydaci na kierowców doświadczyli sytuacji zagrożenia, choćby pewnych elementów. Wówczas z większą pokorą rozpoczynaliby swoją przygodę za kierownicą.

Są kraje, z których możemy brać pod tym względem przykład?

Opowiem o Skandynawii. Tam dużo o tym się myśli i wprowadza różne systemy. Podczas kursów nauki jazdy wykorzystywane są m.in. płyty poślizgowe. Obejmują one zajęcia zarówno w warunkach letnich, jak i zimowych (specyfika jazdy jest diametralnie różna).

Niemniej w Skandynawii też popełniano błędy. Kilka dekad temu postanowiono, że kursy nauki jazdy mają przygotowywać do sytuacji zagrożenia, symulowano je…

Niech zgadnę - w następstwie kursanci czuli się za kierownicą zbyt pewnie?

Wydawało się im, że dzięki serii zajęć poradzą sobie w sytuacji zagrożenia. Wkrótce przeprowadzono badania wśród początkujących kierowców - okazało się, że liczba wypadków wzrosła. Szybko znaleziono przyczynę - kursy zostały źle skonstruowane. Zajęcia, tak jak wspominałem, powinny nieść inny przekaz: uczyć pokory.

W naszym ośrodku korzystamy ze skandynawskich doświadczeń. Często słyszę od kursantów, że zajęcia są zbyt krótkie. Ale co by zmieniły kolejne przejazdy np. na płycie poślizgowej? Na drodze musi udać się za pierwszym razem, w ośrodku niektórzy nie są zadowoleni z żadnego z kilku powtórzeń ćwiczenia. Chcemy otworzyć kierowcom oczy czy nawet trochę ich przestraszyć.

Tak to musi wyglądać. Inaczej będą oni przekonani, że skoro przeszli taki kurs, to są lepsi od innych i mogą mocniej naciskać na gaz. Nie można do tego dopuścić.

A co z jakością dróg - jaki jest ich wpływ na bezpieczeństwo?

Mamy coraz lepsze drogi: nowe, równiejsze, pojawiają się kolejne obwodnice, odcinki autostrad, trasy szybkiego ruchu. Także drogi wojewódzkie są wykonywane w świetnych standardach. Pod tym względem jest bezpieczniej. W dodatku mamy coraz więcej bezkolizyjnych skrzyżowań - przerabiane są nieszczęsne dwupasmówki z ograniczeniem prędkości do 70 km/h, którego prawie nikt nie przestrzega, i z licznymi skrzyżowaniami, na których często dochodzi do groźnych zdarzeń.

Niewątpliwie stan dróg się poprawia. Ale to jest zarazem pułapka, skłaniająca kierowcę do szybszej jazdy. Mamy dobre drogi i samochody, które są znakomicie wyciszone (nawet starsze modele), nie odczuwamy w nich prędkości…

Jaką rolę odgrywa tu nasza mentalność?

Jako Polacy mamy powstańczą naturę, buntujemy się, nie respektujemy przepisów ruchu drogowego. Wielu kierowców dyskutuje: "Skąd takie ograniczenie prędkości w tym miejscu?" - tymczasem nie znają oni historii tego miejsca, warunków terenowych, nie wiedzą, że jest tam więcej wypadków.

Marzę o tym, by wszyscy jeździli na 80-90 proc. możliwości swoich samochodów i warunków na drodze. Niestety, polscy kierowcy zazwyczaj przekraczają granicę. Większości się wydaje, że jej przekroczenie nieznacznie, choćby o 10-15 proc., nie spowoduje żadnych perturbacji. Myślimy: "Ktoś, kto ustanawiał w tym miejscu ograniczenia, na pewno ich nie doszacował; gdy trochę przekroczę prędkość, to na pewno nic się nie stanie".

W ostatnich latach zaostrzono kary za naruszanie przepisów. Może to jest droga, którą powinniśmy podążać?

Pod warunkiem, że będzie nieuchronność kary. Można zwiększać wysokość mandatów czy liczbę punktów karnych za dane przewinienia, ale dopóki na drogach nie będzie więcej patroli policji i w ogóle narzędzi do tego, by wyłapywać kierowców przekraczających przepisy, dopóty pomoże to tylko w niewielkim stopniu.

Ostatnio pojawiło się na polskich drogach sporo tzw. odcinkowych pomiarów prędkości. Jestem ciekawy, na ile ten system będzie skuteczny. Radary i odcinkowe pomiary prędkości to jedno; inną kwestią jest to, na ile jest sprawny system "przerabiania" zdarzeń drogowych. One mogą być zarejestrowane, tylko potem ktoś je musi wyłapać, obrobić, zidentyfikować kierowcę i wysłać do niego mandat.

Nie jest też tajemnicą, że są miejsca, w których kierowcy - zwłaszcza lokalni mieszkańcy - wiedzą, że gdy przekroczą prędkość do 10 km/h, to fotoradar ich nie wykryje, bo operator - z racji mnogości zdarzeń w tej lokalizacji i ograniczonych możliwości w zakresie obróbki materiału - ustawia pewien margines; czasem wynosi on 20 km/h. Słowem, mamy ograniczenie do 50 km/h, a fotoradar błyśnie dopiero po przekroczeniu 70 km/h.

Na ile ważna jest osobowość kierowcy? Może jest tak, że jeżeli nie jesteśmy zorganizowani w życiu codziennym, nie potrafimy planować, ciągle się spieszymy, to potem nadrabiamy czas również na drodze…

To jest istotny wątek. Natomiast powiem brutalnie: są kierowcy, którzy nigdy nie powinni otrzymać prawa jazdy, bo kompletnie nie mają predyspozycji (chociażby w zakresie koordynacji ruchowej) do jazdy samochodem; stwarzają zagrożenie na drodze.

Kolejna kwestia: powinna być gęstsza sieć wyłapywania kierowców, którzy ze względu na stan zdrowia czy po prostu postępujący wiek tracą zdolność do bezpiecznego prowadzenia samochodu.

Ważna jest też świadomość nas wszystkich…

To znaczy?

Jeżeli widzimy, że członek naszej rodziny ma coraz większe kłopoty z jazdą samochodem - zareagujmy. Często obawiamy się reakcji tej osoby albo rodziny.

Powtórzę: prowadzenie samochodu to niezwykle odpowiedzialne zajecie. Błąd, wynikający np. ze złego samopoczucia czy stanu zdrowia (i wielu innych czynników), może sprawić, że będzie to ostatnia podróż w życiu kierowcy. A może nie tylko jego, ale też pasażera, rowerzysty czy pieszego…

Rozmawiał Łukasz Lubański

Czytaj także:

Polecane

Wróć do strony głównej