Zapomniana tradycja święta Trzech Króli. Mogła na chwilę odmienić ludzki los
Święto Trzech Króli wyznacza początek karnawału i od dawna związane było z wieloma wesołymi tradycjami zarówno wśród ludu, jak i warstw szlacheckich. Jeden z najsympatyczniejszych zwyczajów tego dnia ma korzenie w kulturze jeszcze przedchrześcijańskiej.
2026-01-06, 07:57
Król migdałowy
"W święto Trzech Króli, które jest zakończeniem całego szeregu dni świątecznych Bożego Narodzenia, zbierali się krewni, powinowaci i bliżsi sąsiedzi w jednym z okolicznych dworów. Pod koniec obiadu wnoszono na srebrnej lub cynowej misie tyle ciast, ile osób zasiadało przy stole i podawano je obecnym. Każdy wybierał ostrożnie, bo wiedziano dobrze, że w jednym z tych ciast jest ukryty migdał, poczem rozłamywał ciekawie swój kawałek, a w chwili gdy ktoś z obecnych znalazł migdał w swojem cieście obecni wznosili okrzyk: »Niech żyje król migdałowy!«. Podnoszono właściciela owego ciasta w górę, i wnoszono toasty na cześć jego. Wtedy król migdałowy zapraszał wszystkich obecnych do swego domu" – tak staropolski zwyczaj szlachecki opisywało czasopismo dla dzieci i młodzieży "Mały Światek" w styczniu 1896 roku.
"Migdałowego króla" polska szlachta wybierała oczywiście pośród siebie, lecz w historii tej tradycji, pochodzącej zupełnie spoza Rzeczpospolitej, zdarzały się przypadki uhonorowania w ten sposób również nisko urodzonych osób. Szczególnie upodobali sobie tę praktykę Francuzi.
W żywocie znanego z pobożności średniowiecznego monarchy Ludwika II de Bourbona - zwanego "Dobrym" - czytamy, że raz w święto Trzech Króli uczynił królem ośmioletnie dziecko, "najbiedniejsze, jakie można było znaleźć w całym mieście". Później zaś miał obdarować dziecię sporą sumą pieniędzy przeznaczoną na jego wykształcenie.
Rysunek Henryka Nowodworskiego "Trzy króle. Król migdałowy". Fot. Muzeum Narodowe w Warszawie/domena publiczna Szczodry Dzień
Z opisu zdarzeń wynika wprawdzie, że król pominął całkowicie etap losowania migdała w cieście, nadając dziecku godność w sposób arbitralny, jednak to z kolei przypomina o innym aspekcie związanym z obchodami 6 stycznia. "Dzień ten świąteczny Trzech Króli, jako i wieczór poprzedni, szczodrym był dawniej zwany, bo w tym czasie najwięcej rodzice dzieciom, gospodarze czeladzi, możni sąsiadom, plebanom parafianie rozdawali kolędy" – pisała Klementyna z Tańskich Hoffmanowa w "Rozmaitościach" w 1833 roku.
"Kolędy" pojawiają się tutaj w znaczeniu "dary", których 6 stycznia (a także dzień wcześniej, w wigilię Trzech Króli) było tak wiele, że w polskim obyczaju do święta przylgnęło określenie "Szczodry Dzień". Od niego zaś nazwę wzięły ludowe szczodraki, czyli wypieki w kształcie małych rogalików, które rozdawano kolędnikom chodzącym od drzwi do drzwi i śpiewającym pieśni. Tradycja ta szczególnie pielęgnowana była w podlubelskich Karczmiskach, a tamtejsze szczodroki (wymowa regionalna) w 2024 roku wpisane zostały na urzędową Listę Produktów Tradycyjnych.
Fotografia obrazu Piotra Stachiewicza "Szczodraki". Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe/domena publiczna Z zestawienia obu tradycji wynika, że jednym z najważniejszych elementów święta Trzech Króli od wieków są wyroby cukiernicze w rozmaitej formie. We Francji do dziś, już w formie zsekularyzowanej, piecze się i częstuje gości "ciastem królewskim" (fr. galette des rois). To właśnie w nim znaleźć można migdał, który dawniej szczęśliwcowi zapewniał "królewski" status.
Na marginesie warto wspomnieć, że na dworze francuskim szlachcianki, które wylosowały ziarenko, faktycznie były na jeden dzień obwoływane "królowymi" i mogły poprosić króla o spełnienie każdej zachcianki. Ludwik XIV zniósł ten element zabawy, ale samą tradycję galette des rois zachował. Próbowali jej za to zakazać rewolucjoniści francuscy, choćby z powodu samej nazwy "królewskie". Ponieważ jednak nie dało się wygrać z przyzwyczajeniami ludu, zgodzono się na wypiekanie słodkości pod warunkiem, że zostaną nazwane "ciastem równości".
Starożytne igraszki
W samej jednak idei ciasta królewskiego nie może być mowy o równości, skoro ten, kto wylosował migdał, był - choć tylko żartobliwie - "podnoszony" do godności króla, a więc tego, który zgodnie z wielowiekowym obyczajem roztaczał władzę nad wszystkimi wokół siebie. Z drugiej strony tego rodzaju "wywyższenie" jest obce nie tylko rewolucjonistom francuskim, lecz także naukom Jezusa Chrystusa zreferowanym w Biblii.
Tradycja ta bowiem - jak wiele innych w chrześcijaństwie - nie jest oryginalna i sięga czasów i kultur znacznie wcześniejszych. Zwyczaj losowania "króla na jeden dzień" był nieodłącznym elementem rzymskich Saturnaliów, grudniowych dni świątecznych obchodzonych ku czci boga rolnictwa Saturna. Wspomina o tym Tacyt w swoich "Rocznikach": "w doroczne Saturna dnie, między innemi rówieśników krotochwile, co królestwo igraszką losowali" (przekład Władysława Okęckiego z 1930 roku).
W starożytnym Rzymie w cieście ukryty był jednak nie migdał, a... ziarno bobu, rośliny bardzo ważnej nie tylko w żywieniu, lecz także w wielu rytuałach społecznych i religijnych. Dlatego nie tylko wówczas, ale i później w Europie używano także nazwy "Fasolowy Król". Bez wątpienia jednak dziś bób nie kojarzy się nam ze słodyczami tak, jak migdał, kojarzony z kolei bardzo mocno z kulinariami zimowego okresu świątecznego w chrześcijańskim kręgu kulturowym.
Obraz flamandzkiego malarza Jacoba Jordaensa "Uczta fasolowego króla". Fot. Wikimedia/domena publiczna Źródło: Polskie Radio/Michał Czyżewski