more_horiz
Historia

Teleexpress - szybka informacja to dobra informacja

Ostatnia aktualizacja: 26.06.2022 05:38
To było 36 lat temu, w czwartkowe popołudnie, o godzinie 17:15. Telewizja Polska pierwszy raz wyemitowała słynny w późniejszym czasie program informacyjny: Teleexpress.
Warszawa , 1987. Realizacja Teleexpresu. Nz. m.in. dziennikarz Wojciech Reszczyński
Warszawa , 1987. Realizacja "Teleexpresu". Nz. m.in. dziennikarz Wojciech Reszczyński Foto: PAP/CAF - Marczyk

Wiadomości pojawiały się tu "jak z karabinu maszynowego" i wbrew obawom były dość ciekawe. W tak krótkim czasie, jedynie 15 minut, nie było miejsca na rozbudowaną komunistyczną propagandę. To pierwsze wydanie prowadził Wojciech Mazurkiewicz, dziennikarz, poeta, pisarz i twórca satyryczny. To on współtworzył ten wspaniały program, który z miejsca zdobył rzesze szczerych wielbicieli. W sumie Teleexpress oglądali wszyscy, a w dość niedługim czasie widzów miał więcej niż propagandowe wydanie Dziennika Telewizyjnego o 19.30.

Pierwotny zespół

Program nadawany był początkowo piętnaście minut po 17.00, by później, od 29 czerwca 1992 roku, równo o 17.00. Mówi się, że Teleexpress uruchomił Józef Węgrzyn, szef Warszawskiego Ośrodka Telewizyjnego, a tytuł wymyślił ówczesny dyrektor generalny Telewizji Polskiej Aleksander Perczyński.

Dla porządku dodajmy, że pierwszym szefem Teleexpressu został Oskar Maria Bramski. W skład zespołu wchodzili m.in. Wojciech Reszczyński, Jolanta Fajkowska, Bożena Targosz, Magda Mikołajczak-Olszewska, Marek Sierocki, Hirek Wrona, Zbigniew Krajewski, Jacek Wroński, a także Andrzej Morozowski.

Informacje, humor, muzyka

Co znamienite i charakterystyczne dla tego programu, w ciągu 15 minut przedstawiane były najświeższe informacje z kraju i ze świata, często z dawką humoru, co znacząco odróżniało go od innych polskich programów informacyjnych. Ważne jest też to, że od początku istnienia programu codziennie prezentowane są informacje ze świata muzyki, które prowadzone były zazwyczaj przez Marka Sierockiego.

Co ciekawe, do 1992 program odtwarzany był z taśmy, a tylko ostatnie wejście prowadzącego było na żywo. Komuna jednak bała się, że któryś z prowadzących pozwoli sobie na niewybredne dla niej epitety. Władza wolała mieć możliwość cenzorskich ingerencji w informacje nagrywane między 16.00 a 17.00.

W pierwszych latach działalności Teleexpress przyznawał "Złotą Czcionkę", niepochlebną i ośmieszającą nagrodę za wpadki w działalności instytucji publicznych oraz prywatnych. Natomiast od roku 2005 w programie tym przyznawane są miejsca w loży "Galerii ludzi pozytywnie zakręconych", osobom posiadającym różnego typu pasje, które Teleexpress prezentuje w krótkich materiałach.

Czy na tym polega fenomen?

"Rzeczpospolita" zadała kiedyś ważne pytanie: "Krótkie formy, gry słów, zabawne puenty. Czy na tym polega fenomen jednego z najdłużej nadawanych programów w polskiej telewizji?". Odpowiadała na nie w artykule z 2011 roku. Czytamy tam: "Absurdy życia w PRL. Połowa lat 80. Po Sierpniu i stanie wojennym władze PRL czują, że łamie się dotychczasowa koncepcja propagandy. Że ludzie, zwłaszcza młodzi, nie oglądają Dziennika Telewizyjnego, nie wierzą telewizji. Zapada więc decyzja: trzeba wymyślić coś nowego, atrakcyjniejszego, odrobinę luźniejszego, także pod względem kontroli, co przyciągnie młodzież. Tak powstał pomysł na program informacyjno-rozrywkowy".

Pierwszą, zauważoną ciekawostką jest ogólnie kojarzona twarz prowadzącego ten program. Czytamy: "Na antenie Teleexpress zadebiutował 26 czerwca 1986 r. Do dziś trwają spory, kto prowadził pamiętne pierwsze wydanie: Wojciech Mazurkiewicz czy Wojciech Reszczyński. Faktem pozostaje, że to ten ostatni do dziś określany jest mianem pierwszej twarzy Teleexpressu. Drugą twarzą nieodłącznie kojarzoną z programem jest Sławomir Zieliński, który prowadził weekendowe wydania. Nazwę wymyślił Aleksander Perczyński, ówczesny dyrektor generalny telewizji".

Program z miejsca zdobył rzesze widzów: "O rosnącej popularności programu w latach 80. zadecydowało to, że "Teleexpress" pierwszy zaczął pokazywać codzienne problemy Polaków, w tym także absurdy peerelowskiej rzeczywistości. – Wiadomo, że nie wolno było wówczas pokazywać prawdziwego życia z narastającym ruchem opozycji, z internowaniami i strajkami, ale można było pokazywać trudy życia codziennego – podkreśla Maciej Mrozowski, medioznawca".

"Pokazywał ludziom, że jest inny świat"

Program składał się z ok. 30 krótkich informacji z kraju i świata, ciekawostek, informacji muzycznych. Jak oceniano, mówiło się w nim nieco innym językiem niż w pozostałych programach informacyjnych, a poczucie humoru było czymś, co wyróżniało "Teleexpress". Do tego krótka forma sprawiała, że widz mógł otrzymywać informacje w pigułce (nie tylko te najważniejsze, również te, których nie było nigdzie indziej w telewizji, czyli sporo różnych ciekawostek z Polski).

Faktem jest, że Teleexpress pokazywał ludziom, że jest inny świat, że są także mniej propagandowe tematy i wcale nie mniej ciekawe, że życie to nie tylko walka z komuną. "W programie zaczęły regularnie pojawiać się tematy społeczno-kulturalne, informacje ze świata muzyki, a z czasem materiały inspirowane listami od czytelników".

Jednak stwierdził wspomniany wcześniej Wojciech Reszczyński, „była to taka poluzowana kaszanka "Dziennika Telewizyjnego". Niby było w tym trochę powietrza, ale, nie oszukujmy się, nadal wszystko było pod ścisłą kontrolą. Mieliśmy więcej luzu, bo nie zajmowaliśmy się tym, co naprawdę ważne – nie mówiliśmy o aresztowaniach, nie ujmowaliśmy się za więźniami politycznymi".

***
Czytaj także:

***

"Rzeczpospolita" w przywołanym artykule ukazuje jeszcze kilka faktów z życia tego programu: "Zbigniew Krajewski, prezenter i wieloletni lektor "Teleexpressu", podkreśla jednak, że to właśnie "Teleexpress" pokazywał, że jest inny świat. – Trzy lata przed Okrągłym Stołem i upadkiem muru berlińskiego my zaczęliśmy już delikatnie ten mur kruszyć – mówi "Rz". W takich przypadkach władza reagowała. – Nie obyło się bez awantur, gdy "Teleexpress" wyemitował materiał o pisarzu Aleksandrze Sołżenicynie czy o lądowaniu Mathiasa Rusta na placu Czerwonym w Moskwie (niemiecki pilot w 1987 r. ośmieszył obronę powietrzną ZSRR – red.) – opowiada Węgrzyn. W 1987 r. "na górze" zapadła decyzja, że w popularnym programie powinien wystąpić gościnnie gen. Wojciech Jaruzelski. – Wymyślili sobie, że taki występ go uwiarygodni. Była młodzież, która zadawała niby-krytyczne pytania, Jaruzelski odpowiadał. Klasyczna pokazówka. Nas, ponieważ byliśmy oglądani, lubiani i niezwykle wśród ludzi popularni, wykorzystano do tego, tak jak dziś w kampaniach politycznych wykorzystuje się celebrytów – wspomina Reszczyński".

PP

Kamila Baranowska, Jarosław Stróżyk, "Teleexpress ma 25 lat. Ćwierć wieku z Teleexpressem", w: rp.pl


Zobacz więcej na temat: PRL media telewizja