Tak się oszukuje butelkomaty. Rekordzista zgarnął 200 000 zł

Butelkomat czyni oszusta - tak można strawestować znane ludowe porzekadło. Od uruchomienia systemu kaucyjnego w Polsce minęło kilka miesięcy. W tym czasie pojawiły się już pierwsze oszustwa. Nie było łatwo - instalowane w Polsce maszyny to cudy techniki, potrafiące na przykład sprawdzić skład materiału, z którego wykonane jest opakowanie. A jednak i na nie znalazły się sposoby.

2026-02-25, 05:40

Tak się oszukuje butelkomaty. Rekordzista zgarnął 200 000 zł
Oddawanie butelki do butelkomatu. Foto: Marek BAZAK/East News

Najważniejsze informacje w skrócie:

  • Pierwsze oszustwa w Polsce: Mimo że polski system kaucyjny działa od niedawna, już odnotowano pierwsze incydenty wyłudzeń, takie jak wyciąganie butelek na sznurku, fałszowanie etykiet czy nadużycia przy zbiórce ręcznej.
  • Zaawansowane metody z Zachodu: W krajach z dłuższym stażem systemu przestępcy stosują wyrafinowane ataki cybernetyczne (klonowanie bonów) i inżynieryjne (tunele magnetyczne), które pozwalają im w zautomatyzowany sposób wyłudzać setki tysięcy złotych.
  • Surowe konsekwencje prawne: Próby oszukania butelkomatów są surowo karane przez polskie prawo, a sprawcom grozi od kilku do nawet 10 lat pozbawienia wolności za klasyczne oszustwo lub kradzież z włamaniem.

Butelka do butelki, a zbierze się miarka. Za oddanie jednego opakowania objętego kaucją można otrzymać 50 groszy. Niby niewiele, ale przy zastosowaniu efektu skali można dojść do kwot, którymi część oszustów już nie pogardzi. Rozproszona po całym kraju sieć butelkomatów stworzyła potencjalnie lukratywne środowisko dla przestępców. Maszyny stały się nowym celem zarówno dla drobnych, oportunistycznych naciągaczy, jak i dla wysoce zorganizowanych grup.

W polskiej przestrzeni handlowej odnotowano już pierwsze próby jego nielegalnego eksploatowania. Operatorzy systemu zmuszeni byli wystosować oficjalne komunikaty ostrzegawcze do zrzeszonych sklepów, apelując o ostrożność. Zjawiska te, choć na ten moment mają charakter incydentalny i nie przybrały formy masowej defraudacji, potwierdzają, że przestępcy nie marnują czasu. Na jakie pomysły wpadli oszuści i ile mogli na nich zarobić? Pamiętajcie: nie róbcie tego w butelkomacie.

Nadużycia w zbiórce ręcznej: człowiek najsłabszym ogniwem

Najsłabszym pod względem zabezpieczeń ogniwem całego łańcucha zwrotów są małe sklepy o powierzchni poniżej 200 metrów kwadratowych. Z powodu braku miejsca lub funduszy na drogie butelkomaty, placówki te prowadzą zbiórkę manualną, w której pracownik własnoręcznie weryfikuje opakowania za pomocą ręcznego skanera kodów kreskowych. To właśnie interwencja czynnika ludzkiego otwiera tu największą przestrzeń do nadużyć, w której sprawcami rzadziej są zwykli konsumenci, a częściej osoby z wewnątrz systemu, czyli sam nieuczciwy personel sklepu.

Mechanizm oszustwa polega zazwyczaj na celowym wprowadzaniu w błąd oprogramowania i fałszowaniu zawartości worków ze zbiórką. Pracownik wyposażony w skaner może wielokrotnie zeskanować jeden i ten sam prawidłowy kod kreskowy, a do plombowanego worka transportowego wrzucić bezwartościowe śmieci, na przykład zwykłe butelki wygrzebane z osiedlowego śmietnika lub przemycone zza granicy. Tak spreparowany worek trafia do centrum recyklingu, a system wypłaca zwrot za opakowania, za które kaucja nigdy nie została uiszczona przez konsumenta.

Zyski z tego typu procederu mogą być bardzo zróżnicowane i zależą wprost od skali bezczelności sprawców. W przypadku pojedynczych klientów oszukujących kasjera kwoty wyłudzeń mogą zamykać się w kilku złotych, jednak zorganizowany personel sklepu realizujący to każdego dnia generuje gigantyczne straty dla rezerw budżetowych operatora krajowego. W skali miesiąca "zysk" z fałszywych zwrotów w jednej małej placówce może z łatwością osiągnąć pułap kilku tysięcy złotych.

Atak "na sznurek". Fizyczna manipulacja maszyną

Jednym z najstarszych i wciąż powszechnie dyskutowanych sposobów oszukiwania zautomatyzowanych maszyn jest "metodą na sznurek". Mechanizm ten wymaga trwałego przymocowania do szyjki butelki PET cienkiej żyłki wędkarskiej lub wytrzymałego sznurka. Sprawca wprowadza opakowanie do maszyny, pozwalając czujnikom na odczytanie kodu kreskowego i weryfikację kształtu obiektu.

W ułamku sekundy po tym, jak komputer rejestruje zwrot i dodaje kwotę do wirtualnego salda, ale tuż przed wciągnięciem butelki do mechanizmu miażdżącego (kompaktora), oszust używa siły, gwałtownie wyszarpując pojemnik na zewnątrz. Maszyna nalicza pieniądze, a sprawca odzyskuje nienaruszoną butelkę, którą może wrzucić ponownie. Metoda ta jest w Polsce raportowana głównie w mniejszych dyskontach wykorzystujących maszyny o uproszczonej konstrukcji. Nowoczesne automaty radzą sobie z tym atakiem, wykorzystując kurtyny optyczne i błyskawiczne zapadnie mechaniczne, które blokują drogę powrotną przedmiotu.

Ile taką metodą mogą zarobić oszuści? Eksperci wyliczyli, że na szybkiej maszynie potrafiącej przetworzyć 40 opakowań na minutę, nieprzerwany, wielogodzinny proces mógłby wygenerować teoretycznie nawet 9600 złotych zysku w ciągu 8-godzinnej "dniówki" przestępczej przy stawce 50 groszy za sztukę. W praktyce jednak, konieczność ręcznego siłowania się ze sznurkiem i ryzyko wykrycia przez personel drastycznie obniżają tę przepustowość, co sprowadza realistyczne zyski naciągaczy do poziomu ułamkowego w stosunku do teoretycznych maksimów.

Gangi „zbieraczy”

Ciemna strona systemów kaucyjnych: Lekcje z Niemiec i Szwecji.

Doświadczenia Zachodu pokazują, że tam, gdzie pojawia się łatwa gotówka, pojawiają się zorganizowane patologie.

Zorganizowane grupy

Wokół marketów tworzą się nieformalne struktury zarobkowe:

Wykorzystywanie osób w kryzysie bezdomności do zbierania opakowań.

Masowy zwrot butelek staje się "zawodowym" źródłem dochodu poza kontrolą.

Skutek: Profesjonalizacja procederu

Paraliż maszyn RVM

Blokowanie infrastruktury dla zwykłych klientów:

Realizacja zwrotów z ogromnych worków trwająca wiele godzin.

Szybkie przepełnianie zbiorników automatów, wymagające stałej uwagi personelu.

Skutek: Kolejki i awarie maszyn

Agresja i terytoria

Walka o dostęp do najbardziej zyskownych punktów:

Próby zastraszania klientów oddających pojedyncze butelki.

Regularne potyczki między grupami o "rewiry" wokół największych dyskontów.

Skutek: Spadek bezpieczeństwa

Nie dla płotek. Fałszerstwa etykiet i przemyt opakowań

W unikalnym kontekście polskiego prawa wprowadzono warstwę bezpieczeństwa polegającą na obowiązku posiadania dedykowanego piktogramu na opakowaniu. Maszyna nie wypłaci kaucji za butelkę pochodzącą z innego kraju, jeśli nie posiada ona polskiego znaczka sprzężonego z odpowiednim kodem EAN. W odpowiedzi na to zabezpieczenie, przestępcy zaczęli masowo fałszować etykiety.

Oszuści preparują naklejki zawierające prawidłowy kod kreskowy oraz piktogram polskiego systemu, a następnie aplikują je na opakowania, które pierwotnie nie podlegały kaucji. Mogą to być butelki z importu lub po prostu zwykłe plastikowe odpady zniekształcające statystyki odzysku. Podrobiona etykieta ma za zadanie wymusić na skanerach butelkomatu, lub na nieświadomym pracowniku zbiórki ręcznej, akceptację bezwartościowego z punktu widzenia funduszu kaucyjnego materiału.

Zyski z fałszowania etykiet rosną wprost proporcjonalnie do nakładów logistycznych sprawców. Indywidualny oszust z domową drukarką zarobi na tym relatywnie niewiele, jednak zorganizowane grupy przestępcze przemycające dziesiątki tysięcy butelek zza wschodniej granicy i masowo je oklejające, mogą wygenerować straty dla systemu rzędu dziesiątek tysięcy złotych przy każdym większym transporcie, co czyni to wysoce opłacalnym procederem hurtowym.

Lekcje z Zachodu. Jak oszukują profesjonaliści?

Polski system działa od zaledwie kilku miesięcy, w krajach zachodnich analogiczne rozwiązania funkcjonują już wiele lat. Przestępcy w tym czasie nie próżnowali, przechodząc daleką drogę od naklejania kodu czy przywiązywaniu sznurka. Ich pomysłowość pokazuje skalę zagrożeń, na które polscy operatorzy muszą być przygotowani - prędzej czy później ktoś zapewne spróbuje zaimportować te przestępcze metody.

Spoofing materiałowy. Papier zamiast plastiku

Jedną ze starszych, lecz zaskakująco skutecznych koncepcji było zjawisko tzw. spoofingu materiałowego. Oszuści opierali się na błędnym założeniu konstruktorów starszych maszyn, że kod kreskowy jest jedynym wyznacznikiem prawdy. Działanie polegało na powieleniu ważnego kodu na zwykłej kartce papieru i zwinięciu jej w sztywny cylinder.

Taki papierowy rulon niemal perfekcyjnie naśladował wymiary fizyczne prawdziwej butelki, skutecznie wprowadzając w błąd proste systemy laserowe i wymuszając wypłatę nienależnej refundacji. Producenci maszyn odpowiedzieli na to wdrożeniem zaawansowanych sensorów weryfikujących gęstość oraz przepuszczalność świetlną materiału. Ponadto wprowadzono kontrolę sylwetki wspieraną przez sztuczną inteligencję, która rozpoznaje topografię obiektu i odróżnia prawdziwy plastik od papierowej tuby czy metalowej rury PCV.

W czasach swojej świetności metoda ta pozwalała naciągaczom na generowanie czystego zysku, ponieważ koszt materiałowy kartki papieru był niemal zerowy. Zdeterminowany sprawca mógł w ten sposób wyłudzić od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych lub euro, dopóki do maszyn nie oddano modułów głębokiej walidacji materiałowej, co obecnie czyni ten atak bezużytecznym w nowoczesnych butelkomatach.

AI na straży butelek

Nowoczesne maszyny RVM to więcej niż zwykłe czytniki.

Sztuczna inteligencja i optyka 3D eliminują próby oszustw w ułamek sekundy.

Optyka 3D

Skanowanie topografii obiektu:

Tworzenie cyfrowej mapy kształtu butelki.

Porównywanie wymiarów z bazą danych AI.

System: Analiza formy

Przepuszczalność

Weryfikacja fizyczna surowca:

Prześwietlanie obiektu wiązką światła.

Wykrywanie papierowych rulonów z kodem.

System: Filtr materiałowy

Waga 1g

Nadzwyczajna precyzja pomiaru:

Ważenie z dokładnością do jednego grama.

Odrzucanie obiektów zbyt ciężkich lub zbyt lekkich.

System: Kontrola masy

Cyberataki i luki kryptograficzne. Generowanie darmowej gotówki

Najbardziej destrukcyjne ryzyko finansowe nie płynie z fizycznej zręczności sprawcy, lecz ze zorganizowanego ataku hakerskiego wymierzonego w oprogramowanie maszyn i protokoły przesyłania danych. Badacze bezpieczeństwa odkryli krytyczne luki polegające na wykorzystywaniu przez niektóre sieci handlowe przewidywalnych, statycznych kodów kreskowych na wydrukach paragonów, w których wartość pieniężna zwrotu była bezpośrednio zakodowana. Wykorzystując tanią drukarkę termiczną, cyberprzestępcy potrafili generować całkowicie fałszywe, lecz akceptowane przez kasy bony o dowolnie wysokim nominale.

Kolejnym wektorem cyberataku jest tzw. Double Scanning, uderzający w maszyny pozbawione chmurowej bazy danych zsynchronizowanej w czasie rzeczywistym. Sprawca uzyskuje legalny bon na wysoką kwotę, klonuje go wykonując wyraźne zdjęcie lub ksero, a następnie jego wspólnicy realizują te same kody na wielu różnych stanowiskach kasowych niemal jednocześnie, zanim system zdoła zapisać w bazie informację o wykorzystaniu unikalnego vouchera. Naukowcy udowodnili w Danii, że luki te pozwalały na tworzenie bonów z numerami seryjnymi, które z technicznego punktu widzenia działały identycznie jak wydrukowane przez faktyczny butelkomat.

Potencjał strat z cyberataków jest absolutnie katastrofalny i charakteryzuje się możliwością pełnej automatyzacji na skalę przemysłową. Cyberprzestępcy nie muszą brudzić sobie rąk pustymi butelkami. Przy braku odpowiednich inwestycji sklepów w dynamiczną kryptografię z powodu chęci redukcji kosztów operacyjnych, zorganizowana grupa jest w stanie w kilka godzin opróżnić budżety wielu sklepów na dziesiątki, a nawet setki tysięcy złotych czystej gotówki. Zysk ogranicza w zasadzie tylko płynność finansowa atakowanego supermarketu.

Arcydzieło inżynierii przestępczej z Kolonii. Tunel magnetyczny

Najbardziej jaskrawym dowodem na kryminalny potencjał oszustw zautomatyzowanych jest bezprecedensowa sprawa kryminalna rozpatrywana przed sądem w Kolonii. Trzydziestosiedmioletni właściciel sklepu monopolowego, będący osobą z wewnątrz niemieckiego systemu kaucyjnego, postanowił wykorzystać swój całkowity dostęp do butelkomatu stojącego na zapleczu jego lokalu. Zamiast używać tanich sztuczek, głęboko zmodyfikował hardware urządzenia.

Mężczyzna skonstruował skomplikowany inżynieryjnie drewniany stelaż uzupełniony o potężny tunel magnetyczny, który płynnie oszukiwał czujniki wagi i odległości w maszynie. Konstrukcja sprawiała, że maszyna "widziała" weryfikację i bezpowrotne zniszczenie butelki, podczas gdy pojemnik nigdy w rzeczywistości nie zjeżdżał w tryby zgniatarki. Sędzia prowadzący sprawę wprost nazwał tę konstrukcję "logistycznym arcydziełem". Centrala systemu cierpiała na ślepotę analityczną algorytmów i na żadnym etapie nie wychwyciła gigantycznej anomalii z jednego małego węzła sieciowego.

Skala wyłudzenia była szokująca. W trakcie śledztwa udowodniono, że maszyna na zapleczu zatwierdziła kod jednej i tej samej butelki PET ponad 1,2 miliona razy. Przy niemieckiej stawce kaucji mężczyzna wyłudził na szkodę systemu sumę przekraczającą 44 000 euro, czyli około 190 000 złotych. Cały proceder został przerwany dopiero po anonimowym doniesieniu ze środowiska sprawcy.

Surowe konsekwencje. Oszustwo, a nawet kradzież z włamaniem?

Z perspektywy polskiego prawa karnego zabawa z butelkomatami to droga na salę sądową. Nawet jeśli sprawca fizycznie nie oszukuje drugiego człowieka, to w myśl ugruntowanej linii orzeczniczej uważa się, że oszukańcze wprowadzenie w błąd dotyczy podmiotu będącego właścicielem majątku – reprezentowanego przez maszynę. Działania takie kwalifikowane są jako klasyczne oszustwo z artykułu 286 § 1 Kodeksu karnego.

Sankcje za ten czyn są w polskim systemie sprawiedliwości wysoce restrykcyjne. Grozi za to kara pozbawienia wolności w widełkach od 6 miesięcy do surowych 8 lat. Choć w drobnych sprawach chuligańskich obrońcy mogą walczyć o uznanie "wypadku mniejszej wagi" (art. 286 § 3 k.k.), to sądy oceniają nie tylko wartość szkody, ale przede wszystkim kryminalne wyrafinowanie sprawcy, co utrudnia pobłażliwość dla zaawansowanych technologicznie hakerów. Niezależnie od wyroku więzienia, poszkodowany operator domaga się na drodze sądowej bezwzględnej restytucji finansowej, zmuszając oszusta do zwrotu każdej zdefraudowanej złotówki.

Istnieje również znacznie bardziej radykalna interpretacja prawna. Jeśli oszust stosujący siłową metodę na sznurek dokona wysoce niszczycielskiego wyrwania butelki, niszcząc i przełamując fizyczne zabezpieczenia maszyny (np. zamykającą się śluzę), prokuratura może zakwalifikować to jako kradzież z włamaniem na podstawie artykułu 279 § 1 Kodeksu karnego. Jest to traktowane jako dalece groźniejsze bezprawie przeciwko mieniu, sankcjonowane karą do absolutnych 10 lat bezwzględnego pozbawienia wolności.

Czytaj także:

Źródło: PolskieRadio24.pl/Michał Tomaszkiewicz

Polecane

Wróć do strony głównej