Po lodzie na wroga. Jak zamarznięty Bałtyk pomógł Szwecji pokonać Danię
Dzięki silnej flocie Duńczycy czuli się bezpiecznie na swoich wyspach. Wtedy na ich nieszczęście przyszła tak sroga zima, że skuła lodem cieśniny Małego i Wielkiego Bełtu, co pozwoliło Szwedom na piechotę podbić cały kraj. Wydarzenie to z czasów potopu przeszło do historii jako marsz przez Bełty.
2026-02-10, 08:00
W przeszłości Bałtyk zamarzał nie raz. W źródłach historycznych znaleźć można wiele wzmianek o podróżach po powierzchni zamarzniętego morza. Nawet dziś w takich krajach jak Szwecja czy Estonia zimą otwiera się lodowe drogi dla ruchu samochodowego.
Przejażdżka autem po tafli Morza Bałtyckiego musi być nie lada przeżyciem, nawet gdy mamy pewność, że lód się nie załamie, a o nasze bezpieczeństwo dbają państwowe instytucje. Możemy sobie tylko wyobrazić, jakie emocje towarzyszyły tysiącom szwedzkich żołnierzy, którzy niemal czterysta lat temu przeszli po skutym lodem Bałtyku, by przedostać się na terytorium nieprzyjaciela. Opisane wydarzenie miało miejsce w 1658 roku podczas II wojny północnej (1655-1660).
Nie drażnij silniejszego
W naszym kraju konflikt ten znany jest jako potop szwedzki, ze względu na inwazję dokonaną przez zamorskich sąsiadów na Rzeczpospolitą. Po początkowych sukcesach Szwedów wkrótce Polacy zaczęli stopniowo odzyskiwać kontrolę nad własnym terytorium, a po ich stronie stanęła Austria, Moskwa (która od 1654 roku okupowała wschodnie ziemie państwa polsko-litewskiego), Holandia i Dania.
Ten ostatni kraj był sąsiadem i odwiecznym rywalem Szwecji. Duński król Fryderyk III uznał więc, że zaangażowanie się Szwedów w długotrwałą wojnę z Rzeczpospolitą jest dobrą okazją do rozpoczęcia wojny. Szybko tego pożałował.
Fryderyk III wojnę sąsiadowi wypowiedział w czerwcu 1657 roku. Król Szwecji Karol X Gustaw zebrał część swoich sił, którymi operował na polskiej ziemi, przemaszerował przez Pomorze Zachodnie i zaatakował Danię od południa. Dużo słabsza armia duńska nie stanowiła dla doświadczonych Szwedów większego problemu. Jesienią Szwedzi opanowali już półwysep jutlandzki. Ze względu na przewagę duńskiej floty na morzu poza ich zasięgiem pozostawały duńskie wyspy z Fionią i Zelandią (ze stołeczną Kopenhagą) na czele.
Marsz przez Bełty
Odmianę sytuacji przyniosła zima 1657/1658 roku. A była to zima wyjątkowo sroga, nawet jak na ówczesne warunki. Ze względu na ochłodzenie klimatu okres od końca średniowiecza do XVIII/XIX wieku nazywany był małą epoką lodowcową. Gdy w styczniu potężny mróz skuł lodem duńskie cieśniny Małego i Wielkiego Bełtu, Karol X Gustaw podjął decyzję o ryzykownym marszu przez morze.
Duńczycy próbowali powstrzymać nieprzyjaciela. Na lodzie Małego Bełtu, tuż przed Fionią, zmierzyło się ze sobą kilkanaście tysięcy ludzi. Ze starcia zwycięsko wyszli Szwedzi, którzy mieli znaczną przewagę liczebną nad nieprzyjacielem. Armia duńska została rozbita, a Fionia wpadła w ręce szwedzkie.
Następny krok – przemarsz do Zelandii – był dużo bardziej niebezpieczny. Wielki Bełt jest dużo szerszy od Małego, a więc ryzyko załamania się lodu większe. Nie przeraziło to odważnego do szaleństwa Karola Gustawa, który wydał rozkaz do marszu. Nie zdecydował się jednak na bezpośrednie przejście na Zelandię, ale obrał drogę bezpieczniejszą, z przystankami na mniejszych wyspach.
Ryzykowna wyprawa odbywała się w ekstremalnych warunkach pogodowych. Mróz był wówczas ponoć tak silny, że bochenki chleba, a nawet beczki z winem i piwem trzeba było rozrąbywać siekierami. Ale brawura się opłaciła. Szwedzi dotarli na Zelandię, a przestraszony Fryderyk III skapitulował, nim nieprzyjaciel podszedł pod mury Kopenhagi. Wydarzenie to przeszło do historii jako marsz przez Bełty.
26 lutego 1658 roku podpisano pokój w Roskilde, na mocy którego Dania oddawała sąsiadowi wszystkie sporne terytoria. Szwecja osiągnęła największe rozmiary w swej historii. Ogromny, błyskotliwy sukces Szwedzi zawdzięczali odwadze swojego monarchy i… srogiej zimie.
Źródła: Polskie Radio/th
L. Kubala, Wojny duńskie i pokój oliwski 1657-1660, 1922;
L. Podhorodecki, Rapier i koncerz, 1985.