Przemówienie Trumpa w Davos. "Długie dygresje nie wiadomo o czym"

Prezydent USA Donald Trump mówił dużo o Grenlandii podczas wystąpienia w Davos, myląc ją jednak z Islandią. - To było trudne do wysłuchania - stwierdziła w Polskim Radiu 24 politolożka Agnieszka Zaremba. 

2026-01-21, 22:30

Przemówienie Trumpa w Davos. "Długie dygresje nie wiadomo o czym"
Donald Trump w Davos. Foto: EPA/GIAN EHRENZELLER

Najważniejsze informacje w skrócie:

  • Donald Trump wygłosił przemówienie na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos
  • Duża część przemówienia była poświęcona Grenlandii, ale też sytuacji w USA
  • Jestem mocno zaskoczona tym przemówieniem - przyznała Agnieszka Zaremba

Grenlandia była głównym wątkiem środowego przemówienia Donalda Trumpa podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. Trump kilkakrotnie nazwał Grenlandię "Islandią", twierdząc, że sprawa "Islandii" spowodowała w poniedziałek duże spadki na amerykańskiej giełdzie. Twierdził też, że po wojnie USA oddały Grenlandię Danii, co nazwał błędem. Grenlandia nigdy nie była terytorium USA, choć amerykańskie wojska zajęły ją w czasie II wojny światowej. BBC wskazuje, że Trump mijał się z prawdą również, mówiąc o wydatkach na NATO, pomocy finansowej dla Ukrainy, wyliczając zakończone przez niego wojny, a także w kwestii energetyki wiatrowej. Trump pochwalił się, że jego administracja zdobyła dla USA "inwestycje o rekordowej wartości 18 bln dolarów", jednak nie ma publicznie dostępnych dowodów potwierdzających te dane. Przywódca USA chwalił się też kondycją amerykańskiej gospodarki. Faktycznie tempo wzrostu było wyższe niż oczekiwali analitycy, a inflacja przekroczyła w 2025 roku cel Rezerwy Federalnej.  

Posłuchaj

Agnieszka Zaremba gościem Pawła Wojewódki (Stan dnia) 24:59
+
Dodaj do playlisty

 

Trump mówił o polityce wewnętrznej

- Jestem mocno zaskoczona tym przemówieniem - powiedziała Agnieszka Zaremba. Wyjaśniła, że spodziewano się przemówienia, które "na nowo nam świat układa", a było bardzo dużo mówione o tym, co Amerykanie powinni usłyszeć. Przypomniała, że w USA zbliżają się wybory połówkowe i kampania "mocno się już zaczęła". - Pan prezydent Trump bardzo dużo mówił o swoich sukcesach właśnie w polityce wewnętrznej i to było dość zaskakujące - oceniła jego wystąpienie w Davos. 
- Takich zaskakujących momentów było więcej, chociażby mylenie Grenlandii z Islandią - wskazała. Zwróciła też uwagę na "długie dygresje nie wiadomo o czym". - To było trudne do wysłuchania - oceniła. 

Przyznała, że Trump dużo mówi o sobie i jest to "dość specyficzna postać". Wyraziła opinię, że "Amerykanie są mocno zniecierpliwieni już tą polityką". Jak tłumaczyła, w polityce gospodarczej, wewnętrznej niewiele się zmienia poza tym, że kolejne grupy nie są otoczone już opieką państwa. - Mówię tu o chociażby funduszu dotyczącym wspomagania wyżywienia czy kwestii związanych ze zdrowiem, czy do tego jeszcze byłych żołnierzy amerykańskich, którzy też tracą swoje uprawnienia - podała przykłady. 

Europejczycy zaczynają się budzić

Odnosząc się do pomysłu zorganizowania Rady Pokoju z Putinem i Łukaszenką, wskazała, że Karol Nawrocki "wybrnął" z zaproszenia podobnie jak Giorgia Meloni, tłumacząc się krajową procedurą, co miało zostać przyjęte ze zrozumieniem. Zwróciła uwagę, że Macron, który odmówił Trumpowi od razu spotkał się z ostrą reakcją. 

- Europejczycy jakby zaczynają się trochę budzić, że ta polityka ustępowania Trumpowi, spolegliwość i chwalenie pana prezydenta, niedobrze się kończy i pan prezydent idzie dalej, idzie mocniej - powiedziała politolożka. Wskazała, że coraz bardziej sceptyczne są Francja i Niemcy, także część Skandynawii powiedziała twardo "nie" i nawet Finlandia jest zdystansowana. - I proszę zwrócić uwagę na drobne gesty. Chociażby to, że pan prezydent Macron wyjechał wcześniej z Davos, nie czekając na prezydenta Trumpa - dodała. - I takich drobnych gestów rzeczywiście mamy w Davos sporo, więc można powiedzieć, że rzeczywiście Europa zaczyna zmieniać swoją linię współpracy ze Stanami Zjednoczonymi - stwierdziła. 

Wskazała też, wracając do polityki wewnętrznej, że deklaracja Trumpa o tym, że nie będzie używał siły wobec Grenlandii ma właśnie tam swoje podłoże. - Poparcie dla użycia wojsk w Grenlandii wśród obywateli Stanów Zjednoczonych to jest między 7 a 4 procent - dodała. - Myślę, że pan prezydent Trump ma świadomość, że poparcie dla jego działań jest naprawdę niewielkie - podsumowała.

Czytaj także:

Źródło: Polskie Radio 24
Prowadzący: Paweł Wojewódka
Opracowanie: Filip Ciszewski

Polecane

Wróć do strony głównej