Czarnek propozycją PiS. "Nie będzie o czym mówić w kampanii"

Ogłoszenie kandydatury Przemysława Czarnka na premiera PiS na długo przed wyborami może być elementem przemyślanej strategii politycznej. Zdaniem komentatorów decyzja ma pomóc zatrzymać partii wyborców odpływających do ugrupowań na prawo od nich. - Walczyć trzeba z tym, co się dzieje po prawej. Z obiema konfederacjami i wszystkim, co obecnie licytuje się na radykalizm z Prawem i Sprawiedliwością - powiedział politolog.

2026-03-09, 19:15

Czarnek propozycją PiS. "Nie będzie o czym mówić w kampanii"
Przemysław Czarnek. Foto: Marcin Obara/PAP

Najważniejsze informacje w skrócie:

  • Przemysław Czarnek jest kandydatem na premiera z ramienia PiS
  • Kandydatura budzi wiele emocji i jest szeroko komentowana
  • Zanim dojdziemy do kampanii właściwej, powiemy o Przemysławie Czarnku wszystko - powiedział Michał Tomasik

Ogłoszenie kandydatury Przemysława Czarnka na premiera z ramienia PiS już teraz wywołało wiele komentarzy wśród ekspertów i publicystów. Część z nich uważa, że decyzja została podjęta zbyt wcześnie, ale może być elementem długofalowej strategii politycznej partii. Ich zdaniem celem jest zarówno oswojenie wyborców z kandydatem, jak i zatrzymanie odpływu elektoratu na prawo od PiS. Sytuację skomentowali Michał Tomasik z tygodnika "Polityka" oraz politolog Paweł Krulikowski.

Tomasik podkreślił, że jego zdaniem kandydatura została ogłoszona za wcześnie. - Jest bardzo dużo czasu, my już wiemy, kto będzie twarzą PiS-u w kampanii. Zatem zanim dojdziemy do kampanii właściwej, powiemy o Przemysławie Czarnku wszystko, wytkniemy mu wszystkie afery, przypomnimy wszystkie słowa - mówił w Polskim radiu 24. Podkreślił, że "nie będzie o czym mówić podczas kampanii". Na pytanie, czy polityk PiS nie będzie "dostarczał nowych tematów", odpowiedział, że tak, ale będzie to inna sytuacja.

- Będzie dostarczał, ale będzie miał nad tym kontrolę - mówił. Stwierdził, że jego zdaniem nie wybrano Lucjusza Nadbereżnego ponieważ "nie bardzo jest się do czego przyczepić". - Poniekąd na przykładzie Karola Nawrockiego myślałem, że łatwiej jest wypromować "człowieka znikąd" niż poradzić sobie z bagażem, ale jeśli weźmiemy pod uwagę 20 miesięcy, to ten bagaż przestanie ciążyć w pewnym momencie - stwierdził dziennikarz "Polityki". Dodał, że podobnie było z obecnym prezydentem Nawrockim, kiedy wszystkie trudne dla niego tematy odeszły w zapomnienie. - Sprawa kawalerki, sprawa kibiców. Te sprawy tyle razy zostały poruszone, że przestały działać na wyborców - mówił. - Jeśli ma to być Przemysław Czarnek, to te 20 miesięcy jest Prawu i Sprawiedliwości potrzebne - podsumował.

Posłuchaj

Michał Tomasik i Paweł Krulikowski w Debacie dnia 23:28
+
Dodaj do playlisty

"Walczyć trzeba z tym, co się dzieje po prawej"

Politolog Paweł Krulikowski zgodził się ze swoim przedmówcą i podkreślił, że jego zdaniem planem szefa Prawa i Sprawiedliwości było zatrzymanie przy sobie prawicowych wyborców. - Jarosław Kaczyński zdał sobie sprawę, że w centrum nie jest w stanie nic ugrać, a ci z centrum, którzy będą chcieli głosować na Prawo i Sprawiedliwość, to i tak zagłosują - mówił Paweł Krulikowski.

- W związku z tym wystawianie kandydata waniliowego w stylu Lucjusza Nadbereżnego, czy Mateusza Morawieckiego, absolutnie nie będzie dawało żadnych zysków. Walczyć trzeba z tym, co się dzieje po prawej. Z obiema konfederacjami i wszystkim, co obecnie licytuje się na radykalizm z Prawem i Sprawiedliwością - przekonywał politolog.

Czytaj także:

Źródło: Polskie Radio 24
Opracowanie: Aleksandra Krawczyk

Polecane

Wróć do strony głównej